piątek, 25 października 2013

34."Jak Ci na imię ?"

Byłam strasznie głodna,strasznie.Otwarły się drzwi od samochodu .
-Aa... zapomniałam wam powiedzieć, że mój tata wyszedł z więzieni...
-Ja..-chciałam coś powiedzieć.
-Tak,dziś i przyjedzie tu za jakąś godzinkę.
Moje moczy zalały się łzami,przypomniałam sobie to co powiedział Justin,że mnie zbiją, że nas zabiją... Nie chcę umierać.Co się dzieje z moją mamą, Olivią !? Co z nimi.. pewnie się martwią,nie chcę żeby się smucili,nie chcę!
-Ej,Vick...nie płacz,będzie dobrze...-powiedziała Meg.
-Tak,zawsze ma być dobrze a się wszystko wali!
-Ale..
-Jak było co chłopcy nas porwali, też mówiłaś "będzie dobrze" i gówno,nie jest dobrze ! Nie jest!-krzyczałam .
-Kochanie,uspokój się,i uwierz że będzie ok.-powiedział Justin tuląc się do mnie.
Przetarłam oczy.Co teraz będzie ? A jak mam tą godzinę życia,czuję się jakbym była skazana na wyrok śmierci...Nic nie zrobiłam,Megan i Marcel też...A Justin? Hmm... to nie jego wina,tylko jego ojca ! Wiem ,że Justin nie ma nikogo teraz... to znaczy ma mnie,może na mnie liczyć i Meg i Marsela też.Dobra,taki los mnie spotkał,czyli że tak ma być.Chyba...Trzymałam Justina za rękę i nie chciałam puścić,siedzieliśmy tak do otwarcia się drzwi przez jakiegoś gościa.
-Wysiadać!
Posłuchaliśmy go,nie mieliśmy zamiaru ani się kłócić,ani oberwać.Był dość umięśniony i łysy,tatuaże.Typowy facet z więzienia.Staliśmy koło siebie,naprzeciwko ten facet a obok niego Miley .
-Dawano się nie widzieliśmy,Justin.-powiedział
-Taa...-powiedział z kwaśną miną.
-Która dupa twoja ?
-A co cię to!?-wyskoczył na niego.
-Ty, hamuj się! Nie będzie mi jakiś skurwysyn podskakiwał !
Justin nie powiedział nic.
-To nie powiesz...-wyciągnął nóż.-to się inaczej pobawimy.-powiedział i chciał dźgnąć Justina w brzuch,ale nie zrobił tego ponieważ powiedziałam że to ja.Nie chcę aby cierpiał.
-No,dobra dziewczynka...-zbliżył się do mnie.
-Nie waż się jej tknąć !
-Spokojnie...-powiedział.
Meg i Marsel stali osłupieni, nie wiedzieli co on chce rozbić, tak samo jak ja.
-Jak ci na imię ?
-Victoria...-powiedziałam łykając ślinę.
-A wy ?-skierował się do pozostałej dwójki.
-Megan...
-I Marcel..
-Dobra,to biorę was na wycieczkę,długą i męczącą wycieczkę...-zaśmiał się.
Nie widzę w tym nic śmiesznego,zapakowali nas do auta ,ruszyło...

5 komentarzy:

  1. masz fajna fabułe, ale strasznie krótkie rozdziały..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;] Tak wiem że rozdziały są krótkie, ale będę się starać pisać częściej...

      Usuń
    2. Jest możliwość że nowy będzie dzisiaj ? :D xD jak nie czytałam tw bloga to przeczytałam od 0 do teraz więc <3

      Usuń
  2. Proszę dalej. Dzisiaj przeczytałam wszystkie twoje rozdziały tak mnie wciągneły. Kiedy będzie następny roz.?

    OdpowiedzUsuń