-Justin... możesz nam to wyjaśnić ?-zapytała lekko wkurzona Megan.
-Właśnie,stary,coś jest nie tak,miał być gang a teraz to,jakiś dom , o co kur*a chodzi !?-krzyknął Marcel .
Justin nic nie mówił,Jezu...nie rozumiem nic.
-Mów coś!-wykrzyknęłam zdenerwowana.
-Yyy...ja...noo...ten...
-Justin!
-Dobra,moja mama była bogata i w tym domu ma sobie sejf,tam trzyma kasę...
-To czemu,ty...musiałeś kraść jak kasę miałeś i jeszcze wiedziałeś gdzie ?
-Bo nie znam hasła ? Jezu... dawno bym wziął i bym spał na hajsie!
-Aham...
Nastała niezręczna cisza.Jechaliśmy tak jeszcze z pół godziny,oczywiście na oko obstawiam ...Otworzyli nam drzwi,chcieliśmy wyjść.
-Wy nie idziecie idzie tylko Justin!-krzyknęła .
Justin wyszedł z samochodu, usłyszałam kłótnie.
-Nie pokarzę Ci gdzie jest ten dom!!!
-Zamknij się , mój ojciec wyjdzie niedługo z więzienia,to cię załatwi i tą trójkę też!
-Zostaw ich !
-Myślisz że mój tata był z twoją matką bo ją kochał? Haha, chyba sobie kpisz,zależało nam na forsie,twoja stara miała już jechać i podpisać głupi świstek żeby kasa była nasza!Ale nie!Twój stary musiał ją zabić!Poszło na mojego tatę i siedzi teraz przez niego w więzieniu!Czego ryczysz!?Jesteś facet czy baba!?-krzyczała.
Nie wierzę,on...jego ojciec...zaczęłam płakać,jak tylko usłyszałam szloch Justina.Podeszła do mnie Meg i przytuliła.
-Co to ma być?-zapytał Marsel.
Chciałam otworzyć drzwi,były zamknięte,zaczęłam się tłuc i krzyczeć że ma nas wypuścić .Podziałało. Były tu 3 domy,opuszczone w lesie,nie lubię lasu...Od razu zaczęłam się rozglądać gdzie Justin,leżał na podłodze.Płakał,strasznie płakał. Podbiegłam do niego i przytuliłam.
-Czemu nic nie mówiłeś ?
-Próbowałem,ale za każdym razem się rozklejam.Nie jestem facetem,faceci nie płaczą !
-Nawet twardzielowi się zdarza...-powiedziałam po czym musnęłam jego usta.
Chłopak się uśmiechnął.Tego mi brakowało,kochałam jego uśmiech,chociaż mało to robił..Magan ,Miley i Marcel stali i się patrzyli.
-Za co to było ?
-Bądź silny,będzie okej...
Chłopak wtulił się we mnie,ale wszystko się kiedyś kończy,tak Miley nam przerwała.
-Justin!Idziesz,już!Pokazuj mi dom!
-Powiedziałem nie!
Dziewczyna podeszła do mnie i kopnęła w brzuch,z tego powodu spadłam na bok.Podbiegła do mnie Megi i Marsel.
-Nic ci nie jest ?-zapytał.
-Żyjesz ?
-Tak,Megan żyję,ale boli mnie brzuch...
-Co ty zrobiłaś !!!-Justin zaczął krzyczeć na "siostrę"
-Pokarzesz dom ?
-N...-zaczął.
Miley popatrzyła się na mnie.
-Tak,pokarzę.
Dziewczyna się uśmiechnęła,Juss podszedł do mnie i pomógł wstać.Z auta wyszedł 2 koleś i wprowadził naszą 3 do auta,ale Justin poszedł pokazać dom...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz