czwartek, 19 września 2013

10."Rozdzielimy was."

Wstałam,to znaczy obudził mnie Justin, a jak ?! Dobierał się do mnie...
-O... wstałaś-powiedział i mnie pocałował.
-Tsaaa...
-Podoba się pobudka ?-zapytał.
Skrzywiłam się.
-Posłuchaj,musisz się przyzwyczaić.-powiedział i wstał z łóżka.Wyszedł chyba do toalety...Popstrzyłam w bok,było otwarte okno,ale... jak wychyliłam się przez nie na dole były takie hmmm... bale z drewna,takie ostre .Stałam tak i patrzyłam się w dół.
-Chyba nie skoczysz ?-zapytała mnie ze łzami Megi.
-Nie... nie zostawię cię-powiedziałam , podeszłam do niej i się przytuliłam mocno.W drzwiach stał Marcel i Justin.
-Do niej to się tulisz a do mnie już nie... chyba trzeba to zmienić.-powiedział Marcel.
-Ale...że jak,chcesz to zmienić.
-Rozdzielimy was.-powiedział Justin.
-Ale wy... wy nie możecie...-próbowałam nas ratować
-Na prawdę !?-krzyknął Marcel.
-Zrobimy dla was wszystko!-krzyknęła Megan i zaraz pożałowała tych słów.
-No to na kolana.-powiedział kolega Juss'a
-Ale żee...-przełknęłam ślinę -Żeee...
-Robicie nam loda.-powiedział Justin.
Zaczęłyśmy płakać megaaa głośno.
-Ja nie... ja nie chcę-mówiła Megi przez łzy.
Ja niestety nie mogłam nic z siebie wykrztusić.
-Damy im czas... hmmm ??? -zaproponował Marcel.
Może miał serce...Justin popatrzył się na chłopaka z miną,jakby chciał przez nią powiedzieć:Nie chcę czekać.
-Masz... racje,damy czas.
Popatrzyłam się na Megan i przytuliłam się do niej.Chłopcy wzięli nas i zaprowadzili do łazienki,podali ciuchy.
-Przebieżcie się i doprowadźcie do normalnego stanu.Do jedziemy...
Poszłyśmy do toalety i się przebrałyśmy.
-Vicki... boję się gdzie nas wywiozą?
-Bo ja wiem... nie chcemy się słuchać...może stwierdzili że trzeba to skończyć bo z nas pożytku nie ma.
-Nie wiem,po prostu nie wiem.
Spięłyśmy włosy w wysokie kucyki.Przeczyściłam okulary i wyszłyśmy.Stał tam Marcel,czekał na nas.
-Gdzie Justin???-zapytałam.
-W aucie,idziemy.-powiedział i szarpnął nas w stronę wyjścia.Kazali wsiąść do auta.Nie sprzeciwiałyśmy się.Jechaliśmy daleko,chyba poza miasto.Że co!?Zaczęłam płakać jak dowiedziałam się gdzie nas zawieźli .Megan siedziała jak wryta.Boże nie mogę w to uwierzyć że jesteśmy tu ! Boję się !!! On nas zwieźli do...

środa, 18 września 2013

9. "To gdzie będziemy spać ?"

Zjadłam to co mi dali.
-To gdzie będziemy spać ?-zapytała Megan .
-Są 2 sypialnie...-zaczął Juss.
-No to my śpimy z Megan w jednej a wy w 2... albo możemy spać nawet na podłodze.-powiedziałam
-Nie kochanieńkie, są 2 łóżka sypialniane czyli zmieszczą się 2 osoby...Ja śpię z Megan a ty z Justinem.
-Że co?Ja z tobą...-zaczęła Megi.
-Skarbie nie ma ale,jasne!
Megan opuściła głowę w dół.Kurczę na prawdę nam spać z Justinem w jednym łóżku...on jest nie obliczany,ale za to taki boski...
Jest 5;00 rano.Chcę spać!!!
-Justin...ja chce spać...
-To chodź skarbie idziemy-powiedział po czym chwycił mnie za rękę,zaciągnął do sypialni na piętrze.
Była biało-niebieska.Na środku stało drewniane łóżko z niebieską pościelą .W kącie stałą szafa,ale co ja mam dać do tej szafy!?Jak nie mam nawet ciuchów.Niebiesko-białe zasłony.Była też komoda oraz stoliki nocne obok łóżka.Justin podszedł do szafki i wyciągnął z niej fioletową bieliznę.Że what!?I ogarnęły mnie dreszcze.
-Wskakuj w to mała...
-Ale Justin nie mam siły... chcę spać...proszę-powiedziałam,łza spłynęła mi po policzku.
-Ej,okej dam ci czas,nie bój się okej...jesteś ze mną bezpieczna.-powiedział i podszedł do mnie bliżej.
Zaczął całować po szyi,policzkach,ustach wszędzie,ja stałam jak wryta.Zdjął z siebie koszule i spodnie,podszedł do szafy i wyciągną swoją bluzkę.Miał pięknie wyrzeźbione ciało.Mrrr...
-Masz.. śpij w tym.
-Dzięki...
Wzięłam bluzkę i chciałam iść do łazienki się przebrać.
-Nie,nie nie stój...tu się przebierasz.- powiedział.
-Ale.. ja...
-Dobra mała ostatni raz...
Pobiegłam do łazienki i przebrałam bluzkę za drzwiami stałą Megan z koszulką Marcela.
-Taaa.. też mi dał bluzkę i się do mnie dobierał -powiedziała.
-A mi pokazał bieliznę.
-Współczuję, idę się przebrać.
Weszła a ja poszłam do Justina.Leżał na łóżku,położyłam się niechętnie obok niego i przykryłam się kołdrą pod nos.Poczułam jak Juss mizia mi dłonią po brzuchu, ale ignorowałam to i momentalnie poszłam spać.

8. "Ale..ale gdzie jedziemy ?"

W środku nocy obudził nas Justin.Wpadł jak torpeda.
-Wstawać ! Już !
Wystraszyłyśmy się, nie wiedziałyśmy co się dzieje.
-Wychodzić!!!- powiedział i wypchnął nas na korytarz.
Następnie ciągnął nas w stronę drzwi,były one od tyłu domu.Stał tam duży samochód.Drzwi były otwarte.Za kierownicą siedział Marcel.
-No wsiadać kurwa!!!-krzyczał jak opętany.
Bałyśmy się,więc robiliśmy co nam karzą.
-Ale..ale gdzie jedziemy ?-zapytałam przez łzy.
-Chyba... raczej gdzie nas wywozicie ?-poprawiła mnie Megan .
-Zamknąć się!-krzyknął Marcel .
Justin popatrzył się na mnie i zrobił straszne spojrzenie, po czym dodał :
-Twoja matka miała siedzieć cicho,a powiedziała policji!
-Czyli... że... mnie mnie m... -nie mogłam nic więcej wykrztusić .
-Tak kochanie, zgwałcę cię w lesie i poderżnę gardełko...
-Że co !?-krzyknęła Megan . -Tyy... nie możesz jej...Justin noooo...
Przytuliła się do mnie mocno.Spojrzałam na Justina.
-Proszę,nie rób mi tego...Justin,proszę.
On się zaśmiał i powiedział.
-Była umowa,ale... nie na razie nie.
Oddech łam.Ale na-razie....Popatrzyłam się za siebie pod domem Juss'a było pełno policji.Ktoś powiedział o tym... ale nie moja mama na pewno...on by próbowała sama to rozwiązać.
-Ej...Vicki... to chyba moja mama się bała bo...
-Tak koteczku, miałaś ze 20 nieodebranych od mamuśki a ja odpisałem że już nie wrócisz...-powiedział spokojnie Marcel.
-Że co ?To ja moją zabaweczkę chciałem zabić a to nie jej matki wina...Sorry ślicznotko.-dodał Justin.
Przełknęłam głośno ślinę z Megan, zobaczyliśmy że wjeżdżamy do wielkiego,ciemnego lasu.Oczy nam się zaświeciły.Jak uciekniemy,co oni nam zrobią.Miałam miliony myśli.Boję się tak,cholernie się boję.Jechaliśmy głębiej i głębiej aż w końcu auto stanęło.
-Wysiadać.-warknął Marcel.
-A jak uciekniecie lub spróbujecie uciec ...Nie radzę na prawdę .
Wysiadłyśmy z samochodu.Marcel trzymał Megan za nadgarstki a Juss mnie.Przeszliśmy trochę i zobaczyliśmy dom.Drewniany mały dość domek.
-I tu nas nikt nie znajdzie...-powiedział Justin.
-Siewie-dodał Marcel .
-To...to wygląda jak... jak horror ....-powiedziała Megan .
-Mi się wy wydaje że horror to się dopiero zacznie...-odpowiedziałam.
Chłopcy otwarli drzwi.
-Siadajcie,proszę na kanapie.-powiedział Marcel.
-A ja wam dam coś do jedzenia i picia...
-Nie dzięki...Justin ja ja nie chcę nic tego typu od ciebie...-stwierdziłam
-Nie bój się,nic ci nie dodam... chyba że pigułkę gwałtu.- zaśmiał się.
To nie było śmieszne... w ogóle.Chłopcy przynieśli prowiant, zjeść zjadłam razem z Megan bo byłyśmy tak głodne że nie potrafiłyśmy się oprzeć.Popatrzyłam się na szklankę Juss to zauważył .
-Masz spróbuję...-powiedział i się napił .
-Już masz pij...
-Taaaa....dz dzię...-nie w sumie nie mam za co dziękować.Za porwanie, ej to sorry ale nie!

wtorek, 17 września 2013

7. "Musze to odebrać,moja mama się martwi..."

...Justin i Marcel !?Że Co On!?
-Marcel ?! Co ty..tutaj !?-Megan nie mogła uwierzyć własnym oczom.
-Taaaa... Miałeś racje stary,obydwóm nam wyjdzie na dobrzeeee-zaśmiał się Marcel.
-No wiadomo .
Oni się śmiali a my z Megan ryczałyśmy .Masakra .
-Weź...weź Justin,Marcel wytłumacz cię nam... to...-mówiłam
-No to tak...-zaczął Marcel.
-Ja chodzę z Megi bo niezła z niej dupa, i ma zajebiste cycki.-nie spodziewałam się tego po nim...
-Nie,kochaniutki nie jesteśmy już razem...
-Ty,nie masz nic do gadania!-krzyknął
-No... a Megi szybko znajduje sobie koleżaneczki,niczego sobie...-powiedział Justin.
-I co ???-zapytała Megan.
-I to że mamy was tylko dla NAS,niekumata jesteś...-stwierdził Marcel.
W tym momencie poczułam wibracje,moja mama dzwoniła.Musiałam odebrać,ale jak tylko Justin zobaczył że mam telefon .Kazał swojemu "wspólnikowi"przeszukać Megan.
-Musze to odebrać,moja mama się martwi...-powiedziałam.
-Ja odbiorę.
Wziął mi telefon specjalnie dał na głośnik i powiedział mojej mamie tylko tyle :

    "Niech pani posłucha... pani córce nic nie ma, a jak pani zadzwoni na policje to kurwa,zgwałcę pani córę      i podetnę jej gardło... Więc lepiej zapomni o swojej córce albo sprawię jej takie cierpienie, że sama    będzie się modliła o śmierć..."

Słyszałam jak moja mama prosiła Justina i płakała żeby nic nie robił.Krzyknęłam tylko :

                  "Mamo.kocham cię,nie bój się!!! "

Jak skończyłam Marcel wziął telefon Megan, a Juss włożył mój do swojej kieszeni.
-To co skarby jutro zaczynamy ?-powiedzieli na raz.
Nie odpowiedziałyśmy im, ja nie mogłam się pozbierać... po tym co on powiedział mojej mamie.Megan mnie próbowała uspokoić..Położyłam się z Megi na materacu i zasnęłam,potem ona... W środku nocy obudził nas..

6."Pomocy!!!Ludzie!Jest tam kto!?Help meee!!!!"

Ocknęłam się...boli mnie głowa,nie wiem gdzie jestem,pamiętam tylko że wracałam ze szkoły i robiłam zadnie z chemii,alej już film mi się urwał.Siedziałam chyba na krześle,ręce miałam uwiązane tak samo jak nogi.Gdzie ja do cholery jestem!? To sen!?
-Pomocy!!!Ludzie!Jest tam kto!?Help meee!!!!-zaczęłam się wydzierać ile miałam siły w płucach.
Po chwili usłyszałam jak się drzwi otwierają,usłyszałam kroki i od razu powiedziałam :
-Jak się cieszę że tu ktoś jest...pomóż mi,jestem związana.
Osoba się zaśmiała , po tym stwierdziłam że to jest facet.Oświecił światło .Siedziałam na czerwonym krześle ,ściany były białe a podłoga to były jasne panele podłogowe.W kącie leżał materac w czerwonym prześcieradle...
-Kim jesteś !?- krzyknęłam .
Zauważyłam chłopaka w ciemnych okularach i full cap'ie.Miał czarną bluzę i spodnie typu szerokie rurki <xDDD nie umiem tego za bardzo opisać >.Podszedł do mnie dość blisko.Popatrzyłam się na jego usta...
-Justin !? Czemu mi to robisz ?!
Zaczęłam momentalnie płakać.Tak, poznałam go...Te jego usta,miał takie oooo...słodkie i aż by się je..Dobra uspokój się,on cię porwał !
-Skąd wiedziałaś że to ja ? - zapytał i ściągnął okulary i czapkę .
Nie mogłam mu powiedzieć o ustach...Przeleciałam go wzrokiem od góry do dołu i zauważyłam buty... Miał je ostatnio w szkole...
-Odpowiadaj,jak pytam!-warknął.
-Buty...
-Fuck!O takie szczegóły...
-Możesz mnie wypuścić ??? W ogóle po co mnie trzymasz !?
I w tym momencie przypomniała mi się rozmowa o "zabawce".Kuźwa boję się.Justin rozwiązał mi dłonie.Weszło 2 gości,takich jakby dresów.Jeden nich tyrpnął Juss'a.
-Ej... a podzielisz się zabaweczką ?
Przeszły mnie dreszcze, otwarłam buzie i nie wiedziałam czy mam krzyczeć,płakać czy się śmiać i nie zapytać czy nie jest czasem 1 kwietnia.
-Spadaj!To moja osobista...
-Że...Że co ? J ja jestem t twoją dziwką ?-zaczęłam się jąkać .
-Nie kochanie,jesteś moja prywatną zabawką....-powiedział i odsłonił mi włosy z szyli.
-Nie!Nie jestem!Przestań się ze mną bawić!Wypuść mnie!Idiota!
-Nie poodnoś na mnie głosu!Jeszcze się nie zaczęliśmy bawić!-krzyczał jak opętany .Po czym uderzył mnie z liścia i wyszedł.Nie wiedziałam co robić-płakałam.Przypominało mi się że ja bez telefonu nie wychodzę,napisałam Megan SMS"A.Napisałam :

       "Pomóż mi nie wiem gdzie jestem! Justin mnie więzi,ale nie pamiętam co się wczoraj do końca działo,wiem że przyszłam do domu i wzięłam się za zadania...ps. nie dzwoń jak coś odpisz."

Wyłączyłam dźwięk i oczekiwałam na odpowiedz, ale nie trwało to długo,bo Megan tak jak ja bez telefonu się nie rusza.Odpisała mi :

     " Okej,poszłaś do Justina a mówiłam żebyś nie szła...Jadę do niego.Zabije go jak ci coś zrobi"

A jak on mnie gdzieś wywiózł...Nie wiem,po prostu,siedziałam i myślałam nad życiem.Napisałam mamie SMS'A."Mamo,nie wiem gdzie jestem,pomóż mi nie wiem jak...Justin mnie porwał i on... Boję się! Nie dzwoń bo mnie usłyszy."Mama mi nie odpisała,ona jest totalnym przeciwieństwem mnie- nie nosi telefonu!
Po jakiś 10 minutach,słyszałam głos Megan...Albo mam przesłuchy.Nie! Jednak nie! Był też głos Juss'a.
Kłócili się. Megan krzyczała na niego że mnie porwał itd. Po chwili drzwi się otworzyły.Miałam taką nadzieję że mnie wypuszczą ale...szkoda że tylko nadzieję! Wypchnęli do mnie jeszcze Megan.
-Słyszysz ty też z nią będziesz siedzieć!!!-krzyczał Justin .
Ona płakała,ja też,ale przytuliłyśmy się do siebie-ona rozwiązała mi nogi.
-Przepraszam że cię też w to wciągam.
-Chciałam Cię uratować i wszystko spierdoliłam!
-Nie mów tak...
Po jakiś 10 minutach drzwi ponownie się otworzyły i wyszedł z nich...

poniedziałek, 16 września 2013

5."Wiesz co ? Umiesz komuś spieprzyć humor."

