niedziela, 24 listopada 2013

Zwiastun + notka ;p

          Cześć wam ;D

Chciałam na początku powiedzieć że kończę bloga, ponieważ w głowie mam całkowicie inny pomysł i po prostu przez niektóre osoby nie miałam ochoty go pisać dalej...Na te wszystkie pytania odpowiedzcie sobie sami i dokończcie szczęśliwe lub nie zakończenie historii głównych bohaterów ;D

                Łapcie zwiastun podsumowujący

          ****http://www.youtube.com/watch?v=khUpnFTxFKg&feature=youtu.be****

                                            Zwiastun wykonała : Lusieeek.(http://lusieeek-zwiastuny.blogspot.com/)

Ale zaczęłam pisać drugiego bloga, bardziej trzymającego w napięciu : http://love-me-anxiously.blogspot.com/ Mam nadzieję że wam się spodoba ;] 

poniedziałek, 11 listopada 2013

41. "Mamo,co z Olivią ?"


Nie mogłam jakoś spać,miałam dwa koszmarne sny...Jeden był o tym że przyszła do nas , tutaj do auta Miley i jej ojciec, śmiali się po chwili gościu wyciągnął pistolet i wycelował we mnie, usłyszałam
huk i się obudziłam.Drugi był o tym że wróciliśmy do domu,dokładnie to byłam sama w tym śnie, weszłam do domu , wyglądał normalnie ,otworzyłam drzwi i zobaczyłam mamę siedzącą
na kanapie podeszłam do niej i się okazało że nie żyje, popłakałam się i pobiegłam na górę w moim pokoju na łóżku leżała martwa Vick z Justinem,zaczęłam się trząść.Poszłam do łazienki i zobaczyłam
Marcela który miał dziurę w brzuchu,chciałam się obudzić,odwróciłam się i zobaczyłam ich,Miley i jej ojca znowu się śmiali, Miley się na mnie rzuciła i wbiła nóż w serce,
 potem się obudziłam.Od tej pory nie mogłam spać. Leżałam, potem jakoś wstała Vick i powiedziała jej moje sny,pozostała dwójka jakoś zaraz wstała .
-Jak się spało ?
-Źle..-wymamrotałam.
-Idziemy ?
-No a na co chcesz czekać ?
Wyszliśmy z auta, było już jasno .Zaczęliśmy iść przed siebie,tak to najlepsza strategia iść przed siebie.Zobaczyłam wyjście z lasu,ucieszyłam się i zaczęłam biec,za mną pozostali,
wyszliśmy, staliśmy koło drogi.Jechały różne auta. Zaczęliśmy łapać stopa.Jakiś gościu się zatrzymał.
-Dzień dobry.-powiedziała Vick.
-Dzień dobry, zgubiliście się ?
-Można tak powiedzieć...daleko do Ottawy ?
-No trochę drogi jest, jadę tam,zabrać was ?
-Na prawdę, może pan ?
-Tak nie ma problemu.
-Dziękujemy !
Zapakowaliśmy się do auta,i ruszyliśmy .Całą drogę siedzieliśmy cicho.Cieszę się, zobaczę mamę.Będzie wszystko dobrze ! Wreszcie,nie wiem jak po prostu określić radość,którą mam w sobie.
Facet wysadził nas koło przystanku,już wiemy jak dojść.
-Dziękujemy jeszcze raz.-powiedziałam.
-Nie ma za co.
Odjechał.
-Do domu!!!
-Tak...-powiedziała Vick.
Zapomniałam , jej sistra...Tak jej współczuję .Staliśmy pod domem.Ja i Marcel weszliśmy pieerwsi , widziałam moją mamę ,podeszłam od tyłu i się mocno przytuliłam.
-Jesteś! Kochanie tak się bałam...
-Tak mamo ja też kocham Cię.
Po ściskaliśmy się i zaczęłam jej opowiadać,co i jak...

           
                                                                                    *Oczami Vicki*

Boże,przekroczę zaraz próg i nie będzie tam mojej siostry,nie będzie Oliwii.
-Justin,ja  nie wiem czy chcę tam wejść..
-Vicki,twoja mama tam jest,chodź, zrób to dla niej.
Tak Justin miał rację.Zadzwoniłam do drzwi.Otworzyła mi mama,ucieszyła się,od razu rzuciłam jej się na szyję i zaczęłam płakać.
-Mamo,co z Olivią ?
-Kochanie,jest dobrze...
-Ona żyje ?
-Tak,u góry jest trzeba ją zawołać.
-A ty tak panikowałaś -powiedział Juss.
Ale się cieszę żyje ! Ona żyje... Pobiegłam od razu do góry i się z nią zaczęłam tulić, nie chciałam jej puścić...

sobota, 9 listopada 2013

40. "Obudź się,ej..."

Juss i Marsel rozłożyli siedzenia i położyli się wygodnie.
-Dobranoc Marcel i Megan.-powiedział dalej zły na Vicki Justin.
-Ej.. dalej jesteś zły ? -zapytała Vick.
-Niech pomyślę...tak.
-Justin...
-Nie ma Justin!
-O co się wo gule obraziłeś ?-zapytałam.
-O...hm..
-No właśnie!
-Dobra ,dobra...chce mi się spać,przyjmuję przeprosiny Vicki.
Vick się tylko uśmiechnęła.Justin jest jakiś nie dorobiony tak jak ja.. pasowalibyśmy do siebie . Hahaha ,nie no żartuję,nie czuję nic do niego,mnie interesuję tylko mój Marcel.
Pożegnaliśmy się i poszliśmy spać,nie jestem całkiem przekonana żeby spać w tym miejscu,ale... lepiej tu niż na dworze .Pierwszy podał Justin,potem Vicki i Marcel,ja jakoś nie mogłam zasnąć.
Vick się cały czas budziła, Juss coś napieprzał o pączkach przez sen a Marcel spał jak aniołek,nie mogłam się na niego napatrzeć.Czy on nie jest słodki jak śpi ?
                                             
Tsa..ale,muszę przyznać że Justin też nieziemsko śpi...takie dwa słodziaki. Szkoda że Viki tego nie widzi bo pewnie było by tak : "Oooo...jaki mój słodziak , ale ślicznie śpi"  Juss wyglądał tak,pod głową miał jakieś coś, nawet nie wiem dokładnie co..


Usłyszałam szelest wokół auta. Przełknęłam ślinę i nie wiedziałam co robić,serce mi waliło jak głupie Szturchnęłam Vickens'a
-Obudź się,ej...
-Co ?-zapytała lekko śpiąca.
-Słyszysz szelest ?
-Ty.. no!
-Zamknij się.-zakryłam jej usta ręką.
-Może to..jesteśmy w lesie,to liście tępico.
-Ale,mam złe przeczucia.
-Nie dramatyzuj...
Obróciła się na bok,ale nagle gwałtownie się odwróciła,ponieważ usłyszeliśmy stukanie w karoserię.
-Boje się...-rzuciła spanikowana.
-Ja też.
Co to ?! Jak jakiś gościu i nożem ? Mam w głowie straszny scenariusz...A jak teraz taka twarz do szyby wyskoczy,a jak otworzy ktoś drzwi od auta i wbije nóż w jednego z chłopaków?
Megan ! Uspokój się ! Nie mogę myśleć o takich rzeczach, bo jest coraz to gorzej.Może obudzić Marcela ? Tak zrobię to. Justin już został obudzony przez Vicki,jeszcze tylko Marsel.
-Kocie,wstawaj !-zaczęłam go szturchać.
-Hmmm?-zapytał,cały czas miał zamknięte powieki.
-Coś tu łazi...
Marcel potrząsnął głową,aby nie spać i poszedł do nas do tyłu .Vicki siedziała i trzymała Justina za rękę.Było trochę miejsca,bo fotele z tyłu też były rozłożone.
-Coś pukało w auto...-zaczęła Vicki.
-No i były szelesty,jak by coś chodziło obok.-dodałam.
Patrzyłam się na nas, albo na Vicki albo Justina albo Marsela, albo w podłogę.Nie miałam zamiaru patrzeć się w szybę.
-Wyjdziemy i sprawdzimy.
-Jebło was ?!
-Ej, a to auto przecież stoi koło krzaków,wieje wiatr i gałęzie tłuką się o auto...-powiedział Marcel.
-No właśnie, i w ogóle jesteśmy w lesie, tu chodzą zwierzęta,nie wiem może dzik, sarna..-dodał Justin.
-Nie bójcie się,chodzicie spać..
-No to pa.
-No dobranoc-rzuciłyśmy.
Mimo ich wyjaśnień , które mogły być prawdzie i pewnie są dalej się bałam,ale po jakimś czasie zachciało mi się spać i usnęłam.

czwartek, 7 listopada 2013

39. "Co takie zdziwione ?"


-Vick... nie dramatyzuj , proszę Cię.
-Chyba ci wyobraźnia ponosi .
-No może...mnie ponosi.


                                                       *Oczami Megan *


Vicki czasami mnie dobija,ma strasznie wybujałą wyobraźnie.Na pewno to jest pułapka, w środku lasu, i ciekawe na co ? Może w  jakimś tam lesie obok cywilizacji będą kanibale ?
Hahaha zaczęłam się głośno śmiać.Jej inteligencja przerasta wszystko.Siedziałam i się śmiałam jak głupia.Popatrzyłam się na Marcela , potem na Justina.
-Chodź Justin, muszę ci coś powiedzieć...
-To mów.
-Nie tutaj.-powiedział i otworzył drzwi od auta.
-Halo,halo o co chodzi ? -zapytałam.
-Nie ważne..
-Jak to nie ważne,jesteśmy waszymi dziewczynami, mamy prawo wiedzieć.
-Potem wam powiemy...
Wyszli.Ciekawe o co in chodzi,znowu coś ukrawają ?Nie mam bladego pojęcia.
-Meg...wiesz o co chodzi ?
-Vicki,gdybym wiedziała to bym Ci powiedziała.
-No fakt.-powiedziała i kiwała głową.-Zostajemy tu na noc ?-dodała.
-Nie wiem...boję się trochę.
-No ja też.
To trochę straszne spać w ciemnym lesie,w nie wiadomo czyim aucie,otwartym aucie.W ogóle tu jest nie wygodnie,a ja nie gustuję w spaniu na siedząco , chyba że na lekcji,ale to inna bajka.
Lekcja jest nudna i monotonna a tu ? Nie wiadomo co się stanie.To je las-tego nie ogarniesz..Po chwili chłopcy przyszli.Justin siedział na miejscu kierowcy a Marsel na miejscu pasażera,my
oczywiście tyły.Nagle chłopcy się odwrócili i patrzyli na nas.Czy oni coś knują ?
-Ej, wy jesteście dziewice ?
-Yyy...
-No tak.
-Co takie zdziwione ?
-Bo głupie pytanie.
-Co ma być fajnego w tym że chłopak cię bzyka ?- zapytała Vick.
-No może to że cię bzyka.-zaśmiał się Justin a potem Marcel.
Oni są głupi, nie wiem czy z nudów im odwala czy co...Walą takie pytania.
-To nie było śmieszne...
-Owszem było.
-Nie nie było.
-Tak było.
Zaczęłam się kłócić z Marcelem,trochę to trwało,przerwała nam Vick.
-Dość już !!!
-Dobra..
-Nie krzycz tak...
-Mamy spać w tym aucie ? -zapytałam.
-No tak,coś ci nie pasuje ?
-Jak ty chcesz tu spać ?-zapytała popierając mnie Vicki.
-Normalnie.Tu się rozłoży , tu się obróci i ten tego...noo...-zaczął kombinować Justin.
-Dobra,dobra nie myśl tyle bo się przegrzejesz-zaśmiała się Vick a potem razem z nią ja.
Justin tylko burknął .Vicki próbowała go przepraszać,ale bez skutku.Super ja się kłóciłam jak głupia z Marcelem , a teraz doszło do tego że ci dwaj się nie odzywają . Nie no... maskara.
Ja tu chyba nie wytrzymam z nimi tej nocy...

niedziela, 3 listopada 2013

38. "Chyba jest opuszczone."

-Vicki,chodź...
-Justin ,  ja nie wiem,nie chcę wracać do domu,tam nie mam już Olivii,moja mama będzie załamna nie chcę widzieć jak płacze...
-Będzie bardziej załamana jak ciebie też nie będzie-powiedział Marcel.
Wzięła głęboki oddech i spojrzała na mnie.
-Musimy iść.
-Ale ja..
-Vick, jak nas złapią to będziemy mieć przejebane - ostrzegła ją Meg.
Vicki zaczęła powoli iść,i dobrze.Wiem,że świat jej się wali i czuje się strasznie,ale nic nie możemy na to poradzić.Usłyszeliśmy krzyki, tak, to był głos Miley,szukała nas. Zaczęliśmy biec.
Z każdą chwilą krzyki ucichały.
-Uciekliśmy.-odetchnęła z ulgą Megi.
-A gdzie teraz pójdziemy ?
-Przed siebie.
-Tak,to najlepsze rozwiązanie.
-Może wyjdźmy z lasu ? -zapytała spanikowana Vick.
-Tak, zgadzam się.-przytaknęła jej Megan, ona też się bała lasów.
Zaczęliśmy się pałętać po lesie,najgorsze jest to że nie mamy nic przy sobie a zaraz będzie noc.Po prostu masakra.Dziewczyny zaczęły się trząść z zimna,więc je otuliliśmy.
-Tam!-krzyknął Marcel.
Ujrzeliśmy drogę,tak zabawienie.Szybko pobiegliśmy w jej stronę, tylko że po jednej i drugiej stronie był las.Wyglądało to tak :






-Idziemy drogą ?-zapytałem
-Tak, nie mam zamiaru się co chwilę przewracać przez korzeń.-stwierdziła Vicki.
-Dobra,dobra...
Zaczęliśmy iść przed siebie.
-Bolą mnie noooogi-zaczęła lamentować Meg.
-Mnie też!-wykrzyknęła Vicki.
-Oj dziewczyny,co byśmy bez was zrobili,na barana,już.
-Ale nie chcemy was męczyć,czy coś.
-Wy nas męczycie swoimi lamentami.-zaśmiałem się.
Po chwili zobaczyłem że Meg jest już na plecach Marsela, zaraz potem poczułem że wskakuje na mnie Vicki.
-Chyba mi coś w plecach strzeliło.-zacząłem się śmiać.
-Na prawdę ?-wystraszyła się.
-Żartuję.
Szliśmy tak trochę,aż za zakrętem zobaczyliśmy auto,takie stare, duże auto ,trochę zerdzewiałe. Podeszliśmy bliżej,obeszliśmy auto dookoła.
-Chyba jest opuszczone.
-Tak raczej,zostajemy w nim ?
-Co !?-wyskoczyły na mnie dziewczyny.
-No bo zaraz noc będzie,chyba że wolicie spać pod gołym niebem,w lesie...
-Nie strasz,dobra... możemy zostać.
-To wskakujemy!
Otwarliśmy uchylone drzwi,i po kolei weszliśmy do środka.
-Ej, przecież to może być pułapka !

sobota, 2 listopada 2013

37. "Czyli uciekamy ? "


Szukaliśmy dość długo,nie lubię czekać .Megan z Marcelem poszli gdzieś za ścianę , ja chodziłem z Vicki i rozglądałem się na wszystkie strony,słyszałem jak popłakuje,nie chciałem
słuchać jej płaczu,ale nie dlatego że mnie denerwował tylko dlatego że serce mi się kroiło jak myślałem o tym jak jest smutna i jeszcze płacze.Zatrzymałem się,chwyciłem ją za ramiona
i przyciągałem do siebie.Popatrzyłem się w jej zapłakane błękitne jak niebo oczy i przetarłem łzy z policzka.Nie pozwolę jej płakać .Czułem jej oddech,był szybki i nie równy. Przytuliłem ją mocno.
-Nie płacz,będzie do..
-Nie mów że będzie dobrze,proszę nie mów...-przerwała mi.
Nie wiedziałem co mam jej powiedzieć,zatkała mnie.
-Vicki,ja..
-Justin,nie mów już nic.-powiedziała i wymusiła  uśmiech.
Staliśmy tak dłuższą chwilę, przerwał nam krzyk Megan.
-Jeeeeest!!!
-Mamy wyjście !- krzyknął Marcel.
Zaraz zobaczyłem jak wybiegali za sterty cegieł i reszty kościelnych ławek.Pokazali nam że mamy iść za nimi.Chwyciłem Vick za rękę i podbiegliśmy za Megi i Marcelem. Doprowadzili nas
do miejsca w którym był kran, rozwalone biurko i jakieś resztki mebli,obok nich stały drzwi stare,drewniane drzwi.
-Czyli uciekamy ?-zaśmiała się Meg.
-A na co ty jeszcze czekasz...
Próbowałem je popchnąć, pociągnąć ,ale nic,kur... zawiasy.
-Justin,stary może ci pomóc ? - zapytał mnie Marcel.
-No wiesz.. było by miło.
On sobie stoi a ja mam całą robotę obwalać... super.
-Na trzy , cztery.
-Ojej.
-Trzy,cztery!
Zaczęliśmy pchać,trochę to dziwnie brzmi... coś strzeliło i drzwi się otwarły. Ucieszyłem się, ale jeden problem,gdzie pójdziemy ? Nie wiem gdzie jesteśmy,nikt nie wie..Przekroczyliśmy  próg.
-Powietrze...
-Wolność...
-Tego mi brakowało.
-Gdzie idziemy teraz ?-zapytałem
-Jak najdalej od nich i tego kościoła.
-No racja.
Rozglądaliśmy się, nie było nikogo,chyba oni z przodu są.Szybkim krokiem poszliśmy przed siebie,nie pewnie że nas mogą zobaczyć...Trzymałem Vicki za rękę, nie chciałem jej puścić.Odwracałem się cały czas do tyłu.Zobaczyliśmy przed sobą las,ciemny i gęsty.Wiem , że dziewczyny boją się lasu, ale nie mamy wyjścia.Jeszcze trzy kroki i znikniemy w gąszczu drzew.Nagle mnie coś szarpało do tyłu.Odwróciłem się,

piątek, 1 listopada 2013

36. "Jak ma na imię twoja siostra !?"

                                                           *Oczami Justina*


-No ja też nie...
-Ja też...
-Dobra,mi też się nie chce ale musimy nie ?
-No fakt.
-Dobra ja idę spać,chociaż się postaram-powiedział Marcel.
Vicki położyła głowę na moich nogach, strasznie się wierciła.Chyba jej nie wygonie.Pomyśleć że jesteśmy tu przeze mnie,jestem głupi,oni muszą się tutaj męczyć, a mogliby teraz siedzieć
w domu,pod kocem,z gorącą czekoladą w ręku.To wszystko jest do dupy, głupi Justin ! Boję się że stanie im się krzywda, nie wybaczę sobie tego... To wszystko o pieniądze.
Łapczywe chuje.Chyba zaraz zacznę krzyczeć,albo nie bo wezmą mnie za debila...
-Skarbie, nie wygonie Ci,prawda ?-zapytałem,widziałem jak się męczy.
-Tak...
-To się obróć.-powiedziała Meg.
-Ale..
-Nie ma ale.Nie chcę słuchać dłużej waszych krzyków.-powiedział zaspany Marcel.Chyba go obudziliśmy.
Vick bez dłuższych komentarzy się odwróciła, była głową tuż przy moim koledze,wystarczyło tylko rozpiąć spodnie i... Justin!Opanuj się!Spojrzałem na nią była czerwona,zaśmiałem się.
-Nie wstydź się.
-Nie wstydzę...
-To czemu jesteś czerwona ? -zapytałem
-No..bo..ja.. dobranoc.-powiedziała i zamknęła oczy.
Dobra,trzeba iść spać...

Obudził nas huk otwieranych drzwi,weszła przez nie Miley i  Georg,tak miał na imię ojciec "mojej siostry".Podeszli do Victorii,oby nic jej nie zrobili,zabiję ich jak jej dotkną !
-Słuchaj...
-T..tak ?-zapytała przerażona.
-Jak ma na imię twoja siostra !?
-Co chcesz od jej siostry ?-zapytała Megan.
-Zamknij się, nie twój interes.
-Więc,jak się nazywa ? -zapytała Miley.
-Olivia...Olivia Young.
-Aha,to nie żyje,nie miałem pewności czy to ona,ale jednak.-zaśmiał się.
Spojrzałem na Vick,opadła na kolana i płakała .Megan podeszła do niej z Marcelem i ją tulili.Patrzyłem się na tego zasranego faceta!Po co jej to powiedziała!? Może on to zrobił!
Ręce mi się trzęsły,chyba podejdę do niego i mu dojebie.
-Justin,to nie ja zrobiłem,chociaż fajnie by było.-cały czas się śmiał.
-Przestań!To nie jest śmieszne ! Po co ją dobijasz ! Kurwa,po co !?
-Zamknij ryj!Mam z tego satysfakcję.
Zacisnąłem ręce w pięści i nie wytrzymałem,rzuciłem się na niego.Trafiłem mu w szczękę,ale była jeszcze Miley ,chwyciła mnie i...Ten zasrany pedał jebnął mi w brzuch 3 razy,padłem na ziemię.
Kur...
-Odechce ci się rzucać.-powiedział i wyszedł.
-Gorzej być nie może...-powiedziała Megan.
Podszedł do mnie Marcel,potem Vick i Megan. Obie płakały.
-Przepraszam...-wydusiłem z siebie,nie miałem siły.
Nikt mi nie odpowiedział,poczułem jak Vicki kładzie się na mnie i mnie mocno przytula,czułem jej łzy na policzku.
-Kocham Cię.-wyszeptała mi do ucha.
-Ja ciebie też.
Pomogła mi wstać ,przez cały czas płacząc.Siadła na pustaku,trzymając się za głowę .Kucnąłem przy niej, trzymając ją za rękę .
-Wszystko się wali..-powiedział Marcel.
-Mam tego dość!-krzyknęłam Megan.
-Musimy uciekać...
-Nie wytrzymam tutaj dłużej-powiedziała Vick.
-Nikt nie wytrzyma.
-Czyli co uciekamy?
-Tak,ale gdzie ?
-Jak najdalej.
Drzwi,nie ma tylko jednych drzwi w kościele . Zaczęliśmy przeszukiwać cały kościół,to znaczy co z niego zostało...

wtorek, 29 października 2013

Pytankoooo xD


Cześć ;] 

Mam do was małe pytanko...
Chcecie żebym wprowadziła do bloga coś takiego jak np. : "Oczami Justina" itd. Chodzi mi o to że byście wiedzieli jak czuje się inny z bohaterów w danej sytuacji,ale jeśli nie chcecie i wolicie żeby było tak jak jest to też powiedzcie ;* 

Dziękuję to tyle xoxo

niedziela, 27 października 2013

35. "Nie będę tu spać !"

-Macie pojęcie gdzie jedziemy  ?-zapytał Marcel.
-Tak,do domu nas wywożą,głupolu myśl...-zaśmiała się Megan.
-Ale...
-Nie mów nic, skąd mamy to wiedzieć ?!
Umilkł,i dobrze nie chciałam słuchać ich bezsensownych kłótni,to meczące i denerwujące...Nie jechaliśmy długo.Ciekawiło mnie gdzie nas wywieźli,to straszne uczucie,żyjesz w niepewności,nie wiesz czy jak wyjdziesz z samochodu cię postrzelą,czy może zadźgają nożem,pobiją , zgwałcą! To jest straszne!Kazali nam wyjść,tak zrobiliśmy,ujrzałam przed sobą... opuszczony kościół !? Że co proszę ? Nogi mi się lekko zachwiały.Boję się starych,opuszczonych być może nawiedzonych miejsc.Szarpnęli nas do przodu, szliśmy do kościoła. Weszliśmy do środka.Wyglądało to tak :  




-To co dobrej nocy...-powiedział.
-Że co ?
-Nie możesz nas tak zostawić...
-Owszem mogę.
-Ale..
-To na razie rozgrzewka,potem pojedziecie gdzie indziej...
-Tu nie ma ogrzewania...-powiedziałam rozglądając się.
-No nie ma, i co ?
-Co? Będzie mi zimno...
-Masz pecha.-burknęła Miley.
Przewróciłam oczami.Nie będę tu spać! Nie, a po pierwsze to na czym !? Chyba ich jebło że na zimniej i brudnej podłodze będę spać...
-Nie będę tu spać !-krzyknęła Meg.
Miała chyba to samo na myśli co ja-fuuuu .Nie że my jakieś damy i nie będziemy spać na ziemi,nieeee,ale rozchodzi mi się o to że tu jest kościół,brudny,opuszczony,być może nawiedzony...
Aż mam ciarki.
-Nie wydziwiaj !-krzyknęła Miley.
-To sama sobie tu śpij.
-Kochana , ja...
-Nooo... zaskocz.
-Ja tu jestem porwana ?! Nie wiec zamknij ryj,bo będzie z tobą źle!
Meg ucichła, w sumie co miała powiedzieć ? Lepiej już nic nie mówić...
-To dobranoc.
-Jaki dobranoc ? Jak jest południe ?!
-Radzę wam się teraz wyspać,bo w nocy będzie się działo...-zaśmiała się.
-Ale...co ?
-Zobaczysz...
Wyszli i trzasnęli drzwiami.I co teraz ?! Co z nami będzie !?
-Jak mamy tu spać ?-zapytałam.
-Mnie się pytasz ...-powiedziała Megan.
Justin i Marcel ogarnęli coś z ziemi, usiedli opierając się o ścianę.
-Kładźcie się na nogach...
-Ale Justin...
-Nie ma ale,chodź, lepiej się wyspać...
-No właśnie może dobrze mówią że trzeba się wyspać-rzucił Marcel.
Położyłam się na nogach Juss'a a Meg na Marsela. Wierciłam się,kurcze nie wygodnie...
-Nie mogę zasnąć...-lamentowałam,potem dołączyła się do tego reszta.

piątek, 25 października 2013

34."Jak Ci na imię ?"

Byłam strasznie głodna,strasznie.Otwarły się drzwi od samochodu .
-Aa... zapomniałam wam powiedzieć, że mój tata wyszedł z więzieni...
-Ja..-chciałam coś powiedzieć.
-Tak,dziś i przyjedzie tu za jakąś godzinkę.
Moje moczy zalały się łzami,przypomniałam sobie to co powiedział Justin,że mnie zbiją, że nas zabiją... Nie chcę umierać.Co się dzieje z moją mamą, Olivią !? Co z nimi.. pewnie się martwią,nie chcę żeby się smucili,nie chcę!
-Ej,Vick...nie płacz,będzie dobrze...-powiedziała Meg.
-Tak,zawsze ma być dobrze a się wszystko wali!
-Ale..
-Jak było co chłopcy nas porwali, też mówiłaś "będzie dobrze" i gówno,nie jest dobrze ! Nie jest!-krzyczałam .
-Kochanie,uspokój się,i uwierz że będzie ok.-powiedział Justin tuląc się do mnie.
Przetarłam oczy.Co teraz będzie ? A jak mam tą godzinę życia,czuję się jakbym była skazana na wyrok śmierci...Nic nie zrobiłam,Megan i Marcel też...A Justin? Hmm... to nie jego wina,tylko jego ojca ! Wiem ,że Justin nie ma nikogo teraz... to znaczy ma mnie,może na mnie liczyć i Meg i Marsela też.Dobra,taki los mnie spotkał,czyli że tak ma być.Chyba...Trzymałam Justina za rękę i nie chciałam puścić,siedzieliśmy tak do otwarcia się drzwi przez jakiegoś gościa.
-Wysiadać!
Posłuchaliśmy go,nie mieliśmy zamiaru ani się kłócić,ani oberwać.Był dość umięśniony i łysy,tatuaże.Typowy facet z więzienia.Staliśmy koło siebie,naprzeciwko ten facet a obok niego Miley .
-Dawano się nie widzieliśmy,Justin.-powiedział
-Taa...-powiedział z kwaśną miną.
-Która dupa twoja ?
-A co cię to!?-wyskoczył na niego.
-Ty, hamuj się! Nie będzie mi jakiś skurwysyn podskakiwał !
Justin nie powiedział nic.
-To nie powiesz...-wyciągnął nóż.-to się inaczej pobawimy.-powiedział i chciał dźgnąć Justina w brzuch,ale nie zrobił tego ponieważ powiedziałam że to ja.Nie chcę aby cierpiał.
-No,dobra dziewczynka...-zbliżył się do mnie.
-Nie waż się jej tknąć !
-Spokojnie...-powiedział.
Meg i Marsel stali osłupieni, nie wiedzieli co on chce rozbić, tak samo jak ja.
-Jak ci na imię ?
-Victoria...-powiedziałam łykając ślinę.
-A wy ?-skierował się do pozostałej dwójki.
-Megan...
-I Marcel..
-Dobra,to biorę was na wycieczkę,długą i męczącą wycieczkę...-zaśmiał się.
Nie widzę w tym nic śmiesznego,zapakowali nas do auta ,ruszyło...

wtorek, 22 października 2013

33."Osobę na której ci zależy ?"

Po chwili drzwi się otworzyły,wszedł przez nie Justin ze smutną, bardzo smutną miną.Siadł obok mnie i opuścił głowę.
-Co jest ?-zapytałam,ach ja ta ciekawska.
-Ta przeze mnie,zginiemy,wszyscy po kolei !
-C-co,proszę ?!-wykrzyczała Meg.
Marsel był w totalnym szoku.
-On wyjedzie z więzienia i zabije najpierw osobę na której mi zależy,żebym widział jak cierpi,potem waszą 2 ,a na końcu mnie,nienawidzę dupka!
-Osobę na której ci zależy ?-zapytał Marcel.
-Przecież,ty...nie znosisz miłości.-powiedziała zdecydowanie Megi.
Ja siedziałam cicho,nie znałam Justina tak jak oni,w końcu dłużej z nim chodzili do klasy...
-Ona mnie zmieniła,wiem co znaczy kochać, ale ona mnie nie chce,nie po tym jak się zachowałem wobec niej.
Megan i Marsel popatrzyli się na mnie.
-Nie...to nie o mnie chodzi...-zaczerwieniłam się.
Justin obrócił twarz w moją stronę i skradł mi całusa.
-Teraz chyba nie powiesz że to nie ty,skarbie ?
Boże, to ja, aaaa on mnie kocha,ja go też.Cieszę się że mogę z nim być... chcę tego...
-Jest szansa,że będziemy razem ? -zapytał.
-Tak,Justin,kocham Cię!
Uśmiechnął się.Po chwili odezwała się Meg.
-Czyli co gołąbeczki...-zaczęła,ale jej przerwałam.
-Megan,wiem kochasz Marsel'a,wiem to ! Mówiłaś mi... 
-Jak mogłaś ?!-zrobiła się czerwona i zakryła twarz.
Marcel odciągnął jej ręce z twarzy.
-Kocham Cię,kocham cię ,zawsze kochałem...
Zastygli w pocałunku.Trzymałam Justina za rękę i nie chciałam puścić.Drzwi się otworzyły.Stałą w nich Miley.
-Ooo... mamy 2 parki,nie no świetnie.
Nic jej nie odpowiedzieliśmy.Rzuciła nam 2 butelki wody i drożdżówki.Tak,byłam cholernie głodna.Zamkła drzwi,ja dobrałam się do jedzenia....

piątek, 18 października 2013

32."Zostaw ich !"

-Justin... możesz nam to wyjaśnić ?-zapytała lekko wkurzona Megan.
-Właśnie,stary,coś jest nie tak,miał być gang a teraz to,jakiś dom , o co kur*a chodzi !?-krzyknął Marcel .
Justin nic nie mówił,Jezu...nie rozumiem nic.
-Mów coś!-wykrzyknęłam zdenerwowana.
-Yyy...ja...noo...ten...
-Justin!
-Dobra,moja mama była bogata i w tym domu ma sobie sejf,tam trzyma kasę...
-To czemu,ty...musiałeś kraść jak kasę miałeś i jeszcze wiedziałeś gdzie ?
-Bo nie znam hasła ? Jezu... dawno bym wziął i bym spał na hajsie!
-Aham...
Nastała niezręczna cisza.Jechaliśmy tak jeszcze z pół godziny,oczywiście na oko obstawiam ...Otworzyli nam drzwi,chcieliśmy wyjść.
-Wy nie idziecie idzie tylko Justin!-krzyknęła .
Justin wyszedł z samochodu, usłyszałam kłótnie.
-Nie pokarzę Ci gdzie jest ten dom!!!
-Zamknij się , mój ojciec wyjdzie niedługo z więzienia,to cię załatwi i tą trójkę też!
-Zostaw ich !
-Myślisz że mój tata był z twoją matką bo ją kochał? Haha, chyba sobie kpisz,zależało nam na forsie,twoja stara miała już jechać i podpisać głupi świstek żeby kasa była nasza!Ale nie!Twój stary musiał ją zabić!Poszło na mojego tatę i siedzi teraz przez niego w więzieniu!Czego ryczysz!?Jesteś facet czy baba!?-krzyczała.
Nie wierzę,on...jego ojciec...zaczęłam płakać,jak tylko usłyszałam szloch Justina.Podeszła do mnie Meg i przytuliła.
-Co to ma być?-zapytał Marsel.
Chciałam otworzyć drzwi,były zamknięte,zaczęłam się tłuc i krzyczeć że ma nas wypuścić .Podziałało. Były tu 3 domy,opuszczone w lesie,nie lubię lasu...Od razu zaczęłam się rozglądać gdzie Justin,leżał na podłodze.Płakał,strasznie płakał. Podbiegłam do niego i przytuliłam.
-Czemu nic nie mówiłeś ?
-Próbowałem,ale za każdym razem się rozklejam.Nie jestem facetem,faceci nie płaczą !
-Nawet twardzielowi się zdarza...-powiedziałam po czym musnęłam jego usta.
Chłopak się uśmiechnął.Tego mi brakowało,kochałam jego uśmiech,chociaż mało to robił..Magan ,Miley i Marcel stali i się patrzyli.
-Za co to było ?
-Bądź silny,będzie okej...
Chłopak wtulił się we mnie,ale wszystko się kiedyś kończy,tak Miley nam przerwała.
-Justin!Idziesz,już!Pokazuj mi dom!
-Powiedziałem nie!
Dziewczyna podeszła do mnie i kopnęła w brzuch,z tego powodu spadłam na bok.Podbiegła do mnie Megi i Marsel.
-Nic ci nie jest ?-zapytał.
-Żyjesz ?
-Tak,Megan żyję,ale boli mnie brzuch...
-Co ty zrobiłaś !!!-Justin zaczął krzyczeć na "siostrę"
-Pokarzesz dom ?
-N...-zaczął.
Miley popatrzyła się na mnie.
-Tak,pokarzę.
Dziewczyna się uśmiechnęła,Juss podszedł do mnie i pomógł wstać.Z auta wyszedł 2 koleś i wprowadził naszą 3 do auta,ale Justin poszedł pokazać dom...


wtorek, 15 października 2013

Przemówienie ;]

        Siemka :*    


  Chciałam wam podziękować, że jest tu ktoś z kim mogę się podzielić,moim dziwacznym opowiadaniem....
Chciałabym wiedzieć jaka jest wasza szczera opinia co do treści bloga,nie chodzi mi o to czy jest ktrótki czy nie,na prawdę staram się,aby te rozdziały były takie w miarę,ponieważ mam przygotowania do bierzmowania tak że nie mam za dużo czasu...Mam do was jeszcze jedną prośbę,Ci którzy jeszcze nie odpowiedzieli na pytanie z ankiety,błagam zaznaczcie jaka jest wasza ocena... Dzięki jeszcze raz,kocham was moje siostry ;]]]

31. "Co,fajnego miałeś tatuśka?(...)"

Justin miał łzy w oczach .Miley się na niego popatrzyła.
-Co,fajnego miałeś tatuśka? Pozazdrościć...-zaśmiała się.
Nie wiem co w tym jest śmiesznego,spojrzałam na jego policzek,leciała po nim łza.
-Możesz go nie dobijać ?! - krzyknęłam.
-A ty to kto ? Właśnie,co wy tu robicie ?!
Podeszła do Meg i popatrzyła się na nią.
-Kim jesteś ? -zapytała.
-Megan...ja tu jestem tak jakby...przypadkiem...-nie wiedziała co powiedzieć.
-Hmm...Justin to twój chłopak,czy jej ?- powiedziała i kiwnęła głową w moją stronę.
-A po co ci to wiedzieć ?-zapytał Marcel.
-Bo będę miała większą nad nim kontrolę.
-Nie rozumiem...
-To chłopcze zajarzysz w swoim czasie.
Zapytała Megan ponownie,ja w tym samym czasie podeszłam do Justina i go przytuliłam.
-Justin to twój chłopak, tak czy nie !?
-Justin...on nie ma dziewczyny.
-Tak...-powiedziała i odeszła od Meg.
Podeszła do nas.
-Czyli co, wy jesteście razem ?
-Nie,nie mam dziewczyny! Przestań!-krzyczał Juss.
-Nie rzucaj się tak, ale widzę że ci zależy na niej...
Justin nic nie mówił tylko się na mnie popatrzył,to prawda ? Nie wiem,ale chciałabym żeby tak było,bo ja go kocham...
-Czego od nas chcesz ?Wypuścisz nas czy nie ? -zapytał Marcel .
-Nie, poczekam aż Justin mi pokaże coś bardzo ważnego...
-Co mam Ci niby pokazać ?!
-Dom...
-Jaki dom ? Mów jaśniej.
-Twojej mamuśki dom,wiesz co tam jest... nie oszukuj mnie i siebie też...
-Ale...ja...-Justin zamarł.
Nie wiem co tu się dzieje.Jaki dom,co do czego ?!
-To jak,pokazujesz mi ten dom czy twoja koleżanka ma cierpieć !?-krzyknęła i szarpnęła mnie za włosy do góry, wstałam .
Justin wziął głęboki oddech.
-Dobra,ale wypuścisz ich ?
-Nie.
-Oni ci są nie potrzebni!
-A właśnie że tak ! Zamknij japę, wychodzimy!
-A..a my ?-zapytała niepewnie Meg
-We też...
Poszła po tamtych facetów i zaprowadzili nas do tego auta którym tu przyjechaliśmy.Siedziałam ja obok Megi a naprzeciwko mnie Juss, obok niego Marsel .Auto ruszyło .
-Gdzie znowu jedziemy !? -krzyknęłam 30.

piątek, 11 października 2013

30. "On jej uległ że what !?Ona zna Juss'a !?"

Nie zdążyli zamknąć drzwi,a usłyszeliśmy krzyki.
-Wypuście je!
-Nic wam nie zrobiły!
-Skurwysyny !!!
Zareagowali.Puścili nas,byli cali czerwoni ze złości.Podeszli do chłopców,"szef" popchnął Justina na ścianę i wyjął z kieszeni pistolet,przyłożył mu do czoła.Zamarłam,nie wiedziałam co chce zrobić...Marcel leżał na brzuchu na podłodze, na nim siedział ten drugi gościu i przykładał mu pistolet do tyłu głowy . Megi stała i przetarł oczy , nie wierzyła w to co się dzieje tak samo jak ja . To był koszmar .
-Jeszcze raz,a rozwalimy wam wasze mordy !
Justin spojrzał na mnie przez ramie "szefa" .Usłyszeliśmy kroki,damskie kroki.Tak ktoś szedł na szpilkach. Stawały się one coraz głośniejsze. Odwróciłam się,ujrzałam dziewczynę, na oko 20 lat ,obcięta krótko ,dobra wyglądała tak :




Podeszła do chłopaka przy ścianie który zrobił wielkie oczy.
-Puść go,Tom,puść Justina.
-Dobrze.
On jej uległ że what !?Ona zna Juss'a !?
-Miley !? Co ty tu robisz ???-zapytał Justin .
-Czekaj... czekaj , to jest ta twoja siostra !? - nie ogarniałam .
-Tak, nieznana mi kobieto , nie sorry... dziewczynko bo kobietom na pewno nie jesteś - zaśmiała się .
-A może ty jesteś !?
-Tak kurwa jestem!-warknęła .
Nie będę się z nią kłócić .Marsel i Meg patrzyli się na nią dosłownie tak jak ja - z nie dowierzaniem . Ona nas przyszła uratować czy co !? Nie wiem już...
-Justin,szukałam Cię.
-Ale...
-Nie ma "ale" .Ukrywałeś się ! Wiem to ! Przed swoją siostrą !? Jak mogłeś !?
-Ja... ty nie jesteś moją siostrą , nie traktuję cię jak siostrę !
-Jak to nie ???
-Może mi ktoś wyjaśnić o co chodzi ?- zapytała Megan.
-Już Ci tłumaczę...-zaczęłam Miley .
-Nie, ja wytłumaczę.-wyrwał się Justin .
-To mów...
-Bo... hm...moja mama miała romans, ale ja się nie dziwię bo ojciec był chory na mózg ! Nienawidzę go...
-No i ???- zapytał zaciekawiony Marcel.
-No i jej ojciec spotykał się z moją mamą  i wzięli potajemny ślub, bo to było tak że mój prawdziwy ojciec był tylko zaręczony z moją mamą... kumacie ?
-Yhy... ale co dalej ?
-To... to nie ważne.-napływały mu łzy do oczu.
Coś jest nie tak, czemu jak mówimy o jego mamie zaczyna płakać ? Coś było nie tak ? Nie mogę się w tym połapać,chyba że.. jego ojciec zabił jego matkę !?

wtorek, 8 października 2013

29. "Boję się , tak cholernie się boję !!!"

Zeszliśmy na dół , był długi korytarz taki jak ten :



Na końcu były metalowe drzwi .Poczułam dreszcze na placach.Co to ma być ?! Wepchali nas do środka, ale w środku było gorzej niż na zewnątrz. Kurde, już w więzieniu lepiej ! Po prawej stronie było jedno łóżko dwu piętrowe i po lewej stronie stało takie samo. Łóżka były metalowe.Przy ścianie stała toaleta, metalowa toaleta ... Nie będę z tego korzystać ! O nie.ale czy mam wyjście ???Ron zatrzasnął drzwi i powiedział:
-To sobie tu chwile posiedzicie w czwórkę a potem pożyczymy sobie którąś z was....
-Co oni chcą nam zrobić ?!-wpadłam w jeszcze większą panikę.
-Nie wiem,ale chyba wezmą jedną z nas...-powiedziała Megan ze łzami w oczach.
-Boję się , tak cholernie się boję !!!-krzyknęłam i siadłam na łóżku.
-Wszystko będzie dobrze...-pocieszał mnie Justin,usiadł obok mnie.
-Jakoś się ułoży...-zapewniał Marsel.
-Skąd masz taką pewność ?! Pomyślcie !!! Stąd nie ma wyjścia,zgwałcą nas a potem zabiją !!!-wrzeszczała Meg,płacząc .
-Nie chcę...-lamentowałam i przewróciłam się na łóżko.
Zaczęłam się trząść-przez płacz...Nie wytrzymam tego,to dla mnie za dużo.Ja z Meg przez cały czas płakałyśmy,chłopcy siedzieli z opuszczoną głową.
-Justin,to wszystko przez nas,jesteśmy głupi !
-Głupi to za mało.. z nas są totalne chuje !!!
-Gdyby nie nasze zachcianki nie było by nas tu!
-Wiem,kuźwa wiem!
Chłopcy krzyczeli na siebie przez jakieś 10 minut,a mnie tak głowa bolała,że myślałam że mi eksploduje.Usłyszeliśmy jak otwiera się zamek od drzwi, a one się odchylają.Weszło dwóch gości,ten "szef" i jakiś jeszcze jeden.Justin i Marcel chcieli się na nich rzucić,widać było po ich wyrazie twarzy.Podeszli do nas,Megi akurat siedziała obok mnie.Stanęli na przeciwko nas.Starałam się na nich nie patrzyć, zacisnęłam oczy i odwróciłam twarz w bok.
-No to idziemy, ty w okularkach,chodź.-powiedział "Szef"
Skrzywiłam się i wydałam z siebie dźwięk typu : Nie.Chwycili mnie za ręce i podnieśli abym stała.
-Idziemy-powtórzył.
Szarpnęli mnie w stronę drzwi,a dokładniej popchali,przewróciłam się,ale nie wstałam z podłogi,zaczęłam jeszcze mocniej płakać.
Podbiegł do mnie Justin, ale zaraz on też leżał.Kopnęli go w brzuch.
-Wypuść ją...-wydusił .
-Chyba Justin śnisz..
Megan podeszła do nich.
-Weźcie mnie.-Powiedziała.
-Oszalałaś,Meg zostań.,mają mnie brać to niech biorą...
-Nie Vicki ja wiem ty tam nie wytrzymasz.
-Megan.. proszę...
-Dobra to chodźcie we dwie! Będzie fajnie...-powiedział facet.
Podnieśli mnie, wzięli Megi za rękę i wyprowadzili nas z sali.

poniedziałek, 7 października 2013

28. "Kto to był ? Znowu chcesz nam problemy załatwić ?!"

Za domem stało czarne auto takie jak to :




Bałam się, znowu porwanie !? Tylko...tym razem przez tych,nooo...debili ! Jak oni nas znaleźli ?! Boże,proszę żeby nic nam nie było... Zapakowali nas do auta.W środku było dość normalnie i strasznie twardo ! A jak jeszcze wjechaliśmy w dziurę,o jejku...bolał tyłek.Zaczęłam płakać , a Meg miała łzy w oczach.Czułam że po raz kolejny będziemy przechodzić piekło,ale... gorsze ! Po jakiejś chwili zadzwonił do Justina telefon.Właśnie mamy telefony,zadzwonię do mamy. Juss spojrzał na wyświetlacz. Odebrał.
-Miley ?! -krzyknął zdziwiony .
Że kto to ta Miley !? Czy ja czegoś nie wiem... Kolejne chore znajomości !?Nie ja mam już tego dość...Dosyć strachu,lęku i niepewności .Zakończył rozmowę, to znaczy przerwali mu,a dokładniej to Ron,rzucił się na niego i wyrwał mu telefon , potem przeszukał nas i wziął nam fony.Mogłam wcześniej zadzwonić ! Kurdę...
-Kto to był ? Znowu chcesz nam problemy załatwić ?! -krzyknęłam
-Nie denerwuj się...
-...-nie odpowiedziałam nic tylko obróciłam głową w bok.
-Miley...Miley to moja...
-Wykrztuś to z siebie-powiedział Marsel,który chyba też nie wiedział o Miley.
-To moja... przyrodnia siostra.Bo prawda jest taka że mama miała kochanka i tata...-napłynęły mu łzy do oczu .
Spojrzałam na niego.Miał głowę opuszczoną w dół.Auto ruszyło,ale miałam to w dupie.Justin chyba nie miał zamiaru opowiadać dalej o jego rodzinie.. Nie wiedziałam czy mam go przytulić,płakać, współczuć... nie wiedziałam. Siedziałam oparta i patrzyłam na wszystkich w około .Widać było że cała nasza czwórka była zamieszana .Justin-był mega smutny,Meg-po jej minie było widać że nie ogarnia całej sytuacji,Marsel-był zamyślany,a ja - miałam totalny mętlik w głowie...Jechaliśmy w ciszy na oko z godzinę...Auto stanęło.Drzwi się otwarły,moja pierwsza myśli : Znowu las !? .Nie lubię lasu,źle mi się kojarzy... Ron wyciągnął z kieszeni pistolet.
-Wychodzimy ! Już-krzyczał .
Wyszłam ja potem Megi,Marcel i Justin ,szliśmy w " parach ".Szliśmy głębiej do lasu,w końcu ujrzałam to :





Na dół były schody,co to ma być ?! Bunkier,lochy czy co !? Ale na dole było jeszcze gorzej !!!!

sobota, 5 października 2013

27. "Czy to koniec ?"

-Ej, Vicki... słyszałaś obok nas ktoś się wprowadził,dziś w wieczorem ??? -zapytał Marsel .
-Nie, może się poznamy z nim,możliwe że ma dziecko w naszym wieku.
-Albo jakiegoś bachora ... -burknął Juss.
-Co dzieci nie lubisz ??? -wyrwała się ciekawa Meg.
-Nie chodzi o to, ale może będzie nam zostawiać dziecko jak pójdzie gdzieś...
-Nam !? Nam ? Ty się chyba zastanów...Haha my i dzieci.
Nie odciągając poszliśmy pod drzwi nowego lokatora.Mamuśki i Oli zostały , powiedziały że pójdą potem z ciastem . Dobra niech im świeci...Zadzwoniliśmy.Drzwi się uchyliły,ujrzałam rękę która trzymała klamkę,po chwili usłyszeliśmy:
-Wejdzie,zapraszam.
Popatrzyliśmy się na siebie ,ale weszliśmy.Drzwi się głośno zamknęły a właściwie zatrzasnęły ... Gwałtownie odwróciliśmy się do tyłu.Przy drzwiach stał...Ron!? Z pistoletem w ręce.
-Boże...-wyszeptałam
-Czy to koniec ? -zapytała mocno spanikowana Megi .
-Jak będziecie grzeczni to nie , a jak będziecie podskakiwać ... - powiedział i podszedł do mnie.-To będzie z wami źle,bardzo źle.-poczułam końcówkę pistoletu na skroni.
-Zostaw ją ! -krzyknął Justin .
-Nie pogarszaj jej sytuacji,bo wystarczy że pociągnę za spust...
Widziałam w Justina oczach strach, tak samo jak u Megan i Marsela.Po chwili poczułam że zaczyna mi spływać łza po policzku,odsunął broń i stanął na przeciwko nas.Byliśmy sparaliżowani od głowy w dół.Nie mogliśmy nic powiedzieć.
-Idziemy.-warknął.
Podszedł do nas i walnął Marcela w brzuch.
-Za co to było ?! -krzyknęła Meg.
-Za gówno,ty też chcesz dostać !?
-Nie rozpędzaj się.-powiedziałam stanowczo .
-Ty też !? Spokojnie każdy może dostać!
Spojrzałam na Marcela, leża na podłodze, Ron zakleił mu usta i podniósł.Podszedł do Meg i też jej zakleił.
Popatrzył na Juss'a.
-Ty też chcesz dostać ? Czy bez problemu dasz buźkę ?!
Justin przymrużył oczy,jego dłonie zmieniły się w pięści .
-Nie Justin,nie warto.On ma pistolet.-powiedziałam.
Zakleił usta Justinowi a potem mi,szarpnął nas w stronę tylnego wyjścia,otworzył drzwi i wyszliśmy.

piątek, 4 października 2013

26. " Ciszej,bo wszystkich obudzisz ..." + Ogłoszenie ...

Zmęczeni całą podróżą i całym dzisiejszym dniem, poszliśmy spać...Obudził mnie szelest,szybko otworzyłam oczy... Spojrzałam w bok.Ale się wystraszyłam!
-Justin!Co ty tu robisz!?
-Ciszej,bo wszystkich obudzisz ...-powiedział i przyłożył palec do moich ust .
-Co ty tu robisz ?-powtórzyłam , ale już nieco ciszej.
-Nie wygodnie mi się tam spało...Deska mi się to tyłka wbijała.
-Oj zboczona ta deska...Śpij już-powiedziałam , nie chciałam się kłócić, ale mi się chciało spać.
-No wiem brała mnie od tyłu... papa- zaśmiał się.
Rano do mojego pokoju wparowała mama.Szybko spojrzałam w miejsce gdzie leżał Justin,ale... go tam nie było.Ufff... robiła by mi potem problemy.
-Cześć Vicki , chodź na dół Meg przyszła z Marcelem ...
-Hej,już idę .
Ubrałam się szybko to :





I zbiegłam na dół.Na kanapie siedziała Megi , Marsel i Juss.
-Cześć.
-Siemka.
-Elo.
-Heej...
Siadłam koło nich i mama podsunęła mi pod nos gofry.Mamo,kocham cię ! I gofry też... Zjadłam.



     ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

                                           Przepraszam że tak mało,ale nie wiem czy będę dalej pisać tego bloga... Bardzo,bardzo go lubię lecz nie wiem czy jest sens .... :(((

środa, 2 października 2013

25. "Bo,zrobiłam głupstwo"

Dowiedziałam się że jedziemy do Ottawy... Tylko 4 godziny z tond, TYLKO....
-Vicki,gdzie my jedziemy ? -zapytała niczego nie świadoma Olivia
-Kochanie,my jedziemy do nowego domku.-zaczęłam jej tłumaczyć .
-Ale mi tam było dobrze ! Ja nie chcę!
-Musimy , kiedyś zrozumiesz...
-Ale czemu musimy ???
-Bo,zrobiłam głupstwo-powiedziałam.
-Ty,zrobiłaś,chyba ja !?-wyrwał się Juss.
-Ja też...
-Co zaś zrobiłaś ?
-Zakochałam się w niewłaściwej osobie...
-W kim?-zapytała ciekawska Oli.
-Nie ważne ...
Popatrzyłam się na Justina,który zamyślony patrzył na drogę.Przez dalszą trasę mało co się odzywałam.Dojechaliśmy, ujrzałam tabliczkę : "Na sprzedaż lub do wynajęcia ! " Kazałam się Justinowi zatrzymać, po chwili dojechała do nas reszta "ekipy".Były dwa obok siebie wolne domki,wyglądało to tak :







Nasze mamy zadzwoniły na podany numer i gościu zaraz przyjechał,one sobie tam gadały aż w końcu mogliśmy się wprowadzić.Justin mieszał z nami a Marsel z Meg i jej mamą,facet się w domu przyda.Sorry nie facet,chłopak bo Juss nie ma rozumu !!! Rzeczy,meble ciuchy itd. Czyli tak o 20;00 byliśmy gotowi.Wchodziło się od razu do salonu,obok była otwarta kuchnia,potem drewniane schody na górę i korytarz,u góry była łazienka i sypialnia oraz dwa małe pokoje,mama spała w sypialni ja w jednym pokoju z turkusowo-białymi ścianami , drugi pokój miał różowe ściany,będzie dla Justina.Hahaha,nie nooo Olivia się uparła że to jej pokój a ja z Juss'em nie będę spać wiec chłopak nie ma wyjścia i będzie spał w salonie.Haha ale trochę mu nie współczuję...