sobota, 9 listopada 2013

40. "Obudź się,ej..."

Juss i Marsel rozłożyli siedzenia i położyli się wygodnie.
-Dobranoc Marcel i Megan.-powiedział dalej zły na Vicki Justin.
-Ej.. dalej jesteś zły ? -zapytała Vick.
-Niech pomyślę...tak.
-Justin...
-Nie ma Justin!
-O co się wo gule obraziłeś ?-zapytałam.
-O...hm..
-No właśnie!
-Dobra ,dobra...chce mi się spać,przyjmuję przeprosiny Vicki.
Vick się tylko uśmiechnęła.Justin jest jakiś nie dorobiony tak jak ja.. pasowalibyśmy do siebie . Hahaha ,nie no żartuję,nie czuję nic do niego,mnie interesuję tylko mój Marcel.
Pożegnaliśmy się i poszliśmy spać,nie jestem całkiem przekonana żeby spać w tym miejscu,ale... lepiej tu niż na dworze .Pierwszy podał Justin,potem Vicki i Marcel,ja jakoś nie mogłam zasnąć.
Vick się cały czas budziła, Juss coś napieprzał o pączkach przez sen a Marcel spał jak aniołek,nie mogłam się na niego napatrzeć.Czy on nie jest słodki jak śpi ?
                                             
Tsa..ale,muszę przyznać że Justin też nieziemsko śpi...takie dwa słodziaki. Szkoda że Viki tego nie widzi bo pewnie było by tak : "Oooo...jaki mój słodziak , ale ślicznie śpi"  Juss wyglądał tak,pod głową miał jakieś coś, nawet nie wiem dokładnie co..


Usłyszałam szelest wokół auta. Przełknęłam ślinę i nie wiedziałam co robić,serce mi waliło jak głupie Szturchnęłam Vickens'a
-Obudź się,ej...
-Co ?-zapytała lekko śpiąca.
-Słyszysz szelest ?
-Ty.. no!
-Zamknij się.-zakryłam jej usta ręką.
-Może to..jesteśmy w lesie,to liście tępico.
-Ale,mam złe przeczucia.
-Nie dramatyzuj...
Obróciła się na bok,ale nagle gwałtownie się odwróciła,ponieważ usłyszeliśmy stukanie w karoserię.
-Boje się...-rzuciła spanikowana.
-Ja też.
Co to ?! Jak jakiś gościu i nożem ? Mam w głowie straszny scenariusz...A jak teraz taka twarz do szyby wyskoczy,a jak otworzy ktoś drzwi od auta i wbije nóż w jednego z chłopaków?
Megan ! Uspokój się ! Nie mogę myśleć o takich rzeczach, bo jest coraz to gorzej.Może obudzić Marcela ? Tak zrobię to. Justin już został obudzony przez Vicki,jeszcze tylko Marsel.
-Kocie,wstawaj !-zaczęłam go szturchać.
-Hmmm?-zapytał,cały czas miał zamknięte powieki.
-Coś tu łazi...
Marcel potrząsnął głową,aby nie spać i poszedł do nas do tyłu .Vicki siedziała i trzymała Justina za rękę.Było trochę miejsca,bo fotele z tyłu też były rozłożone.
-Coś pukało w auto...-zaczęła Vicki.
-No i były szelesty,jak by coś chodziło obok.-dodałam.
Patrzyłam się na nas, albo na Vicki albo Justina albo Marsela, albo w podłogę.Nie miałam zamiaru patrzeć się w szybę.
-Wyjdziemy i sprawdzimy.
-Jebło was ?!
-Ej, a to auto przecież stoi koło krzaków,wieje wiatr i gałęzie tłuką się o auto...-powiedział Marcel.
-No właśnie, i w ogóle jesteśmy w lesie, tu chodzą zwierzęta,nie wiem może dzik, sarna..-dodał Justin.
-Nie bójcie się,chodzicie spać..
-No to pa.
-No dobranoc-rzuciłyśmy.
Mimo ich wyjaśnień , które mogły być prawdzie i pewnie są dalej się bałam,ale po jakimś czasie zachciało mi się spać i usnęłam.

2 komentarze: