sobota, 2 listopada 2013

37. "Czyli uciekamy ? "


Szukaliśmy dość długo,nie lubię czekać .Megan z Marcelem poszli gdzieś za ścianę , ja chodziłem z Vicki i rozglądałem się na wszystkie strony,słyszałem jak popłakuje,nie chciałem
słuchać jej płaczu,ale nie dlatego że mnie denerwował tylko dlatego że serce mi się kroiło jak myślałem o tym jak jest smutna i jeszcze płacze.Zatrzymałem się,chwyciłem ją za ramiona
i przyciągałem do siebie.Popatrzyłem się w jej zapłakane błękitne jak niebo oczy i przetarłem łzy z policzka.Nie pozwolę jej płakać .Czułem jej oddech,był szybki i nie równy. Przytuliłem ją mocno.
-Nie płacz,będzie do..
-Nie mów że będzie dobrze,proszę nie mów...-przerwała mi.
Nie wiedziałem co mam jej powiedzieć,zatkała mnie.
-Vicki,ja..
-Justin,nie mów już nic.-powiedziała i wymusiła  uśmiech.
Staliśmy tak dłuższą chwilę, przerwał nam krzyk Megan.
-Jeeeeest!!!
-Mamy wyjście !- krzyknął Marcel.
Zaraz zobaczyłem jak wybiegali za sterty cegieł i reszty kościelnych ławek.Pokazali nam że mamy iść za nimi.Chwyciłem Vick za rękę i podbiegliśmy za Megi i Marcelem. Doprowadzili nas
do miejsca w którym był kran, rozwalone biurko i jakieś resztki mebli,obok nich stały drzwi stare,drewniane drzwi.
-Czyli uciekamy ?-zaśmiała się Meg.
-A na co ty jeszcze czekasz...
Próbowałem je popchnąć, pociągnąć ,ale nic,kur... zawiasy.
-Justin,stary może ci pomóc ? - zapytał mnie Marcel.
-No wiesz.. było by miło.
On sobie stoi a ja mam całą robotę obwalać... super.
-Na trzy , cztery.
-Ojej.
-Trzy,cztery!
Zaczęliśmy pchać,trochę to dziwnie brzmi... coś strzeliło i drzwi się otwarły. Ucieszyłem się, ale jeden problem,gdzie pójdziemy ? Nie wiem gdzie jesteśmy,nikt nie wie..Przekroczyliśmy  próg.
-Powietrze...
-Wolność...
-Tego mi brakowało.
-Gdzie idziemy teraz ?-zapytałem
-Jak najdalej od nich i tego kościoła.
-No racja.
Rozglądaliśmy się, nie było nikogo,chyba oni z przodu są.Szybkim krokiem poszliśmy przed siebie,nie pewnie że nas mogą zobaczyć...Trzymałem Vicki za rękę, nie chciałem jej puścić.Odwracałem się cały czas do tyłu.Zobaczyliśmy przed sobą las,ciemny i gęsty.Wiem , że dziewczyny boją się lasu, ale nie mamy wyjścia.Jeszcze trzy kroki i znikniemy w gąszczu drzew.Nagle mnie coś szarpało do tyłu.Odwróciłem się,

1 komentarz: