-Ja to dałam Ronowi...
-Że co !? Temu gościu !? Chyba sobie ze mnie kpisz...
-Vicki,on potrzebował na córkę...
-Jaką córkę,widziałaś ją,choć na zdjęciu ?
-Nie... ale ona ma tyle lat co ty...tak mi powiedział...
-To ja też ci mogę powiedzieć że jestem w ciąży z Justinem i będziemy mieć dziecko....
-Że...
-Nie mamo,to nie prawda ale chodzi o to że wierzysz każdemu po kolei...
-Nie prawda...
-Dobra idę.papa.
-Ale gdzie?
-Do...Meg.
-Uważaj na siebie...
Wyszłam,szłam do Megi miałam gdzieś to czy mnie złapią czy nie chciałam ją zobaczyć,ona mnie rozumiała.Po drodze zadzwonił do mnie telefon.Justin... co on chce ?
-Hallu ?
-Vick...ja sobie przypomniałem ,musimy spier*alać...
-Bo ?
-Bo oni znają nasze adresy... a ten gościu co jest z twoją mamą to...to kolega tego szefa gangu...
-Że what ? Jak mogłeś dać adresy...
-No... musiałem.
-Dobra,idę do Megan.
Zadzwoniłam dzwonkiem i w drzwiach ujrzałam płaczącą Meg.
-Ej,co jest ?-zapytałam i się do niej przytuliłam.
-Oni...oni tu u mnie byli...-mówiła przez łzy .
-CO !? Oni mają nasze adresy...
-Wiem to...pobili moją mamę...
-Że...jak ?-powiedziałam i chwyciłam się za głowę.
-Miałam do ciebie dzwonić...ona jest w szpitalu...
-O mój...jedziemy tam!Nie ma na co czekać...
-Nie mamy auta ...
-Dzwonie do Marcela niech przyjedzie...
Wykręciłam numer i zadzwoniłam,on zaraz przyjechał.Justin nie musiał o tym wiedzieć...Nie chciałam go widzieć przez to że powiedział te adresy!
Wsiedliśmy w auto i pojechaliśmy do szpitala,Megan cały czas płakała,przytulałam ją.Poszliśmy pod recepcje i już wiemy gdzie jest mama Meg,pobiegliśmy do niej.Leżała na łóżku,pobita.Ale na szczęście nie była w śpiączce,Magi podeszła do niej i przytuliła ją,ja stałam i się patrzyłam a Marsel coś stukał w telefonie,chyba pisał SMS'A
poniedziałek, 30 września 2013
21. "Czemu mnie nie tulisz?"
Moja mama znalazła sobie faceta !? O mój boże... Moja mama ? Nie chodzi o to że nie ma urody...nie.. jest ładną kobietą ale kurcze,jak mogła i co to ma być nasz nowy tata !? No chyba nie!
-Mamo...-zaczęłam
-Kochanie ! -krzyknęła i przytuliła się mocno ,ale po chwili mnie puściła.
-Czemu mnie nie tulisz?-zapytałam speszona.
-Co on tu do ku*wy nędzy robi!?
-Ale że...Justin ?-zapytałam chociaż wiedziałam że chodzi o niego.
-Tak że ten porywacz i gwałciciel ! Dzwonię na policje.-powiedziała i wyjęła telefon z kieszeni.
-Mamo nie! Masz nie dzwonić ! Rozumiesz jak to zrobisz to ucieknę!
-Ale kochanie...
-Nie ma kochanie-zaczęłam mieć łzy w oczach.-Mnie nie ma a ty zamiast mnie szukać,uganiasz się za facetami !?-nie wytrzymałam,zaczęłam płakać.
-Ale to nie tak....
-To...to jak?Nikt nie zastąpi taty rozumiesz !?
-Vicki...
-Nie mamo,nie ma "Vicki"...
Podszedł do mnie Justin i mocno przytulił.
-Będzie dobrze mała...
Zacisnęłam oczy i wytliłam się w niego mocniej.
-Puść ją !-krzyknęła mama.
Obeszłam od Juss'a ale trzymałam go za rękę...Żeby mamie się coś działo,nie że jestem chamska ale... to jest przesada,jestem na nią zła.
-Nie puszczę go,ty sobie możesz romansować a ja już nie.To jest przesada!-popatrzyłam się na gościa który siedział na kanapie i się patrzył jak się kłócimy.
-A ty co się gapisz!? -podniosłam głos i pobiegłam z Justinem na górę .
Weszliśmy do mojego pokoju,na przeciw drzwi miałam półkę na której zawsze stała skarbonka,zbierałam na nowe meble do pokoju,wymarzył mi się taki pokój :
Podeszłam bliżej i tam nie było nic.. pustka,ona mnie okradła !? Nie wierzę w to...Musiałam to wyjaśnić,ale nie teraz nie... bo na dole jest ten fagas.
-Życie mi się wali.-powiedziałam i siadłam na łóżku.
-Nie czemu,kotku ?
-Nie mów do mnie kotku...Po pierwsze nie mam nastroju , po drugie nie jesteśmy parą...
-Ale pocałunek.. i twój tekst o nas.
-Wybacz,ale ratowałam Ci dupę.Nie ma nas i nie będzie,ty..mnie zraniłeś.-powiedziałam i czułam że oczy mi się świecą .
-Ale...
-Nie ma ale,ściganą mnie jacyś debile,moja matka znalazła sobie gościa który ma zastąpić tatę i co ? Jeszcze mnie okradli....
-Kotk...sorry Vicki...
-Justin, wyjdź proszę...-pokazałam palcem na drzwi.
-Dlaczego ?
-Wyjdź muszę sobie wszystko poukładać.
-To pa...-powiedział i wyszedł .Znalazłam stary telefon i zadzwoniłam do Meg na telefon jej mamy,znałam go...jestem taka z siebie dumna...Maiła muzykę na czekanie,jeszcze taka dołująca...Po chwili odebrała.
-Hallo?
-Dzień dobry można prosić Meg ?
-Ona przy telefonie.
-O boże...życie mi się wali,pogadajmy proszę...
-Ale co się dzieje ?
-To nie rozmowa na telefon,spotkajmy się...
-Ale gdzie,ci debile mogą nasz znaleźć...
-Wiem,kurczę...-zaczęłam jej wszystko tłumaczyć.
-O to masz przesrane współczuje.
-Wiem kochana,muszę spadać papa.
-No bay'o
Koniec rozmowy. Leżałam na łóżku i o wszystkim myślałam ...Zeszłam na dół.
-Mamo,gdzie moja kasa ?
-Pożyczyłam...
-Nie pożyczyłaś tylko mnie okradłaś na co ci to było ?
Jej odpowiedź mnie sparaliżowała,jak ona tak mogła....moją kasę !? Nie to jest szczyt !!!
-Mamo...-zaczęłam
-Kochanie ! -krzyknęła i przytuliła się mocno ,ale po chwili mnie puściła.
-Czemu mnie nie tulisz?-zapytałam speszona.
-Co on tu do ku*wy nędzy robi!?
-Ale że...Justin ?-zapytałam chociaż wiedziałam że chodzi o niego.
-Tak że ten porywacz i gwałciciel ! Dzwonię na policje.-powiedziała i wyjęła telefon z kieszeni.
-Mamo nie! Masz nie dzwonić ! Rozumiesz jak to zrobisz to ucieknę!
-Ale kochanie...
-Nie ma kochanie-zaczęłam mieć łzy w oczach.-Mnie nie ma a ty zamiast mnie szukać,uganiasz się za facetami !?-nie wytrzymałam,zaczęłam płakać.
-Ale to nie tak....
-To...to jak?Nikt nie zastąpi taty rozumiesz !?
-Vicki...
-Nie mamo,nie ma "Vicki"...
Podszedł do mnie Justin i mocno przytulił.
-Będzie dobrze mała...
Zacisnęłam oczy i wytliłam się w niego mocniej.
-Puść ją !-krzyknęła mama.
Obeszłam od Juss'a ale trzymałam go za rękę...Żeby mamie się coś działo,nie że jestem chamska ale... to jest przesada,jestem na nią zła.
-Nie puszczę go,ty sobie możesz romansować a ja już nie.To jest przesada!-popatrzyłam się na gościa który siedział na kanapie i się patrzył jak się kłócimy.
-A ty co się gapisz!? -podniosłam głos i pobiegłam z Justinem na górę .
Weszliśmy do mojego pokoju,na przeciw drzwi miałam półkę na której zawsze stała skarbonka,zbierałam na nowe meble do pokoju,wymarzył mi się taki pokój :
Podeszłam bliżej i tam nie było nic.. pustka,ona mnie okradła !? Nie wierzę w to...Musiałam to wyjaśnić,ale nie teraz nie... bo na dole jest ten fagas.
-Życie mi się wali.-powiedziałam i siadłam na łóżku.
-Nie czemu,kotku ?
-Nie mów do mnie kotku...Po pierwsze nie mam nastroju , po drugie nie jesteśmy parą...
-Ale pocałunek.. i twój tekst o nas.
-Wybacz,ale ratowałam Ci dupę.Nie ma nas i nie będzie,ty..mnie zraniłeś.-powiedziałam i czułam że oczy mi się świecą .
-Ale...
-Nie ma ale,ściganą mnie jacyś debile,moja matka znalazła sobie gościa który ma zastąpić tatę i co ? Jeszcze mnie okradli....
-Kotk...sorry Vicki...
-Justin, wyjdź proszę...-pokazałam palcem na drzwi.
-Dlaczego ?
-Wyjdź muszę sobie wszystko poukładać.
-To pa...-powiedział i wyszedł .Znalazłam stary telefon i zadzwoniłam do Meg na telefon jej mamy,znałam go...jestem taka z siebie dumna...Maiła muzykę na czekanie,jeszcze taka dołująca...Po chwili odebrała.
-Hallo?
-Dzień dobry można prosić Meg ?
-Ona przy telefonie.
-O boże...życie mi się wali,pogadajmy proszę...
-Ale co się dzieje ?
-To nie rozmowa na telefon,spotkajmy się...
-Ale gdzie,ci debile mogą nasz znaleźć...
-Wiem,kurczę...-zaczęłam jej wszystko tłumaczyć.
-O to masz przesrane współczuje.
-Wiem kochana,muszę spadać papa.
-No bay'o
Koniec rozmowy. Leżałam na łóżku i o wszystkim myślałam ...Zeszłam na dół.
-Mamo,gdzie moja kasa ?
-Pożyczyłam...
-Nie pożyczyłaś tylko mnie okradłaś na co ci to było ?
Jej odpowiedź mnie sparaliżowała,jak ona tak mogła....moją kasę !? Nie to jest szczyt !!!
20. "Ty jesteś Marcel Lee i ty Justin Bieber! Do radiowozu."
Jechaliśmy tak jeszcze z pół godziny,ja z Meg cały czas lamentowałyśmy że chcemy do mamusi...jak małe dzieci.Po chwili prowadzący samochód - Marsel,nie zauważył że na poboczu stoi policja... Która już po chwili machała że mamy się zatrzymać.Auto stanęło,Marcel uchylił szybę,ujrzeliśmy twarz policjanta,który kazał wszystkim po kolei wysiadać z auta.Chyba nas rozpoznał...
-Ty jesteś Marcel Lee i ty Justin Bieber! Do radiowozu.-powiedział i zawołał kolegą który wyciągnął kajdanki , dał chłopakom ręce do tyłu i zaczął ich zapinać.
Nie chciałam żeby poszli do pudła...Ja kochałam Justina chociaż to co mi zrobił zapamiętam do końca życia.Cham ale taki kochany.Po minie Megi zobaczyłam że nie pozwoli na to aby Marsel poszedł razem z Justinem do więzienia.Musiałam coś zrobić.MUSIAŁAM!Ręce zaczęły mi się trząść.
-Madelaine Wood i Victoria Young,dziewczyny już jest dobrze,nic wam nie zrobią...-powiedział jeden z policjantów.
-Ale my..my..-zaczęła Megan.
-Ja..to znaczy yyy... ja jestem z Justinem parą!-wyrwałam się na poczekaniu.
-Vicki,ty nie musisz ich kryć,już ci nic nie zrobią...
-Ale proszę pana tak jest.-powiedziałam i chwyciłam twarz Justina po czym go pocałowałam.
Juss stał jak wryty i się na mnie patrzył jakby ducha zobaczył,przecież nie było w tym nic złego.
-Czy ja bym się całowała z porywaczem lub gwałcicielem,no chyba nie...
-No dobra ,ale jak wyjaśnisz to że twoja mama powiedziała że znikłaś wtedy jak miałaś iść do Justina ?
-No bo ja...
-My się ukrywaliśmy!-wyrwał się Justin.
-Ale po co ?-zapytał zdziwiony facet.
-No bo u nas w szkole są..takie lale i one by się mściły na Vicki i one... mają takie nooo.. znajomości i w ogóle są takie głupie itd...-próbowała mnie ratować Meg, bosz i się udało kocham ja za to.
-Dobra a wy ? Megan i Marcel ? Jakim cudem tam się znaleźliście ???
-My... mieliśmy się spotkać w czwórkę i pogadać...
-Pogadać?
-Tak pogadać bo my z Marcelem też jesteśmy razem...
-Tak ?
-No tak, a gdybyśmy nie byli razem robiłabym tak?-powiedziała Meg po czym klepnęła Marsela w tyłek.
On się głupio zaśmiał.
-Dobra,dobra...powiedzmy że wam wierzę...jedziemy teraz do domów waszych.
Jaki ten policjant jest tępy i głupi...Wszędzie tak głośno że nas nie ma i nagle jesteśmy a on nam w wszystko wierzy.. Więc po dłuższej negocjacji chłopców rozkuto i powiedzieliśmy że jedziemy do domu,chociaż na chwilę,cieszyłam się bo zobaczę mamę,ale taki problem że Justin,nie miał gdzie iść bo nie ma rodziców a możliwe że by na komisariat zawieźli,ja się tam nie znam,ale stwierdziłam że choć to nie najlepszy pomysł Justin pojedzie ze mną.Tak więc, jeden z policjantów wsiadł z nami do auta i czekał aż każdy pójdzie do domu.Najpierw był dom Marsela. Wysiadł z samochodu i powiedział.
-Papa moja dziewczynko-i puścił Meg oczko,ona zrobiła się momentalnie czerwona.Haha.
Następnie dom Meg,pożegnała się i poszła,widziałam że otwiera jej ktoś drzwi i rzuca się na nią,tuląc ją mega mocno.Potem był mój domek,wysiadłam potem Justin .
-A ty kolego gdzie? To chyba nie twój dom ?
-Jeszcze nie..moja mama jest i Vicki na pewno...-powiedział i się zaśmiał.
Wyszliśmy , stanęłam w drzwiach...kurczę boję się reakcji mojej mamy na Juss'a ona myśli < i się nie myli > że Justin mnie porwał i zgwałcił.... Stęskniłam się za nią i nie przedłużając zadzwoniłam do drzwi...To co zobaczyłam speszyło mnie...
-Ty jesteś Marcel Lee i ty Justin Bieber! Do radiowozu.-powiedział i zawołał kolegą który wyciągnął kajdanki , dał chłopakom ręce do tyłu i zaczął ich zapinać.
Nie chciałam żeby poszli do pudła...Ja kochałam Justina chociaż to co mi zrobił zapamiętam do końca życia.Cham ale taki kochany.Po minie Megi zobaczyłam że nie pozwoli na to aby Marsel poszedł razem z Justinem do więzienia.Musiałam coś zrobić.MUSIAŁAM!Ręce zaczęły mi się trząść.
-Madelaine Wood i Victoria Young,dziewczyny już jest dobrze,nic wam nie zrobią...-powiedział jeden z policjantów.
-Ale my..my..-zaczęła Megan.
-Ja..to znaczy yyy... ja jestem z Justinem parą!-wyrwałam się na poczekaniu.
-Vicki,ty nie musisz ich kryć,już ci nic nie zrobią...
-Ale proszę pana tak jest.-powiedziałam i chwyciłam twarz Justina po czym go pocałowałam.