Wstałam już, poszłam zjeść i ogólnie to co się robi rano, ubieranie się i te sprawy...Dziś o 17;00 u Justina- spoko,nie wiem jak to przeżyję ale spoko...Zastanawia mnie to co on powiedział...W kółko miałam w głowie te słowa : "Nie jestem twoją zabawką"..."Na razie nie"
Kurcze nie ogarniam tego kolesia.Szłam do szkoły i po drodze spotkałam Megan.
-Siemanoooo-miałam dziś dobry humor.
-O hej,dobry masz humorek,zapominałaś już Justin i ty w jednej grupie-zaśmiała się.
-Wiesz co ? Umiesz komuś spieprzyć humor.
-Jestem w tym mistrzem-powiedziała i pokazała mi język.
-Muszę się spotkać z Justinem, dzisiaj...
-A o której i u kogo ? Raczej u ciebie co ?
-O 17 u niego...
-Lepiej przełóż... niech będzie u ciebie-powiedziała.
-Bo ? ? ?
-Nie wiadomo co on ci może zrobić.
-Nie przesadzaj...
Dobra to jej nie mówię o tej zabawce bo jeszcze coś powymyśla idiotycznego.A przedtem na tej imprezie to był wypity... a u mnie pod domem to...chciał udowodnić że...
-Vicki, pacz idzie !-powiedziała dość głośno Megan.
-Siemka Megan i.. siemka partnerko.-powiedział Juss i puścił mi oczko.
-Cześć-odpowiedziała mu.
-No hej-powiedziałam.
-Chodźcie do budy,bo zaraz dzwonek.-mówił Justin.
Poszliśmy,po to żeby się nie spóźnić no pierwsza matma,a nauczycielka jest naszą wychowawczynią nooo...Masakra.Wredna zołza.Chociaż była lepsza niż babka od WOS'a z którą mieliśmy 2 lekcję. Mówiliśmy na nią "zwłoki" nie wiem... była mega stara na oko dałabym jej z 90 na pewno, jeszcze tak chamsko cicho mówiła.Nie ma to jak monotonny dzień w szkole,zawsze tak samo...Lekcje trwały do 15;30
Tak że wróciłam do domu,zjadłam pyszny obiadek... Wzięłam się za naukę i nagle dostałam SMS'A.Numer nieznany.Treść:

        "Siemka,kochana...

Tsa... kto to mógł napisać Justin, dobra jedziemy dalej...

      (...) idziesz już ? Mieszkam na Erie Street 69.Czekam na ciebie"

Fajny ma numer domu...Dobra,przebrałam się i poszłam do Justina.Nie daleko mieszkał może jakieś 10 minut,ewentualnie 15.Stanęłam pod drzwiami i zadzwoniłam dzwonkiem.Otworzył Juss.

-O trafiłaś-zaśmiał się.
-A czemu miałbym nie trafić?
-Bo za bardzo nie macie orientacji w terenie...
-Nie wszystkie kobiety tak mają.
Wpuścił mnie,usiadłam w salonie i otworzyłam książkę.
-No to co zaczynamy ?-zapytałam
-No tak, a może chcesz coś do pica ?
-No okej...
-Cola może być ?
-Dobra,dobra,obojętne byle żeby było zimne i mokre.
Justin poszedł do kuchni, po jakiś 3 minutach wrócił...Położył cole, zaczęłam czytać.Na stole leżały jeszcze Lays'y. No super solone , po czym zachciało mi się pić, wypiłam z pół szklanki coli, po chwili zaczęła mnie boleć głowa.
-Justin,mogę się położyć...kręci mi się w głowie.-powiedziałam
-Nie ma problemu.-powiedział i się głupio uśmiechnął.
-Mam pytanie...
-No mów.
-Czy ty...-nie zdążyłam bo po chwili zemdlałam.Dalej już nie pamiętam....

4."Ale z nim nie chce mieć"

Wstałam. Jestem masakryczne wściekła na Justina, to totalny dupek! Wzięłam się za śniadanie , wykonałam poranna toaletę i udałam się do szkoły. Nie miałam nawet zamiaru patrzeć na tego debila, bosz... jeszcze z nim siedzę ! Nie wytrzymam normalnie...Weszłam do szkoły , na schodach siedział Marcel i Megan . Podeszłam do nich .
-Siemka-zaczęłam
-No elo.
-Hejka...co tak wczoraj pożegnałaś się i poszłaś ? -zapytała Megan
-A bo wiesz... czas mi się kończył.
-Taaa...na pewno -powiedział Marcel .
-No tak, a co tam u was ? -próbowałam uciekać od tematu.
-A dobrze, ale nie zmieniaj tematu...
-Noo..chodzi o Justina!-krzyknęłam.
-Mówiłem że to idiota.-powiedział chłopak Megan
-Tak miałeś rację...
Zadzwonił dzwonek i weszliśmy do klas, z niechęcią siadłam obok Justina . Nauczycielka powiedziała że będziemy robić pracę w parach. Modliłam się o to żeby nie brała parami z ławek,ale cóż... mam pecha.
-To co... musimy robić zadnie razem. - powiedział.
-...
Nie miałam zamiaru odpowiadać.
-Czyli co jesteś zła za wczoraj ?
-A kto by nie był idioto-odpowiedziałam .
-Sorry... byłem trochę wypity.-tłumaczył się.
Nie odpowiedziałam nic,tylko przewróciłam oczami.Po chwili podniosłam rękę do góry.
-Tak Vicki,co chciałaś ? -zapytała nauczycielka.
-Ja bym chciała mieć z kimś innym zadanie...
-Nie,masz mieć z Justinem.
Justin się głupio uśmiechnął.
-Ale z nim nie chce mieć.
-Ale ja cię tak wyznaczyłam i tak ma być.
-To ja nie robię.-powiedziałam i usiadłam na krzesło.
-Dobrze, to w takim razie masz 2 jedynki i uwagę negatywną.
-Ale... ja...
-To jak idziesz na taki układ?-zapytała.
-Nieee... to ja z nim zrobię to zadanie...jejuuuu-odpowiedziałam 
Justin się cały czas uśmiechał.
-Czego się szczerzysz !?-zapytałam oschle.
-Haha,musisz ze mną robić to zadnie...
-Stul twarz.
Zadzwonił dzwonek.Poszłam na dół do biblioteki po tą książkę pt"Romantyczność".Super... książkę o miłości mam prezentować z kimś kto nienawidzi tego uczucia...Wypożyczyłam książkę i akurat zadzwonił dzwonek więc poszłam na lekcje.I tak w kółko;lekcja,przerwa,lekcja,przerwa aż do 16;30.Wracając do domu, zaczepił mnie Juss.
-Czego chcesz ?
-Yyy... no musimy się spotkać żeby umieć opowiedzieć o książce.
-No wiem, to jest najgorsze!-krzyknęłam.
-Ale że co ?-zapytał z ciekawską miną.
-A że to że muszę się z tobą spotkać.
-Jezuuu... przepraszałem już.
-Tak,już ci uwierzę że to szczere było...
-Uwierzysz...-powiedział po czym chciał się dobrać do moich ust,w tym samym czasie ja go odepchnęłam.
-Ej... mała co jest ? 
-Tylko nie mała okej!Nie jestem twoją zabawką!
-Na razie nie...-burknął po nosem.
Nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Dobra,jutro u mnie o 17;00.-powiedział i odszedł.
Jestem do tego zmuszona żeby iść bo jak nie to... zresztą.Wróciłam do domu,zjadłam obiad miałam naleśniki...Zrobiłam zadanie i pomogłam mamie,umyłam się i poszłam spać...