Juss stał jak wryty i się na mnie patrzył jakby ducha zobaczył,przecież nie było w tym nic złego.
-Czy ja bym się całowała z porywaczem lub gwałcicielem,no chyba nie...
-No dobra ,ale jak wyjaśnisz to że twoja mama powiedziała że znikłaś wtedy jak miałaś iść do Justina ?
-No bo ja...
-My się ukrywaliśmy!-wyrwał się Justin.
-Ale po co ?-zapytał zdziwiony facet.
-No bo u nas w szkole są..takie lale i one by się mściły na Vicki i one... mają takie nooo.. znajomości i w ogóle są takie głupie itd...-próbowała mnie ratować Meg, bosz i się udało kocham ja za to.
-Dobra a wy ? Megan i Marcel ? Jakim cudem tam się znaleźliście ???
-My... mieliśmy się spotkać w czwórkę i pogadać...
-Pogadać?
-Tak pogadać bo my z Marcelem też jesteśmy razem...
-Tak ?
-No tak, a gdybyśmy nie byli razem robiłabym tak?-powiedziała Meg po czym klepnęła Marsela w tyłek.
On się głupio zaśmiał.
-Dobra,dobra...powiedzmy że wam wierzę...jedziemy teraz do domów waszych.
Jaki ten policjant jest tępy i głupi...Wszędzie tak głośno że nas nie ma i nagle jesteśmy a on nam w wszystko wierzy.. Więc po dłuższej negocjacji chłopców rozkuto i powiedzieliśmy że jedziemy do domu,chociaż na chwilę,cieszyłam się bo zobaczę mamę,ale taki problem że Justin,nie miał gdzie iść bo nie ma rodziców a możliwe że by na komisariat zawieźli,ja się tam nie znam,ale stwierdziłam że choć to nie najlepszy pomysł Justin pojedzie ze mną.Tak więc, jeden z policjantów wsiadł z nami do auta i czekał aż każdy pójdzie do domu.Najpierw był dom Marsela. Wysiadł z samochodu i powiedział.
-Papa moja dziewczynko-i puścił Meg oczko,ona zrobiła się momentalnie czerwona.Haha.
Następnie dom Meg,pożegnała się i poszła,widziałam że otwiera jej ktoś drzwi i rzuca się na nią,tuląc ją mega mocno.Potem był mój domek,wysiadłam potem Justin .
-A ty kolego gdzie? To chyba nie twój dom ?
-Jeszcze nie..moja mama jest i Vicki na pewno...-powiedział i się zaśmiał.
Wyszliśmy , stanęłam w drzwiach...kurczę boję się reakcji mojej mamy na Juss'a ona myśli < i się nie myli > że Justin mnie porwał i zgwałcił.... Stęskniłam się za nią i nie przedłużając zadzwoniłam do drzwi...To co zobaczyłam speszyło mnie...
sobota, 28 września 2013
19. "Gdzie jedziemy ?"
Pod domem stał radiowóz policji,nie chciałam aby ich zamknęli.Nieee...Jeszcze do Justina dzwonił ten cały "szef " .Boże,jak miało być trochę lepiej to wszystko się znowu rozwala.Masakra.Zapomniałam drzwi na dole były otwarte oni wejdą i przeszukają dom!
-Chować się.Policja-powiedział Marcel.
Ja z Megan schowaliśmy się do szafy.Miałybyśmy szczęście gdyby była tam Narnia bo byśmy tam uciekły...Ale to moja głupia wyobraźnia.Chłopcy weszli pod łóżko.Justin na początku wyłączył dźwięk,Marsel też.Usłyszałam kroki,było to chyba 2 gości.Tak,na pewno.Gadali coś tam o pączkach.Śmieszyło mnie to.Weszli do pokoju,ale chyba zaraz wyszli bo już ich nie było słychać.Po niecałych 5 minutach,na oko odpalił się ślinik i pojechali.Jakie szczęście że Justin zaparkował auto za domem,zasłaniała go jeszcze kupa siana.Wyszliśmy z ukrycia.Juss zerknął na telefon 7 nie odebranych.Nie musieliśmy długo czekać bo gościu znowu zadzwonił.Justin dał na głośnik.
-Słuchaj,ty i twój kolega jak chcecie być w tym naszym gangu to macie nam video dać jutro,a jak nie to...macie przesrane,może wam jaja obetniemy,jeszcze nie wiem
-Jutro ?-zapytał i przełknął ślinę.
-Tak,przyjedziemy po nie rano , ma być gotowe.
-A co potem z dziewczynami ?-zapytał nie pewnie.
-Nic, ja se je zaliczę a potem jeszcze Jake , Mat i Tom.
-Aha dobra.
-Nie bój dupy jak będziecie chcieli jeszcze raz to spoko.
Rozłączył się.Zaczęłam płakać a za chwilę Megan.
-Ja nie chcę...-powiedziałam i mocno się przytuliłam do stojącej obok mnie Megi.
-Nie bójcie się,będzie dobrze.-pocieszał nas Marcel.
-Musimy iść.
Wyszliśmy z domu z potrzebnymi rzeczami i wpakowaliśmy do auta.Justin i Marsel wyłączyli telefony i zostawili w domu.Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy.
-Gdzie jedziemy ?-zapytała Meg.
-Przed siebie...
-Tyle to ja też wiem...
-Nie wiem jeszcze,daleko od Toronto.
-Ja chcę się pożegnać z mamą!!!-krzyknęłam i zaczęłam momentalnie płakać.
-Ej,mała nie płacz...-powiedział Juss.
-Jak mam nie płakać !? Ostania rozmowa z moją mamą tyle co pamiętam to była konsekwentna rozmowa na temat mojej jedynki z matmy.Dalej nie pamiętam i to przed ciebie.
-Nie obwiniaj mnie.
-To kogo mam obwiniać,gdyby nie to głupie zadanie nie było by mnie tu...
-Byłabyś...ja miałem inny plan jak cię porwać...
Zamilkłam fajnie,zamiast mnie pocieszać to mnie dołuje... nie no świetnie po prostu.Ja chcę do mamy!!!
-Chować się.Policja-powiedział Marcel.
Ja z Megan schowaliśmy się do szafy.Miałybyśmy szczęście gdyby była tam Narnia bo byśmy tam uciekły...Ale to moja głupia wyobraźnia.Chłopcy weszli pod łóżko.Justin na początku wyłączył dźwięk,Marsel też.Usłyszałam kroki,było to chyba 2 gości.Tak,na pewno.Gadali coś tam o pączkach.Śmieszyło mnie to.Weszli do pokoju,ale chyba zaraz wyszli bo już ich nie było słychać.Po niecałych 5 minutach,na oko odpalił się ślinik i pojechali.Jakie szczęście że Justin zaparkował auto za domem,zasłaniała go jeszcze kupa siana.Wyszliśmy z ukrycia.Juss zerknął na telefon 7 nie odebranych.Nie musieliśmy długo czekać bo gościu znowu zadzwonił.Justin dał na głośnik.
-Słuchaj,ty i twój kolega jak chcecie być w tym naszym gangu to macie nam video dać jutro,a jak nie to...macie przesrane,może wam jaja obetniemy,jeszcze nie wiem
-Jutro ?-zapytał i przełknął ślinę.
-Tak,przyjedziemy po nie rano , ma być gotowe.
-A co potem z dziewczynami ?-zapytał nie pewnie.
-Nic, ja se je zaliczę a potem jeszcze Jake , Mat i Tom.
-Aha dobra.
-Nie bój dupy jak będziecie chcieli jeszcze raz to spoko.
Rozłączył się.Zaczęłam płakać a za chwilę Megan.
-Ja nie chcę...-powiedziałam i mocno się przytuliłam do stojącej obok mnie Megi.
-Nie bójcie się,będzie dobrze.-pocieszał nas Marcel.
-Musimy iść.
Wyszliśmy z domu z potrzebnymi rzeczami i wpakowaliśmy do auta.Justin i Marsel wyłączyli telefony i zostawili w domu.Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy.
-Gdzie jedziemy ?-zapytała Meg.
-Przed siebie...
-Tyle to ja też wiem...
-Nie wiem jeszcze,daleko od Toronto.
-Ja chcę się pożegnać z mamą!!!-krzyknęłam i zaczęłam momentalnie płakać.
-Ej,mała nie płacz...-powiedział Juss.
-Jak mam nie płakać !? Ostania rozmowa z moją mamą tyle co pamiętam to była konsekwentna rozmowa na temat mojej jedynki z matmy.Dalej nie pamiętam i to przed ciebie.
-Nie obwiniaj mnie.
-To kogo mam obwiniać,gdyby nie to głupie zadanie nie było by mnie tu...
-Byłabyś...ja miałem inny plan jak cię porwać...
Zamilkłam fajnie,zamiast mnie pocieszać to mnie dołuje... nie no świetnie po prostu.Ja chcę do mamy!!!
18. "Kochasz go ? "
Siedziałyśmy aż w końcu zapytałam Meg cicho.
-Kochasz go ???
Ona pokiwała głową że "tak".
-A ty??
-Też...
Po chwili podeszłyśmy do nich od tyłu i zapytaliśmy.
-Ej...co jest Justin ?
-Marcel? O co chodzi?
-Dziewczyny,my... -zaczął Juss.
-My przepraszamy,za to porwanie,próbę gwałtu,loda,za wasz starach...
Nie wiedziałam co powiedzieć,zresztą po minę Megan było widać to samo-totalne zdziwko.Justin obrócił się do mnie i przyłożył swoje czoło do mojego.
-Ja...przepraszam za...za pobicie...wybacz.-po jego policzku spłynęła łza którą zaraz otarłam.
Przytuliłam się do niego.
-Dobra... wytłumaczcie nam o co chodzi....-powiedziała Megi .
-Chodzi o to.. że my chcieliśmy dołączyć do gangu B.R.M.C...-powiedział Marsel.
-I... my musieliśmy was porwać i zgwałcić... ale nie chcemy.
-To czemu nie powiecie że nie chcecie już być w tym gangu ?
-Bo to nie takie proste...-burknął Marcel.
-Dlaczemu ?
-Bo podpisaliśmy pierdolony świstek!-krzyknął Justin.
-Ale...
-Tak Vicki,jak będziemy chcieli się wycofać to nasza czwórka zginie,kumasz ?
-Boże...-powiedziała Megan dłonią zakrywając usta.
-A co jak...-nie wierzę w to co teraz powiem.
-Co jak nas zgwałcicie tak...na niby nie, to co potem wy będziecie w gangu a my ?Co z nami ?
-Jak na niby ?
-No...że to będzie sex z nieznajomym.
-Aha...z wami ciężko powiedzieć,ale możliwe że będziecie z nami mieszkać i innymi chłopakami...
-Że co !? Nie...-zaczęła lamentować Meg.
-Co teraz robimy Stary ?
-Nie wiem,mają nadajniki w komórkach...
-Trzeba je wyłączyć i spierdalać z tond.
-No,ale zero kontaktu ze światem,laską też nie oddamy telefonu bo psy namierzą i pójdziemy siedzieć.
-Wiem właśnie,ale trzeba się pakować i wyjechać gdzieś.
Poszliśmy w czterech na górę i chłopcy się pakowali,my nie miałyśmy co pakować... Ale gdzie uciekniemy ? Wyjedziemy za miasto albo kraj i nie zobaczę się już nigdy z mamą i siostrą ? Nie... nawet się z nimi nie pożegnałam.Wystraszył mnie dźwięk telefonu Justina,to co zobaczyłam to nie mogło się dziać na prawdę!
-Kochasz go ???
Ona pokiwała głową że "tak".
-A ty??
-Też...
Po chwili podeszłyśmy do nich od tyłu i zapytaliśmy.
-Ej...co jest Justin ?
-Marcel? O co chodzi?
-Dziewczyny,my... -zaczął Juss.
-My przepraszamy,za to porwanie,próbę gwałtu,loda,za wasz starach...
Nie wiedziałam co powiedzieć,zresztą po minę Megan było widać to samo-totalne zdziwko.Justin obrócił się do mnie i przyłożył swoje czoło do mojego.
-Ja...przepraszam za...za pobicie...wybacz.-po jego policzku spłynęła łza którą zaraz otarłam.
Przytuliłam się do niego.
-Dobra... wytłumaczcie nam o co chodzi....-powiedziała Megi .
-Chodzi o to.. że my chcieliśmy dołączyć do gangu B.R.M.C...-powiedział Marsel.
-I... my musieliśmy was porwać i zgwałcić... ale nie chcemy.
-To czemu nie powiecie że nie chcecie już być w tym gangu ?
-Bo to nie takie proste...-burknął Marcel.
-Dlaczemu ?
-Bo podpisaliśmy pierdolony świstek!-krzyknął Justin.
-Ale...
-Tak Vicki,jak będziemy chcieli się wycofać to nasza czwórka zginie,kumasz ?
-Boże...-powiedziała Megan dłonią zakrywając usta.
-A co jak...-nie wierzę w to co teraz powiem.
-Co jak nas zgwałcicie tak...na niby nie, to co potem wy będziecie w gangu a my ?Co z nami ?
-Jak na niby ?
-No...że to będzie sex z nieznajomym.
-Aha...z wami ciężko powiedzieć,ale możliwe że będziecie z nami mieszkać i innymi chłopakami...
-Że co !? Nie...-zaczęła lamentować Meg.
-Co teraz robimy Stary ?
-Nie wiem,mają nadajniki w komórkach...
-Trzeba je wyłączyć i spierdalać z tond.
-No,ale zero kontaktu ze światem,laską też nie oddamy telefonu bo psy namierzą i pójdziemy siedzieć.
-Wiem właśnie,ale trzeba się pakować i wyjechać gdzieś.
Poszliśmy w czterech na górę i chłopcy się pakowali,my nie miałyśmy co pakować... Ale gdzie uciekniemy ? Wyjedziemy za miasto albo kraj i nie zobaczę się już nigdy z mamą i siostrą ? Nie... nawet się z nimi nie pożegnałam.Wystraszył mnie dźwięk telefonu Justina,to co zobaczyłam to nie mogło się dziać na prawdę!
piątek, 27 września 2013
17.”Wiem o co chodzi"
Sorry za błedy albo braki liter ale piszę na tablecie....
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Oni nas nie porwali dla własnych przyjemności tylko mieli porwać jakieś dziewczyny,masakra...To oni mają jakiegoś szefa?Nie kumam...
-Ja nie rozumiem tej całej sytuacji.-powiedziałs Meg
-Szczerze ?Ja też nie.
Poszłyśmy na łóżko bo by się skapli że ich posłuchiwałyśmy.Po chwili przyszli do pokoju.
-Vicki idziemy...już-burknął.
Nie chciałam się kłócić bo widać było że jest zły.Co go tak wkurwiło?Nie wiem,ale chcę i muszę sie jakoś dowiedzieć.Położyłam się a onok mnie Juss który zaczął mnie dotykać.
-Kotku...muszę się rozluźnić...-zaczął
-Ale że jak?
-Sex,śliczna...sex.
-Yyyy...Justin nie proszę.-błagałam.
-Czego nie rozumiesz w słowach "Muszę się rozluźnić"?
-Ja rozumiem,ale nie jestem twoją zabawką,chcę spać...-powiedziałam ziewając.
-O ja pierdole.... masz szczęście że mi dziś robiłaś mi loda 2 razy.
Nie odpowiedziałam mu i poszłam spać.Obudziła mnie rano Meg.Justina nie było.Pewnie na dole jest.
-Co jest?-zapytałam lekkko zaspana.
-Wiem o co chodzi...
-Jak?Skąd?
-Marcel w nocy spał a ja mu sprawdziłam telefon i tam byłe SMS'Y...
-Jakie?Dziewczyno jaśniej.
-Spoko...Pisało że jak chcą należeć do jakoegoś tam gangu to muszą porwać 2 dziewczyny i ja zgwałcić... a dowód to jest taśma wideo.
-Że co?Taśma porno ?
-Tsaa... i to z nami w roli głównej.
-Nieee... no zjebiście.-powiedziałam i spóściłam głowę w dół.
Z dołu usłyszelimy wołania.Zeszłysmy,na stole stały kanapki,zjadłyśmy.Po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi.Justin uchylił je i zataz otworzył i stanął obok niego Marsel.Stali tak na luzie,jak gangsta.My z Megi siedziłysmy i i się patzyłyśmy.
-Siema,pokazcie te dupy...-powiedział facet w skórzanej kurtce.
Podszedł do nas.Megan popatrzył sie w oczy i poklepał po głowie a mnie poczorchał za wlosy.Nie lubie tego.
-No,towar znaleźliście niezły,jeszcze tylko nagranie i ok .-powiedział i wyszedł.
Justin z Marcelem mięli łzy w oczach,ja nie kumam czemu ryczą....
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Oni nas nie porwali dla własnych przyjemności tylko mieli porwać jakieś dziewczyny,masakra...To oni mają jakiegoś szefa?Nie kumam...
-Ja nie rozumiem tej całej sytuacji.-powiedziałs Meg
-Szczerze ?Ja też nie.
Poszłyśmy na łóżko bo by się skapli że ich posłuchiwałyśmy.Po chwili przyszli do pokoju.
-Vicki idziemy...już-burknął.
Nie chciałam się kłócić bo widać było że jest zły.Co go tak wkurwiło?Nie wiem,ale chcę i muszę sie jakoś dowiedzieć.Położyłam się a onok mnie Juss który zaczął mnie dotykać.
-Kotku...muszę się rozluźnić...-zaczął
-Ale że jak?
-Sex,śliczna...sex.
-Yyyy...Justin nie proszę.-błagałam.
-Czego nie rozumiesz w słowach "Muszę się rozluźnić"?
-Ja rozumiem,ale nie jestem twoją zabawką,chcę spać...-powiedziałam ziewając.
-O ja pierdole.... masz szczęście że mi dziś robiłaś mi loda 2 razy.
Nie odpowiedziałam mu i poszłam spać.Obudziła mnie rano Meg.Justina nie było.Pewnie na dole jest.
-Co jest?-zapytałam lekkko zaspana.
-Wiem o co chodzi...
-Jak?Skąd?
-Marcel w nocy spał a ja mu sprawdziłam telefon i tam byłe SMS'Y...
-Jakie?Dziewczyno jaśniej.
-Spoko...Pisało że jak chcą należeć do jakoegoś tam gangu to muszą porwać 2 dziewczyny i ja zgwałcić... a dowód to jest taśma wideo.
-Że co?Taśma porno ?
-Tsaa... i to z nami w roli głównej.
-Nieee... no zjebiście.-powiedziałam i spóściłam głowę w dół.
Z dołu usłyszelimy wołania.Zeszłysmy,na stole stały kanapki,zjadłyśmy.Po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi.Justin uchylił je i zataz otworzył i stanął obok niego Marsel.Stali tak na luzie,jak gangsta.My z Megi siedziłysmy i i się patzyłyśmy.
-Siema,pokazcie te dupy...-powiedział facet w skórzanej kurtce.
Podszedł do nas.Megan popatrzył sie w oczy i poklepał po głowie a mnie poczorchał za wlosy.Nie lubie tego.
-No,towar znaleźliście niezły,jeszcze tylko nagranie i ok .-powiedział i wyszedł.
Justin z Marcelem mięli łzy w oczach,ja nie kumam czemu ryczą....
16."Co jej zrobiłeś !? "
Stałam przed lustrem które wisiało nad umywalką.Co ja zrobiłam...ale on mnie zmusił... Zaczęły mi łzy lecieć po policzku.Co się dzieje teraz z Megan?Czy on jej coś zrobi?Boję się o nią.Moje przemyślenia zakończył Justin,widziałam jego odbicie w lustrze,podszedł do mnie od tylu i wyszeptał do ucha.
-Za drugim razem było fajnie....
Na twarzy pojawił mi się grymas,nie odpowiedziałam mu.A jak bym miała to co miałabym powiedzieć ?Mi też się podobało....no chyba nie.
-Mogę iść do Megi ?-zapytałam niepewnie.
-Jest 1;00 w nocy,może śpi ? Pomyśl...
-Ale...proszę tylko chcę ją zobaczyć...
-Dobra idź.-powiedział i przewrócił oczami.
Ja szybko wyszłam z łazienki i poszłam w stronę pokoju gdzie była Meg i Marcel.Zapukałam.Po chwili w drzwiach stał Marsel w samych bokserkach.Wystraszyłam się.
-Co jej zrobiłeś !?-krzyknęłam
-Zamknij się! Nic...jeszcze.
-Megan.-powiedziałam próbując przejść obok Marcela.
-Ta..tak?-zapytała,chyba płakała.
Przedostałam się do środka,Mag leżała na łóżku w samej bieliźnie,płakała bardzo...
-Nic ci nie jest ?-zapytałam i podbiegłam do niej,potem mocno przytuliłam.
-On...on mi kazał...ja ja to zrobiłam...
-Ale co ???
-Lo...-powiedziała i wtuliła się do mnie mocniej.
-Wiem mi też....
-I co ???-zapytała ciekawa Megi
-Ja to co... zrobiłam i to 2 razy...-zaczęłam płakać.
-Boże...
Po chwili do pokoju przyszedł Justin.
-Dobra dość tego idziemy spać.
-Justin, muszę Ci coś powiedzieć,chodź.-powiedział Marcel.
Czy oni coś ukrywają ??? Nie wiem co tu się dzieje... Wyszli na korytarz,podeszłam z Megan do drzwi by ich podsłuchać.
-Nie wierzę w to co oni mówią...
To znaczy że oni...
-Za drugim razem było fajnie....
Na twarzy pojawił mi się grymas,nie odpowiedziałam mu.A jak bym miała to co miałabym powiedzieć ?Mi też się podobało....no chyba nie.
-Mogę iść do Megi ?-zapytałam niepewnie.
-Jest 1;00 w nocy,może śpi ? Pomyśl...
-Ale...proszę tylko chcę ją zobaczyć...
-Dobra idź.-powiedział i przewrócił oczami.
Ja szybko wyszłam z łazienki i poszłam w stronę pokoju gdzie była Meg i Marcel.Zapukałam.Po chwili w drzwiach stał Marsel w samych bokserkach.Wystraszyłam się.
-Co jej zrobiłeś !?-krzyknęłam
-Zamknij się! Nic...jeszcze.
-Megan.-powiedziałam próbując przejść obok Marcela.
-Ta..tak?-zapytała,chyba płakała.
Przedostałam się do środka,Mag leżała na łóżku w samej bieliźnie,płakała bardzo...
-Nic ci nie jest ?-zapytałam i podbiegłam do niej,potem mocno przytuliłam.
-On...on mi kazał...ja ja to zrobiłam...
-Ale co ???
-Lo...-powiedziała i wtuliła się do mnie mocniej.
-Wiem mi też....
-I co ???-zapytała ciekawa Megi
-Ja to co... zrobiłam i to 2 razy...-zaczęłam płakać.
-Boże...
Po chwili do pokoju przyszedł Justin.
-Dobra dość tego idziemy spać.
-Justin, muszę Ci coś powiedzieć,chodź.-powiedział Marcel.
Czy oni coś ukrywają ??? Nie wiem co tu się dzieje... Wyszli na korytarz,podeszłam z Megan do drzwi by ich podsłuchać.
-Nie wierzę w to co oni mówią...
To znaczy że oni...
czwartek, 26 września 2013
15. + 18 "Ale.. ja nigdy... "
Rozdział +18
Czytasz na własną odpowiedzialność.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siedziałam tak jeszcze parę minut,aż w końcu po schodach nie zszedł Justin, rozwiązał mnie a ja cały czas płakałam.Chwycił za rękę i zaprowadził do sypialni.Położył na łóżku i zaczął się we mnie wtulać,ja leżałam jak wryta nie wykonywałam żadnego ruchu.Bałam się.
-Proszę...nie rób tego...-mówiłam przez łzy.
-Myślisz że cię posłucham,ja zawsze dostaję to co chcę...
-Błagam cię...
Czułam w ustach słony smak łez.Chłopak rozpiął rozporek i zdjął spodnie , a następnie bluzkę.
-No mała,teraz ty pokaż swoje ciałko...
-Nie..Justin...nie chcę.
-Już !-warknął .
Nie chciałam mu zaprzeczać,bo może by mnie znowu uderzył...Ale tak szczerze to ja nie wiem czy to gwałt !? Nooo... on chce się zabawić a ja go kocham...Czy ja jestem mądra !? Kocham chłopaka który w tym momencie chce mnie zgwałcić...
-Jeszcze stanik...
Zdjęłam i szybko zakryłam piersi rękoma.
-Weź ręce,kazałem ci zdjąć koszule.
-Prze..przepraszam.
-Dobrze,następnym razem rób co ci każe,a teraz bierz go do buzi...-powiedział , chwycił za kolegę i przystawił mi do buzi.
-Ale.. ja nigdy...
-Nigdy nie ssałaś kutasa ?
-Nie...
-To pora to zmienić,już.
Mam ochotę wymiotować...Przełknęłam ślinę i otworzyłam usta. Juss "wszedł" w nie.Dławiłam się,robiłam to powoli,ale jemu się chyba nie podobało i chwycił mnie za głowę.Zaczął pieprzyć moje usta,czułam go w gardle,kaszlnęłam,i... ugryzłam go,przypadkowo...~<Co ja piszę ?! >
-Co to suko miało być!?
-Ale ja...
-Mam to w dupie miało mi być dobrze a teraz cierpię...
Kto tu ma gorzej ja czy on?Zaczęłam jeszcze bardziej płakać.
-Dobra, rozbieraj spodnie...
-Ale ja nie chcę....-powiedziałam i zwinęłam się w kłębek.
Justin poszedł do toalety a zaraz wrócił w bokserkach.Wypuściłam z siebie powietrze.
-Trzeba cię nauczyć robić loda...-zaczął.
-Ale ja mówiłam już.
-Dobra,próbujemy jeszcze raz ???
-Justin...
-Nie ma Justin,chodź zrobisz po swojemu...tylko potem przyśpiesz-zaśmiał się.
Do prawdy to nie było wcale śmieszne.Ciągnął bokserki do kolan.
-No jedziesz mała...
-Yhy....
Ponownie zaczęłam mu robić loda,starałam się...
-Lepiej już...-mruknął.
Boże... masakra jak Meg też to przeżywa to jej współczuje,bardziej niż mi... Bo Marcel... szkoda się nawet wypowiadać.Skończyłam.Chłopak spuścił mi się na twarz .Bleee.... pobiegłam do łazienki by to zmyć...
środa, 25 września 2013
14."Nie mów tak do mnie!!! "
Ale mam pecha w życiu i musiałam się wywalić o pierwszy lepszy korzeń...
-Megannn!!! Help !
Megi podbiegła do mnie i pomogła mi wstać ale było za późno,Marcel chwycił Meg za nadgarstki a mnie Justin.
-Puszczaj !!!-krzyknęła Megan
-Zamknij ryj ! Uciekłaś suko!-wrzeszczał Marsel .
Megi od razu miała łzy w oczach.To jest masakra co oni nam robią!Wybuchła płaczem a potem ja...Chłopcy nas szarpnęli i zaprowadzili do domku.Posadzili na sofie i związali-nogi i ręce...Nie panowałam nad sobą.
-Pierdol się !!!-krzyknęłam i oplułam Justina.
-Ty...
Zrobił się momentalnie czerwony,zacisnął dłonie w pięści.
-Stary,nie bij jej...-powiedział Marcel.
-Należy się jej!!! IM !!!
Widziałam jak jego ręce drżały...Popatrzyłam na Megan kątem oka.Zaciskała oczy,nie chciała tego widzieć,wyszeptała..."Niech jej nic nie będzie"Wystraszyłam się po czym dostałam w twarz,nie wiedziałam co się dzieje,usłyszałam tylko;
-Nieee-pisk Meg
-Stary coś ty zrobił....
Dalej nie pamiętam nic...Obudziłam się , siedział ktoś koło mnie myślałam że to Megan ale się myliłam...Nie było jej,to był Justin.
-Gdzie Megan!? Leszczu...
-Nie mów tak do mnie!!!
-Bo co znowu mnie uderzysz...Jestem słaba psychicznie ale wiesz... co...-zaczęły mi się oczy świecić.-Ja...w głębi kocham ból...
Justin nie wiedział co powiedzieć,siedział cicho.
-Więc mnie możesz bić ! Mam to w dupie ! Gdzie Megan!?
-Przestań krzyczeć!!-wstał i poszedł do kuchni.
Za chwilę wrócił i przyłożył mi nóż do gardła.
-Masz mnie słuchać...-wyszeptał mi do ucha-Bo jak nie...-poczułam ostrze noża na mojej szyi.
Przełknęłam głośno ślinę.
-Nie zrobisz tego...-powiedziała Megan która stała w drzwiach,bez ruchu.-Nie..nie możesz...
-Owszem skarbie może...-powiedział Marcel i wchodząc z toalety.
Ja tak siedziałam,Megi stała bez ruchu a Marsel podszedł do niej i zaczął ją całować,ona nie wykonywała żadnego ruchu tylko patrzyła się na Justina.Potem kolega Juss'a zaciągnął Megan na górę,Justin poszedł za nim a mnie zostawili tutaj samą na krześle... Boję się ....
-Megannn!!! Help !
Megi podbiegła do mnie i pomogła mi wstać ale było za późno,Marcel chwycił Meg za nadgarstki a mnie Justin.
-Puszczaj !!!-krzyknęła Megan
-Zamknij ryj ! Uciekłaś suko!-wrzeszczał Marsel .
Megi od razu miała łzy w oczach.To jest masakra co oni nam robią!Wybuchła płaczem a potem ja...Chłopcy nas szarpnęli i zaprowadzili do domku.Posadzili na sofie i związali-nogi i ręce...Nie panowałam nad sobą.
-Pierdol się !!!-krzyknęłam i oplułam Justina.
-Ty...
Zrobił się momentalnie czerwony,zacisnął dłonie w pięści.
-Stary,nie bij jej...-powiedział Marcel.
-Należy się jej!!! IM !!!
Widziałam jak jego ręce drżały...Popatrzyłam na Megan kątem oka.Zaciskała oczy,nie chciała tego widzieć,wyszeptała..."Niech jej nic nie będzie"Wystraszyłam się po czym dostałam w twarz,nie wiedziałam co się dzieje,usłyszałam tylko;
-Nieee-pisk Meg
-Stary coś ty zrobił....
Dalej nie pamiętam nic...Obudziłam się , siedział ktoś koło mnie myślałam że to Megan ale się myliłam...Nie było jej,to był Justin.
-Gdzie Megan!? Leszczu...
-Nie mów tak do mnie!!!
-Bo co znowu mnie uderzysz...Jestem słaba psychicznie ale wiesz... co...-zaczęły mi się oczy świecić.-Ja...w głębi kocham ból...
Justin nie wiedział co powiedzieć,siedział cicho.
-Więc mnie możesz bić ! Mam to w dupie ! Gdzie Megan!?
-Przestań krzyczeć!!-wstał i poszedł do kuchni.
Za chwilę wrócił i przyłożył mi nóż do gardła.
-Masz mnie słuchać...-wyszeptał mi do ucha-Bo jak nie...-poczułam ostrze noża na mojej szyi.
Przełknęłam głośno ślinę.
-Nie zrobisz tego...-powiedziała Megan która stała w drzwiach,bez ruchu.-Nie..nie możesz...
-Owszem skarbie może...-powiedział Marcel i wchodząc z toalety.
Ja tak siedziałam,Megi stała bez ruchu a Marsel podszedł do niej i zaczął ją całować,ona nie wykonywała żadnego ruchu tylko patrzyła się na Justina.Potem kolega Juss'a zaciągnął Megan na górę,Justin poszedł za nim a mnie zostawili tutaj samą na krześle... Boję się ....
wtorek, 24 września 2013
13."Oj ta moja inteligenta "Siostra"... "
-Ej... a może by to zębami przegryź ?-zaproponowała mądra Megi.
-Tak...na pewno to przegryziesz...Mądra ty...
-Tak wiem.Taka se ja xD-powiedziała i zaczęła gryźć linę.
Tak ta lina była taka:
Oj ta moja inteligenta "Siostra"...Przynajmniej umiała mnie rozbawić,ale był jeden problem...muszę sikuuuuu.
Po chwili usłyszeliśmy kroki,był to Justin i Marcel. Usidli koło nas.
-Co kochana, nie chce ci się czasem ssssssiiiiku...-denerwował mnie Juss.
Zrobiłam kwaśną minę.
-Jednak tak.. dobra leć.-powiedział i rozwiązał mnie.
Ja dostałam takiego kopa jak by mnie koń gonił i pobiegłam do łazienki,zrobiłam to co miałam zrobić... Boże,ale ulga. ;) Poszłam do salonu, Marcel rozwiązał Meg i zaczął się do niej dobierać.Masakra.Ja postanowiłam że trzeba posprzątać ten syf na stole schyliłam się i podniosłam talerz,po czym poczułam klapsa na tyłku.Popatrzyłam się na Justina który stał za mną i się śmiał jak leci.Po chwili nie wytrzymałam.
-Możesz przestać!?Jak masz mnie zgwałcić to zrób to i mnie zabij!!! Mam dość życia w niepewności i samotności!!!-straciłam kontrolę nad tym co mówię,krzyczałam to co mi ślina na język popadnie.
Justin zaczął mnie całować.Nie wiedziałam sama czy tego chcę czy nie...Ale po chwili go odepchnęłam.
-Pocałunek-najlepsza rzecz która uspokoi kobietę - powiedział Marcel .
-No chyba nie....-burknęła Megi.
Ja stałam i kiwałam głową typu " nie " i patrzyłam się na Justina.
-Ej,śliczna to na razie tylko pocałunek.
-No właśnie na razie - powiedziała Megan.
Ja ze złością siadłam obok niej na sofie.
-No to kochana,jesteś dziewicą ? -zapytał Marcel Megi.
Ona mu nie odpowiedziała tylko chwyciła się za głowę.
-Nooo odpowiadaj!-podniósł ton.
-No tak...-powiedziała wystraszona Meg .
-To fajnie-uśmiechnął się zadziornie Marsel.
Megan zmarszczyła brwi.Popatrzyłam na Justina który chciał coś powiedzieć,ponieważ otworzył usta .
-Jeśli o to chodzi to nie mów nic...-powiedziałam.
Zamknął więc swoje usta które przyznam świetnie całowały...Mmmmmm....
-Dobra stary,musimy pogadać,chodź na górę.-powiedział Marcel do Juss'a .
Chłopaki bez zastanowienia i dłuższych dialogów poszli do góry,a ja z Megi zastałyśmy same i rozwiązane na parterze wiec co robimy... Uciekamy!!!Podeszłyśmy do drzwi były zamknięte,ale my mądre a w szczególności Meg <haha> otwarłyśmy wsuwką.
-Wolność...
-Dokładnie, ale szybko.
-Ale gdzie mamy biec ???-zapytałam.
-Przed siebie !!!-krzyknęła Megan ale w tym samym czasie chłopcy schodzili po schodach...Mamy pecha.
Mamy jeszcze może jakieś szanse więc bez dłuższego stania w miejscu zaczęłyśmy biec przed siebie, Wow o mało nie dowaliłam do drzewa...
-Tak...na pewno to przegryziesz...Mądra ty...
-Tak wiem.Taka se ja xD-powiedziała i zaczęła gryźć linę.
Tak ta lina była taka:
Oj ta moja inteligenta "Siostra"...Przynajmniej umiała mnie rozbawić,ale był jeden problem...muszę sikuuuuu.
Po chwili usłyszeliśmy kroki,był to Justin i Marcel. Usidli koło nas.
-Co kochana, nie chce ci się czasem ssssssiiiiku...-denerwował mnie Juss.
Zrobiłam kwaśną minę.
-Jednak tak.. dobra leć.-powiedział i rozwiązał mnie.
Ja dostałam takiego kopa jak by mnie koń gonił i pobiegłam do łazienki,zrobiłam to co miałam zrobić... Boże,ale ulga. ;) Poszłam do salonu, Marcel rozwiązał Meg i zaczął się do niej dobierać.Masakra.Ja postanowiłam że trzeba posprzątać ten syf na stole schyliłam się i podniosłam talerz,po czym poczułam klapsa na tyłku.Popatrzyłam się na Justina który stał za mną i się śmiał jak leci.Po chwili nie wytrzymałam.
-Możesz przestać!?Jak masz mnie zgwałcić to zrób to i mnie zabij!!! Mam dość życia w niepewności i samotności!!!-straciłam kontrolę nad tym co mówię,krzyczałam to co mi ślina na język popadnie.
Justin zaczął mnie całować.Nie wiedziałam sama czy tego chcę czy nie...Ale po chwili go odepchnęłam.
-Pocałunek-najlepsza rzecz która uspokoi kobietę - powiedział Marcel .
-No chyba nie....-burknęła Megi.
Ja stałam i kiwałam głową typu " nie " i patrzyłam się na Justina.
-Ej,śliczna to na razie tylko pocałunek.
-No właśnie na razie - powiedziała Megan.
Ja ze złością siadłam obok niej na sofie.
-No to kochana,jesteś dziewicą ? -zapytał Marcel Megi.
Ona mu nie odpowiedziała tylko chwyciła się za głowę.
-Nooo odpowiadaj!-podniósł ton.
-No tak...-powiedziała wystraszona Meg .
-To fajnie-uśmiechnął się zadziornie Marsel.
Megan zmarszczyła brwi.Popatrzyłam na Justina który chciał coś powiedzieć,ponieważ otworzył usta .
-Jeśli o to chodzi to nie mów nic...-powiedziałam.
Zamknął więc swoje usta które przyznam świetnie całowały...Mmmmmm....
-Dobra stary,musimy pogadać,chodź na górę.-powiedział Marcel do Juss'a .
Chłopaki bez zastanowienia i dłuższych dialogów poszli do góry,a ja z Megi zastałyśmy same i rozwiązane na parterze wiec co robimy... Uciekamy!!!Podeszłyśmy do drzwi były zamknięte,ale my mądre a w szczególności Meg <haha> otwarłyśmy wsuwką.
-Wolność...
-Dokładnie, ale szybko.
-Ale gdzie mamy biec ???-zapytałam.
-Przed siebie !!!-krzyknęła Megan ale w tym samym czasie chłopcy schodzili po schodach...Mamy pecha.
Mamy jeszcze może jakieś szanse więc bez dłuższego stania w miejscu zaczęłyśmy biec przed siebie, Wow o mało nie dowaliłam do drzewa...
niedziela, 22 września 2013
12." Co wy do kur*y nędzy robicie !?"
-Wstawaj!
Obudziła mnie Megan,stała i szturchała mnie w ramię...
-Co...jest?Jesteśmy w domu to sen...spóźniłam się do szkoły ???-powiedziałam megaaaa zaspana.
-Nooo... właśnie nie...-powiedziała i zrobiła smutną minę.-Chodź.
Wstałam i poszłam za nią,doszłyśmy do salonu,stał tam telewizor...Leciały wiadomości.Megi ogląda wiadomości ? Że co !?
-Siadaj.-powiedziała wskazując na kanapę.
Oglądamy,oglądamy a tu nagle:
"Madelaine Wood oraz Victoria Young zostały porwane nie wiadomo przez kogo oraz gdzie się obecnie znajdują. Policja próbuje ich namierzyć ale bez skutku."
Nagle na ekranie telewizora pojawiły się 2 płaczące kobiety tak jedna z nich to była moja mama a druga to mama Megi. Mówiły :
"Proszę pomóżcie nam,jeśli to oglądasz a porwałeś nasze córki nie rób im nic złego...Prosimy.Kochamy was"
Zaczęłyśmy tak głośno płakać że chłopcy zbiegli z góry,my w tym czasie tuliłyśmy się do TV.
-Co wy do kur*y nędzy robicie !?
-My...my je...-zaczęłyśmy jeszcze bardziej płakać.
Myślałam że bardziej się nie da ryczeć ale jednak...
-Wyłączaj to!-krzykną Marcel i wziął pilota a następnie wyłączył telewizor.
-Siadać! Nie będziemy się tak bawić !-wrzeszczał Juss.
-Ale że jak...-nie wiedziałam o co chodzi.
-Pozwoliliśmy wam oglądać TV!? No nie!!!
Co zero kontaktów ze światem ?No super...
Nagle Marcel zniknął, ale.. zaraz się pojawił z sznurkiem.Zaczął nam wiązać ręce.
-Teraz będziecie grzeczne-mówił i dalej wiązał.
Skończył...Kurcze chce mi się sikuuuu. Co mam zrobić!? Jak zdejmę spodnie jak mam związane ręce!?Może mnie odwiążą...
-Justin...muszę do toalety...
-Dobra,chodź.
-Ale..ale że z tobą ?
-Nooo... a kto ci spodnie zdejmie ?
-...
Czy to było przemyślane ?Nie wiem ale wiem jedno...on mi tego nie zrobi!Wolę się już zlać w majty < xDDD>
-Nie wiesz co....nie odechciało mi się.
-Dobra,mam cię gdzieś.
Tak, cieszę się ja też go... kurcze nie mam gdzieś!On po chwili wyszli do góry,a ja i Meg musiałyśmy zostać tu związane bez jedzenia picia i co najgorsze...toalety.
Obudziła mnie Megan,stała i szturchała mnie w ramię...
-Co...jest?Jesteśmy w domu to sen...spóźniłam się do szkoły ???-powiedziałam megaaaa zaspana.
-Nooo... właśnie nie...-powiedziała i zrobiła smutną minę.-Chodź.
Wstałam i poszłam za nią,doszłyśmy do salonu,stał tam telewizor...Leciały wiadomości.Megi ogląda wiadomości ? Że co !?
-Siadaj.-powiedziała wskazując na kanapę.
Oglądamy,oglądamy a tu nagle:
"Madelaine Wood oraz Victoria Young zostały porwane nie wiadomo przez kogo oraz gdzie się obecnie znajdują. Policja próbuje ich namierzyć ale bez skutku."
Nagle na ekranie telewizora pojawiły się 2 płaczące kobiety tak jedna z nich to była moja mama a druga to mama Megi. Mówiły :
"Proszę pomóżcie nam,jeśli to oglądasz a porwałeś nasze córki nie rób im nic złego...Prosimy.Kochamy was"
Zaczęłyśmy tak głośno płakać że chłopcy zbiegli z góry,my w tym czasie tuliłyśmy się do TV.
-Co wy do kur*y nędzy robicie !?
-My...my je...-zaczęłyśmy jeszcze bardziej płakać.
Myślałam że bardziej się nie da ryczeć ale jednak...
-Wyłączaj to!-krzykną Marcel i wziął pilota a następnie wyłączył telewizor.
-Siadać! Nie będziemy się tak bawić !-wrzeszczał Juss.
-Ale że jak...-nie wiedziałam o co chodzi.
-Pozwoliliśmy wam oglądać TV!? No nie!!!
Co zero kontaktów ze światem ?No super...
Nagle Marcel zniknął, ale.. zaraz się pojawił z sznurkiem.Zaczął nam wiązać ręce.
-Teraz będziecie grzeczne-mówił i dalej wiązał.
Skończył...Kurcze chce mi się sikuuuu. Co mam zrobić!? Jak zdejmę spodnie jak mam związane ręce!?Może mnie odwiążą...
-Justin...muszę do toalety...
-Dobra,chodź.
-Ale..ale że z tobą ?
-Nooo... a kto ci spodnie zdejmie ?
-...
Czy to było przemyślane ?Nie wiem ale wiem jedno...on mi tego nie zrobi!Wolę się już zlać w majty < xDDD>
-Nie wiesz co....nie odechciało mi się.
-Dobra,mam cię gdzieś.
Tak, cieszę się ja też go... kurcze nie mam gdzieś!On po chwili wyszli do góry,a ja i Meg musiałyśmy zostać tu związane bez jedzenia picia i co najgorsze...toalety.
sobota, 21 września 2013
11."Czyli.. wy... chcecie nas... zabić ?"
Zawieźli nas na cmentarz.Przeszły mnie dreszcze,Megi miała gęsią skórkę.On chcieli nas zabić!?Nie wiedziałam czy mam zacząć krzyczeć czy nie.Auto stanęło.
-Wysiadajcie-powiedział Justin.
-Do..dobrze-odpowiedziałam mu.
Tak też zrobiliśmy jak nam kazali. Po chwili Megan się odezwała.
-Czyli.. wy... chcecie nas... zabić ?
Justin pokiwał głową że nie i poszedł a my za nim szliśmy między pustymi dołami na ludzi oraz innymi grobami.Koszmarne miejsce,a ja jeszcze mam paniczny lęk przed miejscami nawiedzonymi i duchami...Juss zatrzymał się przy jednym grobie,obok niego były dwie wielkie,wykopane dziury.Kiwnął ręką abyśmy szli w jego stronę.Stanęliśmy obok grobu na którym widniały imiona :
"John oraz Diana Bieber"
Boże to... chyba nie jego rodzice,ale po co ona nas tu przywiózł !?Popatrzyłam się na niego,łza leciała mu po policzku.Nie wiedziałam co mam myśleć,chłopak który mnie porwał,groził mi i mojej mamie że mnie zabije ma uczucia?
-Justin...-zaczął Marcel .
-Nie stary jest ok-powiedział i przetarł łzę ręką.
Miałam mętlik w głowie,pomodliłam się w myślach o jego rodziców.
-Chodźmy już.-stwierdził Juss.
Weszliśmy do samochodu i udaliśmy się w stronę.. hm.. dla nich domu a dla nas z Megi więzienia.Weszliśmy i otwarliśmy drzwi.Siedliśmy w 4 na kanapie .Wolałam z Megan iść do góry ale nie....Męczyła mnie ta sytuacja,Justin siedział z głową w dół a Marcel dobierał się do Megi.
-Justin...co jest ? -zapytałam nie pewnie.
-Nie twoja sprawa!
-Ale...ja chcę wiedzieć za kogo się modliłam i po co nas tam zawiozłeś.
-Po co się za nich modliłaś !?-warknął na mnie.
-Bo... mieli takie samo nazwisko jak ty,to pewnie twoi rodzice...
-Nie uważam ich za rodziców.
-Ale czemu?
-Oni byli nienormalni dobrze że zdechli !
-Ale Justin,nie krzycz spokojnie,mów...-powiedziałam i głaszcząc go po ramieniu.
-Słuchaj, oni mnie nawet nie kochali czaisz?! Chlali jak leci i kiedy miałem 15 lat,oni oni... umarli!Musiałem kraść żeby przeżyć!
-Ale...nie miałeś nikogo bliskiego ? -zapytał Marcel,on też nie wiedział tego o Justinie.
Wszyscy czekaliśmy aż opowie nam co było dalej.
-Miałem dziewczynę,ale ona mnie zostawiła kiedy jej potrzebowałem!Kiedy zaczęły się problemy z psami!-krzyczał i pobiegł na górę.
Nie wiedziałam co o tym myśleć...On nie lubi miłości bo jej...nie miał,albo...Sama już nie wiem!
Poszłam do niego na górę.Siedział na łóżku.
-Juss...
-Odejdź !
-Ale...
-Nie ma kur*a ale!Jesteś dla mnie tylko zabawką,po co Ci to mówiłem !? To to samo jak bym się zwierzał dmuchanej lalce albo dziwce!
Zaczęłam płakać.Stałam bez ruchu i się na niego patrzyłam.
-Boli mnie to wiesz!!!-krzyknęłam na niego,chyba pierwszy raz.
Po czym opadłam na podłogę,miałam dość tego strachu, niepewności czy mi coś zrobi czy nie, tęsknoty za mamą i siostrą.Miałam dość,najchętniej podcięła sobie żyły ale nie mogłam zostawić Megan .Chłopak wstał,myślałam że podejdzie do mnie i przeprosi ale.. to tylko moje myśli,przeszedł obojętnie obok mnie i wyszedł z pokoju.Podeszłam do łóżka i położyłam się krzycząc w poduszę.Po chwili przyszła Megan.
-Ej co jest ???-zapytała.
-Co jest !? Mam tego dość!
-A myślisz że je nie mam?Jestem tu dla ciebie.
-A ja dla ciebie.
Przytuliła mnie mocno.Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy ale po chwili usłyszeliśmy krzyk.
-MEGAN!!!!-darł się Marcel.
-Boję się...-powiedziała Megi idąc w stronę drzwi.
Chciałam iść z nią ale... Justin zagrodził mi wyjście.Popatrzyłam się na niego i pobiegłam na łóżko.
-Ubieraj się idziemy spać.
Zrobiłam głęboki oddech .
-Nie dysz mi tu,tylko przebieraj się.-powiedział i rzucił we mnie jego bluzką.
Chciałam wyjść... ale nie pozwolił mi.Kazał przebierać się tutaj.Zdjęłam spodnie i bluzkę.Powiedziałam sobie że za żadne skarby nie zdejmę bielizny...o nie.Ubrałam się i położyłam na łóżko.Chciałam zasnąć ale nie mogłam...Słyszałam jak Marcel krzyczy na Megi a ona głośno płacze...To jest koszmar co oni robią!
-Justin mogę iść do Megan ją pocieszyć???-zapytałam przez łzy.
-Laleczko...czemu płaczesz ?
Tylko nie to : "laleczko".
-Czemu?Mu tu przechodzimy horror a ty się pytasz czemu ?
-Nie przesadzaj...na razie horror później porn...
-Nie mów tego.proszę..-przerwałam mu.
On myśli że to fajne ? Ja cię przetrzymują i chcą zgwałcić!? Szczerze jedyny plus tej sprawy to to że są ładni...a Juss dla mnie jest nie ziemski...Tak i po tych moich przemyśleniach poszłam spać...
-Wysiadajcie-powiedział Justin.
-Do..dobrze-odpowiedziałam mu.
Tak też zrobiliśmy jak nam kazali. Po chwili Megan się odezwała.
-Czyli.. wy... chcecie nas... zabić ?
Justin pokiwał głową że nie i poszedł a my za nim szliśmy między pustymi dołami na ludzi oraz innymi grobami.Koszmarne miejsce,a ja jeszcze mam paniczny lęk przed miejscami nawiedzonymi i duchami...Juss zatrzymał się przy jednym grobie,obok niego były dwie wielkie,wykopane dziury.Kiwnął ręką abyśmy szli w jego stronę.Stanęliśmy obok grobu na którym widniały imiona :
"John oraz Diana Bieber"
Boże to... chyba nie jego rodzice,ale po co ona nas tu przywiózł !?Popatrzyłam się na niego,łza leciała mu po policzku.Nie wiedziałam co mam myśleć,chłopak który mnie porwał,groził mi i mojej mamie że mnie zabije ma uczucia?
-Justin...-zaczął Marcel .
-Nie stary jest ok-powiedział i przetarł łzę ręką.
Miałam mętlik w głowie,pomodliłam się w myślach o jego rodziców.
-Chodźmy już.-stwierdził Juss.
Weszliśmy do samochodu i udaliśmy się w stronę.. hm.. dla nich domu a dla nas z Megi więzienia.Weszliśmy i otwarliśmy drzwi.Siedliśmy w 4 na kanapie .Wolałam z Megan iść do góry ale nie....Męczyła mnie ta sytuacja,Justin siedział z głową w dół a Marcel dobierał się do Megi.
-Justin...co jest ? -zapytałam nie pewnie.
-Nie twoja sprawa!
-Ale...ja chcę wiedzieć za kogo się modliłam i po co nas tam zawiozłeś.
-Po co się za nich modliłaś !?-warknął na mnie.
-Bo... mieli takie samo nazwisko jak ty,to pewnie twoi rodzice...
-Nie uważam ich za rodziców.
-Ale czemu?
-Oni byli nienormalni dobrze że zdechli !
-Ale Justin,nie krzycz spokojnie,mów...-powiedziałam i głaszcząc go po ramieniu.
-Słuchaj, oni mnie nawet nie kochali czaisz?! Chlali jak leci i kiedy miałem 15 lat,oni oni... umarli!Musiałem kraść żeby przeżyć!
-Ale...nie miałeś nikogo bliskiego ? -zapytał Marcel,on też nie wiedział tego o Justinie.
Wszyscy czekaliśmy aż opowie nam co było dalej.
-Miałem dziewczynę,ale ona mnie zostawiła kiedy jej potrzebowałem!Kiedy zaczęły się problemy z psami!-krzyczał i pobiegł na górę.
Nie wiedziałam co o tym myśleć...On nie lubi miłości bo jej...nie miał,albo...Sama już nie wiem!
Poszłam do niego na górę.Siedział na łóżku.
-Juss...
-Odejdź !
-Ale...
-Nie ma kur*a ale!Jesteś dla mnie tylko zabawką,po co Ci to mówiłem !? To to samo jak bym się zwierzał dmuchanej lalce albo dziwce!
Zaczęłam płakać.Stałam bez ruchu i się na niego patrzyłam.
-Boli mnie to wiesz!!!-krzyknęłam na niego,chyba pierwszy raz.
Po czym opadłam na podłogę,miałam dość tego strachu, niepewności czy mi coś zrobi czy nie, tęsknoty za mamą i siostrą.Miałam dość,najchętniej podcięła sobie żyły ale nie mogłam zostawić Megan .Chłopak wstał,myślałam że podejdzie do mnie i przeprosi ale.. to tylko moje myśli,przeszedł obojętnie obok mnie i wyszedł z pokoju.Podeszłam do łóżka i położyłam się krzycząc w poduszę.Po chwili przyszła Megan.
-Ej co jest ???-zapytała.
-Co jest !? Mam tego dość!
-A myślisz że je nie mam?Jestem tu dla ciebie.
-A ja dla ciebie.
Przytuliła mnie mocno.Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy ale po chwili usłyszeliśmy krzyk.
-MEGAN!!!!-darł się Marcel.
-Boję się...-powiedziała Megi idąc w stronę drzwi.
Chciałam iść z nią ale... Justin zagrodził mi wyjście.Popatrzyłam się na niego i pobiegłam na łóżko.
-Ubieraj się idziemy spać.
Zrobiłam głęboki oddech .
-Nie dysz mi tu,tylko przebieraj się.-powiedział i rzucił we mnie jego bluzką.
Chciałam wyjść... ale nie pozwolił mi.Kazał przebierać się tutaj.Zdjęłam spodnie i bluzkę.Powiedziałam sobie że za żadne skarby nie zdejmę bielizny...o nie.Ubrałam się i położyłam na łóżko.Chciałam zasnąć ale nie mogłam...Słyszałam jak Marcel krzyczy na Megi a ona głośno płacze...To jest koszmar co oni robią!
-Justin mogę iść do Megan ją pocieszyć???-zapytałam przez łzy.
-Laleczko...czemu płaczesz ?
Tylko nie to : "laleczko".
-Czemu?Mu tu przechodzimy horror a ty się pytasz czemu ?
-Nie przesadzaj...na razie horror później porn...
-Nie mów tego.proszę..-przerwałam mu.
On myśli że to fajne ? Ja cię przetrzymują i chcą zgwałcić!? Szczerze jedyny plus tej sprawy to to że są ładni...a Juss dla mnie jest nie ziemski...Tak i po tych moich przemyśleniach poszłam spać...
czwartek, 19 września 2013
10."Rozdzielimy was."
Wstałam,to znaczy obudził mnie Justin, a jak ?! Dobierał się do mnie...
-O... wstałaś-powiedział i mnie pocałował.
-Tsaaa...
-Podoba się pobudka ?-zapytał.
Skrzywiłam się.
-Posłuchaj,musisz się przyzwyczaić.-powiedział i wstał z łóżka.Wyszedł chyba do toalety...Popstrzyłam w bok,było otwarte okno,ale... jak wychyliłam się przez nie na dole były takie hmmm... bale z drewna,takie ostre .Stałam tak i patrzyłam się w dół.
-Chyba nie skoczysz ?-zapytała mnie ze łzami Megi.
-Nie... nie zostawię cię-powiedziałam , podeszłam do niej i się przytuliłam mocno.W drzwiach stał Marcel i Justin.
-Do niej to się tulisz a do mnie już nie... chyba trzeba to zmienić.-powiedział Marcel.
-Ale...że jak,chcesz to zmienić.
-Rozdzielimy was.-powiedział Justin.
-Ale wy... wy nie możecie...-próbowałam nas ratować
-Na prawdę !?-krzyknął Marcel.
-Zrobimy dla was wszystko!-krzyknęła Megan i zaraz pożałowała tych słów.
-No to na kolana.-powiedział kolega Juss'a
-Ale żee...-przełknęłam ślinę -Żeee...
-Robicie nam loda.-powiedział Justin.
Zaczęłyśmy płakać megaaa głośno.
-Ja nie... ja nie chcę-mówiła Megi przez łzy.
Ja niestety nie mogłam nic z siebie wykrztusić.
-Damy im czas... hmmm ??? -zaproponował Marcel.
Może miał serce...Justin popatrzył się na chłopaka z miną,jakby chciał przez nią powiedzieć:Nie chcę czekać.
-Masz... racje,damy czas.
Popatrzyłam się na Megan i przytuliłam się do niej.Chłopcy wzięli nas i zaprowadzili do łazienki,podali ciuchy.
-Przebieżcie się i doprowadźcie do normalnego stanu.Do jedziemy...
Poszłyśmy do toalety i się przebrałyśmy.
-Vicki... boję się gdzie nas wywiozą?
-Bo ja wiem... nie chcemy się słuchać...może stwierdzili że trzeba to skończyć bo z nas pożytku nie ma.
-Nie wiem,po prostu nie wiem.
Spięłyśmy włosy w wysokie kucyki.Przeczyściłam okulary i wyszłyśmy.Stał tam Marcel,czekał na nas.
-Gdzie Justin???-zapytałam.
-W aucie,idziemy.-powiedział i szarpnął nas w stronę wyjścia.Kazali wsiąść do auta.Nie sprzeciwiałyśmy się.Jechaliśmy daleko,chyba poza miasto.Że co!?Zaczęłam płakać jak dowiedziałam się gdzie nas zawieźli .Megan siedziała jak wryta.Boże nie mogę w to uwierzyć że jesteśmy tu ! Boję się !!! On nas zwieźli do...
-O... wstałaś-powiedział i mnie pocałował.
-Tsaaa...
-Podoba się pobudka ?-zapytał.
Skrzywiłam się.
-Posłuchaj,musisz się przyzwyczaić.-powiedział i wstał z łóżka.Wyszedł chyba do toalety...Popstrzyłam w bok,było otwarte okno,ale... jak wychyliłam się przez nie na dole były takie hmmm... bale z drewna,takie ostre .Stałam tak i patrzyłam się w dół.
-Chyba nie skoczysz ?-zapytała mnie ze łzami Megi.
-Nie... nie zostawię cię-powiedziałam , podeszłam do niej i się przytuliłam mocno.W drzwiach stał Marcel i Justin.
-Do niej to się tulisz a do mnie już nie... chyba trzeba to zmienić.-powiedział Marcel.
-Ale...że jak,chcesz to zmienić.
-Rozdzielimy was.-powiedział Justin.
-Ale wy... wy nie możecie...-próbowałam nas ratować
-Na prawdę !?-krzyknął Marcel.
-Zrobimy dla was wszystko!-krzyknęła Megan i zaraz pożałowała tych słów.
-No to na kolana.-powiedział kolega Juss'a
-Ale żee...-przełknęłam ślinę -Żeee...
-Robicie nam loda.-powiedział Justin.
Zaczęłyśmy płakać megaaa głośno.
-Ja nie... ja nie chcę-mówiła Megi przez łzy.
Ja niestety nie mogłam nic z siebie wykrztusić.
-Damy im czas... hmmm ??? -zaproponował Marcel.
Może miał serce...Justin popatrzył się na chłopaka z miną,jakby chciał przez nią powiedzieć:Nie chcę czekać.
-Masz... racje,damy czas.
Popatrzyłam się na Megan i przytuliłam się do niej.Chłopcy wzięli nas i zaprowadzili do łazienki,podali ciuchy.
-Przebieżcie się i doprowadźcie do normalnego stanu.Do jedziemy...
Poszłyśmy do toalety i się przebrałyśmy.
-Vicki... boję się gdzie nas wywiozą?
-Bo ja wiem... nie chcemy się słuchać...może stwierdzili że trzeba to skończyć bo z nas pożytku nie ma.
-Nie wiem,po prostu nie wiem.
Spięłyśmy włosy w wysokie kucyki.Przeczyściłam okulary i wyszłyśmy.Stał tam Marcel,czekał na nas.
-Gdzie Justin???-zapytałam.
-W aucie,idziemy.-powiedział i szarpnął nas w stronę wyjścia.Kazali wsiąść do auta.Nie sprzeciwiałyśmy się.Jechaliśmy daleko,chyba poza miasto.Że co!?Zaczęłam płakać jak dowiedziałam się gdzie nas zawieźli .Megan siedziała jak wryta.Boże nie mogę w to uwierzyć że jesteśmy tu ! Boję się !!! On nas zwieźli do...
środa, 18 września 2013
9. "To gdzie będziemy spać ?"
Zjadłam to co mi dali.
-To gdzie będziemy spać ?-zapytała Megan .
-Są 2 sypialnie...-zaczął Juss.
-No to my śpimy z Megan w jednej a wy w 2... albo możemy spać nawet na podłodze.-powiedziałam
-Nie kochanieńkie, są 2 łóżka sypialniane czyli zmieszczą się 2 osoby...Ja śpię z Megan a ty z Justinem.
-Że co?Ja z tobą...-zaczęła Megi.
-Skarbie nie ma ale,jasne!
Megan opuściła głowę w dół.Kurczę na prawdę nam spać z Justinem w jednym łóżku...on jest nie obliczany,ale za to taki boski...
Jest 5;00 rano.Chcę spać!!!
-Justin...ja chce spać...
-To chodź skarbie idziemy-powiedział po czym chwycił mnie za rękę,zaciągnął do sypialni na piętrze.
Była biało-niebieska.Na środku stało drewniane łóżko z niebieską pościelą .W kącie stałą szafa,ale co ja mam dać do tej szafy!?Jak nie mam nawet ciuchów.Niebiesko-białe zasłony.Była też komoda oraz stoliki nocne obok łóżka.Justin podszedł do szafki i wyciągnął z niej fioletową bieliznę.Że what!?I ogarnęły mnie dreszcze.
-Wskakuj w to mała...
-Ale Justin nie mam siły... chcę spać...proszę-powiedziałam,łza spłynęła mi po policzku.
-Ej,okej dam ci czas,nie bój się okej...jesteś ze mną bezpieczna.-powiedział i podszedł do mnie bliżej.
Zaczął całować po szyi,policzkach,ustach wszędzie,ja stałam jak wryta.Zdjął z siebie koszule i spodnie,podszedł do szafy i wyciągną swoją bluzkę.Miał pięknie wyrzeźbione ciało.Mrrr...
-Masz.. śpij w tym.
-Dzięki...
Wzięłam bluzkę i chciałam iść do łazienki się przebrać.
-Nie,nie nie stój...tu się przebierasz.- powiedział.
-Ale.. ja...
-Dobra mała ostatni raz...
Pobiegłam do łazienki i przebrałam bluzkę za drzwiami stałą Megan z koszulką Marcela.
-Taaa.. też mi dał bluzkę i się do mnie dobierał -powiedziała.
-A mi pokazał bieliznę.
-Współczuję, idę się przebrać.
Weszła a ja poszłam do Justina.Leżał na łóżku,położyłam się niechętnie obok niego i przykryłam się kołdrą pod nos.Poczułam jak Juss mizia mi dłonią po brzuchu, ale ignorowałam to i momentalnie poszłam spać.
-To gdzie będziemy spać ?-zapytała Megan .
-Są 2 sypialnie...-zaczął Juss.
-No to my śpimy z Megan w jednej a wy w 2... albo możemy spać nawet na podłodze.-powiedziałam
-Nie kochanieńkie, są 2 łóżka sypialniane czyli zmieszczą się 2 osoby...Ja śpię z Megan a ty z Justinem.
-Że co?Ja z tobą...-zaczęła Megi.
-Skarbie nie ma ale,jasne!
Megan opuściła głowę w dół.Kurczę na prawdę nam spać z Justinem w jednym łóżku...on jest nie obliczany,ale za to taki boski...
Jest 5;00 rano.Chcę spać!!!
-Justin...ja chce spać...
-To chodź skarbie idziemy-powiedział po czym chwycił mnie za rękę,zaciągnął do sypialni na piętrze.
Była biało-niebieska.Na środku stało drewniane łóżko z niebieską pościelą .W kącie stałą szafa,ale co ja mam dać do tej szafy!?Jak nie mam nawet ciuchów.Niebiesko-białe zasłony.Była też komoda oraz stoliki nocne obok łóżka.Justin podszedł do szafki i wyciągnął z niej fioletową bieliznę.Że what!?I ogarnęły mnie dreszcze.
-Wskakuj w to mała...
-Ale Justin nie mam siły... chcę spać...proszę-powiedziałam,łza spłynęła mi po policzku.
-Ej,okej dam ci czas,nie bój się okej...jesteś ze mną bezpieczna.-powiedział i podszedł do mnie bliżej.
Zaczął całować po szyi,policzkach,ustach wszędzie,ja stałam jak wryta.Zdjął z siebie koszule i spodnie,podszedł do szafy i wyciągną swoją bluzkę.Miał pięknie wyrzeźbione ciało.Mrrr...
-Masz.. śpij w tym.
-Dzięki...
Wzięłam bluzkę i chciałam iść do łazienki się przebrać.
-Nie,nie nie stój...tu się przebierasz.- powiedział.
-Ale.. ja...
-Dobra mała ostatni raz...
Pobiegłam do łazienki i przebrałam bluzkę za drzwiami stałą Megan z koszulką Marcela.
-Taaa.. też mi dał bluzkę i się do mnie dobierał -powiedziała.
-A mi pokazał bieliznę.
-Współczuję, idę się przebrać.
Weszła a ja poszłam do Justina.Leżał na łóżku,położyłam się niechętnie obok niego i przykryłam się kołdrą pod nos.Poczułam jak Juss mizia mi dłonią po brzuchu, ale ignorowałam to i momentalnie poszłam spać.
8. "Ale..ale gdzie jedziemy ?"
W środku nocy obudził nas Justin.Wpadł jak torpeda.
-Wstawać ! Już !
Wystraszyłyśmy się, nie wiedziałyśmy co się dzieje.
-Wychodzić!!!- powiedział i wypchnął nas na korytarz.
Następnie ciągnął nas w stronę drzwi,były one od tyłu domu.Stał tam duży samochód.Drzwi były otwarte.Za kierownicą siedział Marcel.
-No wsiadać kurwa!!!-krzyczał jak opętany.
Bałyśmy się,więc robiliśmy co nam karzą.
-Ale..ale gdzie jedziemy ?-zapytałam przez łzy.
-Chyba... raczej gdzie nas wywozicie ?-poprawiła mnie Megan .
-Zamknąć się!-krzyknął Marcel .
Justin popatrzył się na mnie i zrobił straszne spojrzenie, po czym dodał :
-Twoja matka miała siedzieć cicho,a powiedziała policji!
-Czyli... że... mnie mnie m... -nie mogłam nic więcej wykrztusić .
-Tak kochanie, zgwałcę cię w lesie i poderżnę gardełko...
-Że co !?-krzyknęła Megan . -Tyy... nie możesz jej...Justin noooo...
Przytuliła się do mnie mocno.Spojrzałam na Justina.
-Proszę,nie rób mi tego...Justin,proszę.
On się zaśmiał i powiedział.
-Była umowa,ale... nie na razie nie.
Oddech łam.Ale na-razie....Popatrzyłam się za siebie pod domem Juss'a było pełno policji.Ktoś powiedział o tym... ale nie moja mama na pewno...on by próbowała sama to rozwiązać.
-Ej...Vicki... to chyba moja mama się bała bo...
-Tak koteczku, miałaś ze 20 nieodebranych od mamuśki a ja odpisałem że już nie wrócisz...-powiedział spokojnie Marcel.
-Że co ?To ja moją zabaweczkę chciałem zabić a to nie jej matki wina...Sorry ślicznotko.-dodał Justin.
Przełknęłam głośno ślinę z Megan, zobaczyliśmy że wjeżdżamy do wielkiego,ciemnego lasu.Oczy nam się zaświeciły.Jak uciekniemy,co oni nam zrobią.Miałam miliony myśli.Boję się tak,cholernie się boję.Jechaliśmy głębiej i głębiej aż w końcu auto stanęło.
-Wysiadać.-warknął Marcel.
-A jak uciekniecie lub spróbujecie uciec ...Nie radzę na prawdę .
Wysiadłyśmy z samochodu.Marcel trzymał Megan za nadgarstki a Juss mnie.Przeszliśmy trochę i zobaczyliśmy dom.Drewniany mały dość domek.
-I tu nas nikt nie znajdzie...-powiedział Justin.
-Siewie-dodał Marcel .
-To...to wygląda jak... jak horror ....-powiedziała Megan .
-Mi się wy wydaje że horror to się dopiero zacznie...-odpowiedziałam.
Chłopcy otwarli drzwi.
-Siadajcie,proszę na kanapie.-powiedział Marcel.
-A ja wam dam coś do jedzenia i picia...
-Nie dzięki...Justin ja ja nie chcę nic tego typu od ciebie...-stwierdziłam
-Nie bój się,nic ci nie dodam... chyba że pigułkę gwałtu.- zaśmiał się.
To nie było śmieszne... w ogóle.Chłopcy przynieśli prowiant, zjeść zjadłam razem z Megan bo byłyśmy tak głodne że nie potrafiłyśmy się oprzeć.Popatrzyłam się na szklankę Juss to zauważył .
-Masz spróbuję...-powiedział i się napił .
-Już masz pij...
-Taaaa....dz dzię...-nie w sumie nie mam za co dziękować.Za porwanie, ej to sorry ale nie!
-Wstawać ! Już !
Wystraszyłyśmy się, nie wiedziałyśmy co się dzieje.
-Wychodzić!!!- powiedział i wypchnął nas na korytarz.
Następnie ciągnął nas w stronę drzwi,były one od tyłu domu.Stał tam duży samochód.Drzwi były otwarte.Za kierownicą siedział Marcel.
-No wsiadać kurwa!!!-krzyczał jak opętany.
Bałyśmy się,więc robiliśmy co nam karzą.
-Ale..ale gdzie jedziemy ?-zapytałam przez łzy.
-Chyba... raczej gdzie nas wywozicie ?-poprawiła mnie Megan .
-Zamknąć się!-krzyknął Marcel .
Justin popatrzył się na mnie i zrobił straszne spojrzenie, po czym dodał :
-Twoja matka miała siedzieć cicho,a powiedziała policji!
-Czyli... że... mnie mnie m... -nie mogłam nic więcej wykrztusić .
-Tak kochanie, zgwałcę cię w lesie i poderżnę gardełko...
-Że co !?-krzyknęła Megan . -Tyy... nie możesz jej...Justin noooo...
Przytuliła się do mnie mocno.Spojrzałam na Justina.
-Proszę,nie rób mi tego...Justin,proszę.
On się zaśmiał i powiedział.
-Była umowa,ale... nie na razie nie.
Oddech łam.Ale na-razie....Popatrzyłam się za siebie pod domem Juss'a było pełno policji.Ktoś powiedział o tym... ale nie moja mama na pewno...on by próbowała sama to rozwiązać.
-Ej...Vicki... to chyba moja mama się bała bo...
-Tak koteczku, miałaś ze 20 nieodebranych od mamuśki a ja odpisałem że już nie wrócisz...-powiedział spokojnie Marcel.
-Że co ?To ja moją zabaweczkę chciałem zabić a to nie jej matki wina...Sorry ślicznotko.-dodał Justin.
Przełknęłam głośno ślinę z Megan, zobaczyliśmy że wjeżdżamy do wielkiego,ciemnego lasu.Oczy nam się zaświeciły.Jak uciekniemy,co oni nam zrobią.Miałam miliony myśli.Boję się tak,cholernie się boję.Jechaliśmy głębiej i głębiej aż w końcu auto stanęło.
-Wysiadać.-warknął Marcel.
-A jak uciekniecie lub spróbujecie uciec ...Nie radzę na prawdę .
Wysiadłyśmy z samochodu.Marcel trzymał Megan za nadgarstki a Juss mnie.Przeszliśmy trochę i zobaczyliśmy dom.Drewniany mały dość domek.
-I tu nas nikt nie znajdzie...-powiedział Justin.
-Siewie-dodał Marcel .
-To...to wygląda jak... jak horror ....-powiedziała Megan .
-Mi się wy wydaje że horror to się dopiero zacznie...-odpowiedziałam.
Chłopcy otwarli drzwi.
-Siadajcie,proszę na kanapie.-powiedział Marcel.
-A ja wam dam coś do jedzenia i picia...
-Nie dzięki...Justin ja ja nie chcę nic tego typu od ciebie...-stwierdziłam
-Nie bój się,nic ci nie dodam... chyba że pigułkę gwałtu.- zaśmiał się.
To nie było śmieszne... w ogóle.Chłopcy przynieśli prowiant, zjeść zjadłam razem z Megan bo byłyśmy tak głodne że nie potrafiłyśmy się oprzeć.Popatrzyłam się na szklankę Juss to zauważył .
-Masz spróbuję...-powiedział i się napił .
-Już masz pij...
-Taaaa....dz dzię...-nie w sumie nie mam za co dziękować.Za porwanie, ej to sorry ale nie!
wtorek, 17 września 2013
7. "Musze to odebrać,moja mama się martwi..."
...Justin i Marcel !?Że Co On!?
-Marcel ?! Co ty..tutaj !?-Megan nie mogła uwierzyć własnym oczom.
-Taaaa... Miałeś racje stary,obydwóm nam wyjdzie na dobrzeeee-zaśmiał się Marcel.
-No wiadomo .
Oni się śmiali a my z Megan ryczałyśmy .Masakra .
-Weź...weź Justin,Marcel wytłumacz cię nam... to...-mówiłam
-No to tak...-zaczął Marcel.
-Ja chodzę z Megi bo niezła z niej dupa, i ma zajebiste cycki.-nie spodziewałam się tego po nim...
-Nie,kochaniutki nie jesteśmy już razem...
-Ty,nie masz nic do gadania!-krzyknął
-No... a Megi szybko znajduje sobie koleżaneczki,niczego sobie...-powiedział Justin.
-I co ???-zapytała Megan.
-I to że mamy was tylko dla NAS,niekumata jesteś...-stwierdził Marcel.
W tym momencie poczułam wibracje,moja mama dzwoniła.Musiałam odebrać,ale jak tylko Justin zobaczył że mam telefon .Kazał swojemu "wspólnikowi"przeszukać Megan.
-Musze to odebrać,moja mama się martwi...-powiedziałam.
-Ja odbiorę.
Wziął mi telefon specjalnie dał na głośnik i powiedział mojej mamie tylko tyle :
"Niech pani posłucha... pani córce nic nie ma, a jak pani zadzwoni na policje to kurwa,zgwałcę pani córę i podetnę jej gardło... Więc lepiej zapomni o swojej córce albo sprawię jej takie cierpienie, że sama będzie się modliła o śmierć..."
Słyszałam jak moja mama prosiła Justina i płakała żeby nic nie robił.Krzyknęłam tylko :
"Mamo.kocham cię,nie bój się!!! "
Jak skończyłam Marcel wziął telefon Megan, a Juss włożył mój do swojej kieszeni.
-To co skarby jutro zaczynamy ?-powiedzieli na raz.
Nie odpowiedziałyśmy im, ja nie mogłam się pozbierać... po tym co on powiedział mojej mamie.Megan mnie próbowała uspokoić..Położyłam się z Megi na materacu i zasnęłam,potem ona... W środku nocy obudził nas..
-Marcel ?! Co ty..tutaj !?-Megan nie mogła uwierzyć własnym oczom.
-Taaaa... Miałeś racje stary,obydwóm nam wyjdzie na dobrzeeee-zaśmiał się Marcel.
-No wiadomo .
Oni się śmiali a my z Megan ryczałyśmy .Masakra .
-Weź...weź Justin,Marcel wytłumacz cię nam... to...-mówiłam
-No to tak...-zaczął Marcel.
-Ja chodzę z Megi bo niezła z niej dupa, i ma zajebiste cycki.-nie spodziewałam się tego po nim...
-Nie,kochaniutki nie jesteśmy już razem...
-Ty,nie masz nic do gadania!-krzyknął
-No... a Megi szybko znajduje sobie koleżaneczki,niczego sobie...-powiedział Justin.
-I co ???-zapytała Megan.
-I to że mamy was tylko dla NAS,niekumata jesteś...-stwierdził Marcel.
W tym momencie poczułam wibracje,moja mama dzwoniła.Musiałam odebrać,ale jak tylko Justin zobaczył że mam telefon .Kazał swojemu "wspólnikowi"przeszukać Megan.
-Musze to odebrać,moja mama się martwi...-powiedziałam.
-Ja odbiorę.
Wziął mi telefon specjalnie dał na głośnik i powiedział mojej mamie tylko tyle :
"Niech pani posłucha... pani córce nic nie ma, a jak pani zadzwoni na policje to kurwa,zgwałcę pani córę i podetnę jej gardło... Więc lepiej zapomni o swojej córce albo sprawię jej takie cierpienie, że sama będzie się modliła o śmierć..."
Słyszałam jak moja mama prosiła Justina i płakała żeby nic nie robił.Krzyknęłam tylko :
"Mamo.kocham cię,nie bój się!!! "
Jak skończyłam Marcel wziął telefon Megan, a Juss włożył mój do swojej kieszeni.
-To co skarby jutro zaczynamy ?-powiedzieli na raz.
Nie odpowiedziałyśmy im, ja nie mogłam się pozbierać... po tym co on powiedział mojej mamie.Megan mnie próbowała uspokoić..Położyłam się z Megi na materacu i zasnęłam,potem ona... W środku nocy obudził nas..
6."Pomocy!!!Ludzie!Jest tam kto!?Help meee!!!!"
Ocknęłam się...boli mnie głowa,nie wiem gdzie jestem,pamiętam tylko że wracałam ze szkoły i robiłam zadnie z chemii,alej już film mi się urwał.Siedziałam chyba na krześle,ręce miałam uwiązane tak samo jak nogi.Gdzie ja do cholery jestem!? To sen!?
-Pomocy!!!Ludzie!Jest tam kto!?Help meee!!!!-zaczęłam się wydzierać ile miałam siły w płucach.
Po chwili usłyszałam jak się drzwi otwierają,usłyszałam kroki i od razu powiedziałam :
-Jak się cieszę że tu ktoś jest...pomóż mi,jestem związana.
Osoba się zaśmiała , po tym stwierdziłam że to jest facet.Oświecił światło .Siedziałam na czerwonym krześle ,ściany były białe a podłoga to były jasne panele podłogowe.W kącie leżał materac w czerwonym prześcieradle...
-Kim jesteś !?- krzyknęłam .
Zauważyłam chłopaka w ciemnych okularach i full cap'ie.Miał czarną bluzę i spodnie typu szerokie rurki <xDDD nie umiem tego za bardzo opisać >.Podszedł do mnie dość blisko.Popatrzyłam się na jego usta...
-Justin !? Czemu mi to robisz ?!
Zaczęłam momentalnie płakać.Tak, poznałam go...Te jego usta,miał takie oooo...słodkie i aż by się je..Dobra uspokój się,on cię porwał !
-Skąd wiedziałaś że to ja ? - zapytał i ściągnął okulary i czapkę .
Nie mogłam mu powiedzieć o ustach...Przeleciałam go wzrokiem od góry do dołu i zauważyłam buty... Miał je ostatnio w szkole...
-Odpowiadaj,jak pytam!-warknął.
-Buty...
-Fuck!O takie szczegóły...
-Możesz mnie wypuścić ??? W ogóle po co mnie trzymasz !?
I w tym momencie przypomniała mi się rozmowa o "zabawce".Kuźwa boję się.Justin rozwiązał mi dłonie.Weszło 2 gości,takich jakby dresów.Jeden nich tyrpnął Juss'a.
-Ej... a podzielisz się zabaweczką ?
Przeszły mnie dreszcze, otwarłam buzie i nie wiedziałam czy mam krzyczeć,płakać czy się śmiać i nie zapytać czy nie jest czasem 1 kwietnia.
-Spadaj!To moja osobista...
-Że...Że co ? J ja jestem t twoją dziwką ?-zaczęłam się jąkać .
-Nie kochanie,jesteś moja prywatną zabawką....-powiedział i odsłonił mi włosy z szyli.
-Nie!Nie jestem!Przestań się ze mną bawić!Wypuść mnie!Idiota!
-Nie poodnoś na mnie głosu!Jeszcze się nie zaczęliśmy bawić!-krzyczał jak opętany .Po czym uderzył mnie z liścia i wyszedł.Nie wiedziałam co robić-płakałam.Przypominało mi się że ja bez telefonu nie wychodzę,napisałam Megan SMS"A.Napisałam :
"Pomóż mi nie wiem gdzie jestem! Justin mnie więzi,ale nie pamiętam co się wczoraj do końca działo,wiem że przyszłam do domu i wzięłam się za zadania...ps. nie dzwoń jak coś odpisz."
Wyłączyłam dźwięk i oczekiwałam na odpowiedz, ale nie trwało to długo,bo Megan tak jak ja bez telefonu się nie rusza.Odpisała mi :
" Okej,poszłaś do Justina a mówiłam żebyś nie szła...Jadę do niego.Zabije go jak ci coś zrobi"
A jak on mnie gdzieś wywiózł...Nie wiem,po prostu,siedziałam i myślałam nad życiem.Napisałam mamie SMS'A."Mamo,nie wiem gdzie jestem,pomóż mi nie wiem jak...Justin mnie porwał i on... Boję się! Nie dzwoń bo mnie usłyszy."Mama mi nie odpisała,ona jest totalnym przeciwieństwem mnie- nie nosi telefonu!
Po jakiś 10 minutach,słyszałam głos Megan...Albo mam przesłuchy.Nie! Jednak nie! Był też głos Juss'a.
Kłócili się. Megan krzyczała na niego że mnie porwał itd. Po chwili drzwi się otworzyły.Miałam taką nadzieję że mnie wypuszczą ale...szkoda że tylko nadzieję! Wypchnęli do mnie jeszcze Megan.
-Słyszysz ty też z nią będziesz siedzieć!!!-krzyczał Justin .
Ona płakała,ja też,ale przytuliłyśmy się do siebie-ona rozwiązała mi nogi.
-Przepraszam że cię też w to wciągam.
-Chciałam Cię uratować i wszystko spierdoliłam!
-Nie mów tak...
Po jakiś 10 minutach drzwi ponownie się otworzyły i wyszedł z nich...
-Pomocy!!!Ludzie!Jest tam kto!?Help meee!!!!-zaczęłam się wydzierać ile miałam siły w płucach.
Po chwili usłyszałam jak się drzwi otwierają,usłyszałam kroki i od razu powiedziałam :
-Jak się cieszę że tu ktoś jest...pomóż mi,jestem związana.
Osoba się zaśmiała , po tym stwierdziłam że to jest facet.Oświecił światło .Siedziałam na czerwonym krześle ,ściany były białe a podłoga to były jasne panele podłogowe.W kącie leżał materac w czerwonym prześcieradle...
-Kim jesteś !?- krzyknęłam .
Zauważyłam chłopaka w ciemnych okularach i full cap'ie.Miał czarną bluzę i spodnie typu szerokie rurki <xDDD nie umiem tego za bardzo opisać >.Podszedł do mnie dość blisko.Popatrzyłam się na jego usta...
-Justin !? Czemu mi to robisz ?!
Zaczęłam momentalnie płakać.Tak, poznałam go...Te jego usta,miał takie oooo...słodkie i aż by się je..Dobra uspokój się,on cię porwał !
-Skąd wiedziałaś że to ja ? - zapytał i ściągnął okulary i czapkę .
Nie mogłam mu powiedzieć o ustach...Przeleciałam go wzrokiem od góry do dołu i zauważyłam buty... Miał je ostatnio w szkole...
-Odpowiadaj,jak pytam!-warknął.
-Buty...
-Fuck!O takie szczegóły...
-Możesz mnie wypuścić ??? W ogóle po co mnie trzymasz !?
I w tym momencie przypomniała mi się rozmowa o "zabawce".Kuźwa boję się.Justin rozwiązał mi dłonie.Weszło 2 gości,takich jakby dresów.Jeden nich tyrpnął Juss'a.
-Ej... a podzielisz się zabaweczką ?
Przeszły mnie dreszcze, otwarłam buzie i nie wiedziałam czy mam krzyczeć,płakać czy się śmiać i nie zapytać czy nie jest czasem 1 kwietnia.
-Spadaj!To moja osobista...
-Że...Że co ? J ja jestem t twoją dziwką ?-zaczęłam się jąkać .
-Nie kochanie,jesteś moja prywatną zabawką....-powiedział i odsłonił mi włosy z szyli.
-Nie!Nie jestem!Przestań się ze mną bawić!Wypuść mnie!Idiota!
-Nie poodnoś na mnie głosu!Jeszcze się nie zaczęliśmy bawić!-krzyczał jak opętany .Po czym uderzył mnie z liścia i wyszedł.Nie wiedziałam co robić-płakałam.Przypominało mi się że ja bez telefonu nie wychodzę,napisałam Megan SMS"A.Napisałam :
"Pomóż mi nie wiem gdzie jestem! Justin mnie więzi,ale nie pamiętam co się wczoraj do końca działo,wiem że przyszłam do domu i wzięłam się za zadania...ps. nie dzwoń jak coś odpisz."
Wyłączyłam dźwięk i oczekiwałam na odpowiedz, ale nie trwało to długo,bo Megan tak jak ja bez telefonu się nie rusza.Odpisała mi :
" Okej,poszłaś do Justina a mówiłam żebyś nie szła...Jadę do niego.Zabije go jak ci coś zrobi"
A jak on mnie gdzieś wywiózł...Nie wiem,po prostu,siedziałam i myślałam nad życiem.Napisałam mamie SMS'A."Mamo,nie wiem gdzie jestem,pomóż mi nie wiem jak...Justin mnie porwał i on... Boję się! Nie dzwoń bo mnie usłyszy."Mama mi nie odpisała,ona jest totalnym przeciwieństwem mnie- nie nosi telefonu!
Po jakiś 10 minutach,słyszałam głos Megan...Albo mam przesłuchy.Nie! Jednak nie! Był też głos Juss'a.
Kłócili się. Megan krzyczała na niego że mnie porwał itd. Po chwili drzwi się otworzyły.Miałam taką nadzieję że mnie wypuszczą ale...szkoda że tylko nadzieję! Wypchnęli do mnie jeszcze Megan.
-Słyszysz ty też z nią będziesz siedzieć!!!-krzyczał Justin .
Ona płakała,ja też,ale przytuliłyśmy się do siebie-ona rozwiązała mi nogi.
-Przepraszam że cię też w to wciągam.
-Chciałam Cię uratować i wszystko spierdoliłam!
-Nie mów tak...
Po jakiś 10 minutach drzwi ponownie się otworzyły i wyszedł z nich...
poniedziałek, 16 września 2013
5."Wiesz co ? Umiesz komuś spieprzyć humor."
Wstałam już, poszłam zjeść i ogólnie to co się robi rano, ubieranie się i te sprawy...Dziś o 17;00 u Justina- spoko,nie wiem jak to przeżyję ale spoko...Zastanawia mnie to co on powiedział...W kółko miałam w głowie te słowa : "Nie jestem twoją zabawką"..."Na razie nie"
Kurcze nie ogarniam tego kolesia.Szłam do szkoły i po drodze spotkałam Megan.
-Siemanoooo-miałam dziś dobry humor.
-O hej,dobry masz humorek,zapominałaś już Justin i ty w jednej grupie-zaśmiała się.
-Wiesz co ? Umiesz komuś spieprzyć humor.
-Jestem w tym mistrzem-powiedziała i pokazała mi język.
-Muszę się spotkać z Justinem, dzisiaj...
-A o której i u kogo ? Raczej u ciebie co ?
-O 17 u niego...
-Lepiej przełóż... niech będzie u ciebie-powiedziała.
-Bo ? ? ?
-Nie wiadomo co on ci może zrobić.
-Nie przesadzaj...
Dobra to jej nie mówię o tej zabawce bo jeszcze coś powymyśla idiotycznego.A przedtem na tej imprezie to był wypity... a u mnie pod domem to...chciał udowodnić że...
-Vicki, pacz idzie !-powiedziała dość głośno Megan.
-Siemka Megan i.. siemka partnerko.-powiedział Juss i puścił mi oczko.
-Cześć-odpowiedziała mu.
-No hej-powiedziałam.
-Chodźcie do budy,bo zaraz dzwonek.-mówił Justin.
Poszliśmy,po to żeby się nie spóźnić no pierwsza matma,a nauczycielka jest naszą wychowawczynią nooo...Masakra.Wredna zołza.Chociaż była lepsza niż babka od WOS'a z którą mieliśmy 2 lekcję. Mówiliśmy na nią "zwłoki" nie wiem... była mega stara na oko dałabym jej z 90 na pewno, jeszcze tak chamsko cicho mówiła.Nie ma to jak monotonny dzień w szkole,zawsze tak samo...Lekcje trwały do 15;30
Tak że wróciłam do domu,zjadłam pyszny obiadek... Wzięłam się za naukę i nagle dostałam SMS'A.Numer nieznany.Treść:
"Siemka,kochana...
Tsa... kto to mógł napisać Justin, dobra jedziemy dalej...
(...) idziesz już ? Mieszkam na Erie Street 69.Czekam na ciebie"
Fajny ma numer domu...Dobra,przebrałam się i poszłam do Justina.Nie daleko mieszkał może jakieś 10 minut,ewentualnie 15.Stanęłam pod drzwiami i zadzwoniłam dzwonkiem.Otworzył Juss.
-O trafiłaś-zaśmiał się.
-A czemu miałbym nie trafić?
-Bo za bardzo nie macie orientacji w terenie...
-Nie wszystkie kobiety tak mają.
Wpuścił mnie,usiadłam w salonie i otworzyłam książkę.
-No to co zaczynamy ?-zapytałam
-No tak, a może chcesz coś do pica ?
-No okej...
-Cola może być ?
-Dobra,dobra,obojętne byle żeby było zimne i mokre.
Justin poszedł do kuchni, po jakiś 3 minutach wrócił...Położył cole, zaczęłam czytać.Na stole leżały jeszcze Lays'y. No super solone , po czym zachciało mi się pić, wypiłam z pół szklanki coli, po chwili zaczęła mnie boleć głowa.
-Justin,mogę się położyć...kręci mi się w głowie.-powiedziałam
-Nie ma problemu.-powiedział i się głupio uśmiechnął.
-Mam pytanie...
-No mów.
-Czy ty...-nie zdążyłam bo po chwili zemdlałam.Dalej już nie pamiętam....
Kurcze nie ogarniam tego kolesia.Szłam do szkoły i po drodze spotkałam Megan.
-Siemanoooo-miałam dziś dobry humor.
-O hej,dobry masz humorek,zapominałaś już Justin i ty w jednej grupie-zaśmiała się.
-Wiesz co ? Umiesz komuś spieprzyć humor.
-Jestem w tym mistrzem-powiedziała i pokazała mi język.
-Muszę się spotkać z Justinem, dzisiaj...
-A o której i u kogo ? Raczej u ciebie co ?
-O 17 u niego...
-Lepiej przełóż... niech będzie u ciebie-powiedziała.
-Bo ? ? ?
-Nie wiadomo co on ci może zrobić.
-Nie przesadzaj...
Dobra to jej nie mówię o tej zabawce bo jeszcze coś powymyśla idiotycznego.A przedtem na tej imprezie to był wypity... a u mnie pod domem to...chciał udowodnić że...
-Vicki, pacz idzie !-powiedziała dość głośno Megan.
-Siemka Megan i.. siemka partnerko.-powiedział Juss i puścił mi oczko.
-Cześć-odpowiedziała mu.
-No hej-powiedziałam.
-Chodźcie do budy,bo zaraz dzwonek.-mówił Justin.
Poszliśmy,po to żeby się nie spóźnić no pierwsza matma,a nauczycielka jest naszą wychowawczynią nooo...Masakra.Wredna zołza.Chociaż była lepsza niż babka od WOS'a z którą mieliśmy 2 lekcję. Mówiliśmy na nią "zwłoki" nie wiem... była mega stara na oko dałabym jej z 90 na pewno, jeszcze tak chamsko cicho mówiła.Nie ma to jak monotonny dzień w szkole,zawsze tak samo...Lekcje trwały do 15;30
Tak że wróciłam do domu,zjadłam pyszny obiadek... Wzięłam się za naukę i nagle dostałam SMS'A.Numer nieznany.Treść:
"Siemka,kochana...
Tsa... kto to mógł napisać Justin, dobra jedziemy dalej...
(...) idziesz już ? Mieszkam na Erie Street 69.Czekam na ciebie"
Fajny ma numer domu...Dobra,przebrałam się i poszłam do Justina.Nie daleko mieszkał może jakieś 10 minut,ewentualnie 15.Stanęłam pod drzwiami i zadzwoniłam dzwonkiem.Otworzył Juss.
-O trafiłaś-zaśmiał się.
-A czemu miałbym nie trafić?
-Bo za bardzo nie macie orientacji w terenie...
-Nie wszystkie kobiety tak mają.
Wpuścił mnie,usiadłam w salonie i otworzyłam książkę.
-No to co zaczynamy ?-zapytałam
-No tak, a może chcesz coś do pica ?
-No okej...
-Cola może być ?
-Dobra,dobra,obojętne byle żeby było zimne i mokre.
Justin poszedł do kuchni, po jakiś 3 minutach wrócił...Położył cole, zaczęłam czytać.Na stole leżały jeszcze Lays'y. No super solone , po czym zachciało mi się pić, wypiłam z pół szklanki coli, po chwili zaczęła mnie boleć głowa.
-Justin,mogę się położyć...kręci mi się w głowie.-powiedziałam
-Nie ma problemu.-powiedział i się głupio uśmiechnął.
-Mam pytanie...
-No mów.
-Czy ty...-nie zdążyłam bo po chwili zemdlałam.Dalej już nie pamiętam....
4."Ale z nim nie chce mieć"
Wstałam. Jestem masakryczne wściekła na Justina, to totalny dupek! Wzięłam się za śniadanie , wykonałam poranna toaletę i udałam się do szkoły. Nie miałam nawet zamiaru patrzeć na tego debila, bosz... jeszcze z nim siedzę ! Nie wytrzymam normalnie...Weszłam do szkoły , na schodach siedział Marcel i Megan . Podeszłam do nich .
-Siemka-zaczęłam
-No elo.
-Hejka...co tak wczoraj pożegnałaś się i poszłaś ? -zapytała Megan
-A bo wiesz... czas mi się kończył.
-Taaa...na pewno -powiedział Marcel .
-No tak, a co tam u was ? -próbowałam uciekać od tematu.
-A dobrze, ale nie zmieniaj tematu...
-Noo..chodzi o Justina!-krzyknęłam.
-Mówiłem że to idiota.-powiedział chłopak Megan
-Tak miałeś rację...
Zadzwonił dzwonek i weszliśmy do klas, z niechęcią siadłam obok Justina . Nauczycielka powiedziała że będziemy robić pracę w parach. Modliłam się o to żeby nie brała parami z ławek,ale cóż... mam pecha.
-To co... musimy robić zadnie razem. - powiedział.
-...
Nie miałam zamiaru odpowiadać.
-Czyli co jesteś zła za wczoraj ?
-A kto by nie był idioto-odpowiedziałam .
-Sorry... byłem trochę wypity.-tłumaczył się.
Nie odpowiedziałam nic,tylko przewróciłam oczami.Po chwili podniosłam rękę do góry.
-Tak Vicki,co chciałaś ? -zapytała nauczycielka.
-Ja bym chciała mieć z kimś innym zadanie...
-Nie,masz mieć z Justinem.
Justin się głupio uśmiechnął.
-Ale z nim nie chce mieć.
-Ale ja cię tak wyznaczyłam i tak ma być.
-To ja nie robię.-powiedziałam i usiadłam na krzesło.
-Dobrze, to w takim razie masz 2 jedynki i uwagę negatywną.
-Ale... ja...
-To jak idziesz na taki układ?-zapytała.
-Nieee... to ja z nim zrobię to zadanie...jejuuuu-odpowiedziałam
Justin się cały czas uśmiechał.
-Czego się szczerzysz !?-zapytałam oschle.
-Haha,musisz ze mną robić to zadnie...
-Stul twarz.
Zadzwonił dzwonek.Poszłam na dół do biblioteki po tą książkę pt"Romantyczność".Super... książkę o miłości mam prezentować z kimś kto nienawidzi tego uczucia...Wypożyczyłam książkę i akurat zadzwonił dzwonek więc poszłam na lekcje.I tak w kółko;lekcja,przerwa,lekcja,przerwa aż do 16;30.Wracając do domu, zaczepił mnie Juss.
-Czego chcesz ?
-Yyy... no musimy się spotkać żeby umieć opowiedzieć o książce.
-No wiem, to jest najgorsze!-krzyknęłam.
-Ale że co ?-zapytał z ciekawską miną.
-A że to że muszę się z tobą spotkać.
-Jezuuu... przepraszałem już.
-Tak,już ci uwierzę że to szczere było...
-Uwierzysz...-powiedział po czym chciał się dobrać do moich ust,w tym samym czasie ja go odepchnęłam.
-Ej... mała co jest ?
-Tylko nie mała okej!Nie jestem twoją zabawką!
-Na razie nie...-burknął po nosem.
Nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Dobra,jutro u mnie o 17;00.-powiedział i odszedł.
Jestem do tego zmuszona żeby iść bo jak nie to... zresztą.Wróciłam do domu,zjadłam obiad miałam naleśniki...Zrobiłam zadanie i pomogłam mamie,umyłam się i poszłam spać...
niedziela, 15 września 2013
3."(...)Jesteście razem ? "
Dziś impreza u Megan!Nie wiem co się będzie działo... alkohol,narkotyki,masakra obiecałam sobie
że nawet tego nie spróbuję i tak będzie .Wstałam i poszłam się umyć,ubrać i ogólnie doprowadzić do
normalnego stanu,bo to tej pory włosy stały mi w każdą stronę.Wzięłam plecak i w miarę cicho zeszłam
na dół żeby nikogo nie obudzić.Wyszłam z domu i udałam się w stronę szkoły.Po drodze spotkałam
Marcela.
-Cześć Vicki.-powiedział z smutną miną .
-Siemka co jest ? -zapytałam
-A co może być !?-krzyknął
-No spokojnie...Megan ?
-Tak...
-Opowiadaj co się stało...
-Boże,jak ona może mnie oskarżać o to że niby!Kur..-powiedział i zacisnął dłońie w pięści.
-Opanuj swoje emocje...-uspokajałam go.
-Ona mówi że ją zdradzam,mam już tego dość,ale nie umiem z nią zerwać bo ją cholernie kocham!
-Jejku,ale postaw się na jej miejscu,jest zazdrosna o takiego chłopaka jak ty,jesteś piękny,masz świetny charakter..Czego więcej chcieć ?
-Przesadzasz ... Ale chodźmy już do szkoły.
-Dobra.
Przyszliśmy do szkoły,na 3 przerwie podeszła do mnie Megan.
-Siemka,słuchaj...
-Cześć,wiem chcesz pogadać o Marcelu ?
-Nieee...O tobie i...Justinie.
Zdziwiłam się jak powiedziała imię-Justin.
-O Justinie ???-zapytałam
-Tak,jesteście razem ? On się tak na ciebie na lekcjach patrzy,nie widzisz tego bo jesteś zapatrzona na tablice...Słuchaj,nie warto z nim być uwierz mi,wykorzysta i rzuci.
-Ale ja...
-Nie warto.-powiedziała i odeszła.
Kurcze,nie kumam on na mnie !? Że what !?Raczej na odwrót...On mi się spodobał a nie ja jemu...Stałam zamyślana aż do dzwonka.Poszłam na lekcje.Starałam się nie patrzeć na Justina.Dobiegł koniec wszystkich lekcji,wróciłam do domu o 15;30.Pouczyłam się i zeszłam na dół.
-Mamuś... mogę iść na imprezę do Megan..To moja nowa koleżanka...-zapytałam nie pewnie.
-Nie.
-Ale mamo.. tam poznam innych ze szkoły,proszę,to jest dla mnie ważne...-próbowałam ją na wszystkie sposoby przekonać,uległa.
-Dobra,ale o 23 widzę cię w domu.
-Mamuś o..24 proszę-powiedziałam z miną szczeniaczka.
-23;00
-Mami...
Po długich negocjacjach pozwoliła mi zostać do 23;30.Jej,ubrałam się i popędziłam do Megan.
stałam pod jej drzwiami,po chwili otworzyła.
-Siemka,jesteś już.
-No jak widać.
Weszłyśmy i pomogłam jej w przygotowaniu przekąsek.Rozmawialiśmy o niej i Marcelu,dowiedziałam się że Megan jest chorobliwie zazdrosna o chłopaka,nawet jeśli on rozmawia z jakąś dziewczyną.Potem przyszli zaproszeni goście.Impreza się rozkręciła.
-Chcesz ?
-Nie sorry...nie ćpam
-Hahaha nie bądź sztywna-zaśmiała się Megan
Spróbowałam,a obiecałam sobie że nie spróbuję,ale mieli by mnie za hmm.. gorszą. Podszedł do mnie Marcel.
-Zauważyłaś jak ten dupek się na ciebie patrzy ?
-Ale że jaki dupek!?-zapytałam zmieszana .
-Że ten idiota co z nim siedzisz na lekcjach..
-Aha że Justin...
-No tak,nie wiem co mu się dzieje, miej się na baczności,nie wiadomo co ten debil może zrobić.
-Aaaa... przesadzasz...
Powiedziałam i poszłam,dziwiło mnie to że oni tak uważają, ja tam nic nie widzę.Stanęłam przy stoliku z colą.
Po chwili ktoś mnie tyrpnął za rękę.
-Cześć mała...
-He..hej
Był to Justin!? No właśnie sama w to nie wierzę że podszedł do mnie..
-Chodź ze mną do łazienki...
-Pojebało !?-krzyknęłam odeszłam od niego
Dupek!Ale coś do niego czułam...Te oczy,bosz.. miał śliczne oczy...Dobra dość!Popatrzyłam na zegarek,była 23;15.Musiałam się zbierać poszłam do Megan i Marcela podziękowałam za imprezę i wróciłam do domu,umyłam się i poszłam spać...
że nawet tego nie spróbuję i tak będzie .Wstałam i poszłam się umyć,ubrać i ogólnie doprowadzić do
normalnego stanu,bo to tej pory włosy stały mi w każdą stronę.Wzięłam plecak i w miarę cicho zeszłam
na dół żeby nikogo nie obudzić.Wyszłam z domu i udałam się w stronę szkoły.Po drodze spotkałam
Marcela.
-Cześć Vicki.-powiedział z smutną miną .
-Siemka co jest ? -zapytałam
-A co może być !?-krzyknął
-No spokojnie...Megan ?
-Tak...
-Opowiadaj co się stało...
-Boże,jak ona może mnie oskarżać o to że niby!Kur..-powiedział i zacisnął dłońie w pięści.
-Opanuj swoje emocje...-uspokajałam go.
-Ona mówi że ją zdradzam,mam już tego dość,ale nie umiem z nią zerwać bo ją cholernie kocham!
-Jejku,ale postaw się na jej miejscu,jest zazdrosna o takiego chłopaka jak ty,jesteś piękny,masz świetny charakter..Czego więcej chcieć ?
-Przesadzasz ... Ale chodźmy już do szkoły.
-Dobra.
Przyszliśmy do szkoły,na 3 przerwie podeszła do mnie Megan.
-Siemka,słuchaj...
-Cześć,wiem chcesz pogadać o Marcelu ?
-Nieee...O tobie i...Justinie.
Zdziwiłam się jak powiedziała imię-Justin.
-O Justinie ???-zapytałam
-Tak,jesteście razem ? On się tak na ciebie na lekcjach patrzy,nie widzisz tego bo jesteś zapatrzona na tablice...Słuchaj,nie warto z nim być uwierz mi,wykorzysta i rzuci.
-Ale ja...
-Nie warto.-powiedziała i odeszła.
Kurcze,nie kumam on na mnie !? Że what !?Raczej na odwrót...On mi się spodobał a nie ja jemu...Stałam zamyślana aż do dzwonka.Poszłam na lekcje.Starałam się nie patrzeć na Justina.Dobiegł koniec wszystkich lekcji,wróciłam do domu o 15;30.Pouczyłam się i zeszłam na dół.
-Mamuś... mogę iść na imprezę do Megan..To moja nowa koleżanka...-zapytałam nie pewnie.
-Nie.
-Ale mamo.. tam poznam innych ze szkoły,proszę,to jest dla mnie ważne...-próbowałam ją na wszystkie sposoby przekonać,uległa.
-Dobra,ale o 23 widzę cię w domu.
-Mamuś o..24 proszę-powiedziałam z miną szczeniaczka.
-23;00
-Mami...
Po długich negocjacjach pozwoliła mi zostać do 23;30.Jej,ubrałam się i popędziłam do Megan.
stałam pod jej drzwiami,po chwili otworzyła.
-Siemka,jesteś już.
-No jak widać.
Weszłyśmy i pomogłam jej w przygotowaniu przekąsek.Rozmawialiśmy o niej i Marcelu,dowiedziałam się że Megan jest chorobliwie zazdrosna o chłopaka,nawet jeśli on rozmawia z jakąś dziewczyną.Potem przyszli zaproszeni goście.Impreza się rozkręciła.
-Chcesz ?
-Nie sorry...nie ćpam
-Hahaha nie bądź sztywna-zaśmiała się Megan
Spróbowałam,a obiecałam sobie że nie spróbuję,ale mieli by mnie za hmm.. gorszą. Podszedł do mnie Marcel.
-Zauważyłaś jak ten dupek się na ciebie patrzy ?
-Ale że jaki dupek!?-zapytałam zmieszana .
-Że ten idiota co z nim siedzisz na lekcjach..
-Aha że Justin...
-No tak,nie wiem co mu się dzieje, miej się na baczności,nie wiadomo co ten debil może zrobić.
-Aaaa... przesadzasz...
Powiedziałam i poszłam,dziwiło mnie to że oni tak uważają, ja tam nic nie widzę.Stanęłam przy stoliku z colą.
Po chwili ktoś mnie tyrpnął za rękę.
-Cześć mała...
-He..hej
Był to Justin!? No właśnie sama w to nie wierzę że podszedł do mnie..
-Chodź ze mną do łazienki...
-Pojebało !?-krzyknęłam odeszłam od niego
Dupek!Ale coś do niego czułam...Te oczy,bosz.. miał śliczne oczy...Dobra dość!Popatrzyłam na zegarek,była 23;15.Musiałam się zbierać poszłam do Megan i Marcela podziękowałam za imprezę i wróciłam do domu,umyłam się i poszłam spać...
sobota, 14 września 2013
2."Cześć,idziesz do Megan na imprezę ? ? ? ;D "
Obudził mnie budzik o 6;30.Wstałam,ubrałam się i umyłam. Zeszłam na dół,zjadłam śniadanie.Przyszła do mnie moja mama.
-Cześć,mam cię zawieść do szkoły ?
-Cześć,przejdę się...Nie mam daleko.
-Dobra, no to jak tak to idę spać.
-Dobra papa mamo.-powiedziałam i posłałam jej buziaka.
Zabrałam drugie śniadanie i plecak.Poszłam do szkoły.Miałam w uszach fioletowe słuchawki.Kocham kolor fioletowy...Doszłam do szkoły,siadłam na schodach przed klasą i w dalszym ciągu odrywałam się od rzeczywistość poprzez muzykę. Do czasu...
-Cześć jestem Megan, sorry za wczoraj, że widziałaś tą awanturę,ale jestem chorobliwie zazdrosna.
-Cześć miło mi, ja nazywam się Vicki,nic się nie stało.
-To dobrze,widzę że siedzisz taka sama...Może wpadłabyś do mnie jutro ? Robię imprezę,będzie cała szkoła,wiesz oprócz lamusów.-zaśmiała się.
-Nooo.. ja ... nie wiem...
-No nie bądź sztywna ! Poznasz kogoś....-powiedziała po czym się głupio uśmiechnęła.
Nie miałam nic do stracenia, co bym robiła w domu ? No nic, siedziała i sprawdzała Facebook'a.
-No okej przyjdę.
-Dobra o 18 bądź u mnie pomożesz mi z jedzeniem...Pokarzę Ci gdzie mieszkam dziś po szkole.
-Okej...
Zadzwonił dzwonek i udaliśmy się do klasy.Dałam Justinowi liścik na którym pisało :
"Cześć,idziesz do Megan na imprezę ? ? ? ;D "
Odpisał że idzie,ucieszyłam się,po czym uśmiechnęłam się sama do siebie.Chłopak popatrzył się na mnie i zrobił minę w stylu : Nie rozumiem jej...
Cieszyłam się jak głupi do sera...Ale kurczę spodobał mi się..te oczy,włosy,uśmiech,nos..Wszystko był po prostu idealny...Muszę się coś o nim dowiedzieć,ale raczej nie od niego.Co mu powiem !? "Cześć, jak się masz,jak masz na drugie imię,gdzie mieszkasz,masz psa,opowiedz mi o sobie ? " Noooo na pewno tak nie zrobię!Zadzwonił dzwonek...Podeszłam do Megan by spytać się o Justina.
-Cześć.
-O hej,coś się stało ?
-Mam pytanie..Opowiesz mi coś o Justinie ?
-Justin...Justin ma na drugie imię Drew,mieszka nie daleko baru,tego z czerwonymi ścianami...nie pamiętam nazwy, nie ma rodziców jest sam ale.. to skończony dupek,nie warto się w nim zakochiwać a jak to zrobiłaś to masz przesrane.
-Ale...czemu ???-powiedziałam zmieszana.
-Ten kolo nienawidzi miłości.Jest strasznie oschły...To co widzi w dziewczynie to tylko to że można się z nią zabawić,nic więcej.
-Aha, dobra..-powiedziałam i odeszłam z smutną minią...
Kurczę coś wiem,ale ja nie chce go kochać ! Jeszcze z nim siedzę w ławce no super!A może nie lubi miłości bo został sam,może...Moje przemyślenia przerwał dzwonek.Na każdych kolejnych lekcjach byłam rozkojarzona,aż do 14;35.
-No to chodź-powiedziała Megan.
-Dobra.
Poszliśmy pod jej dom,już wiem gdzie mieszka..Fajnie.
-No to jutro o 18,czekam...-powiedziała i zamknęła drzwi.Wróciłam do domu, zjadłam obiad,nie mówiłam nic ani do mamy,ani do siostry...Byłam zamyślana...Poszłam do góry robić lekcje,pouczyłam się i ległam na łóżku,myślałam...Aż w końcu zasnęłam.
-Cześć,mam cię zawieść do szkoły ?
-Cześć,przejdę się...Nie mam daleko.
-Dobra, no to jak tak to idę spać.
-Dobra papa mamo.-powiedziałam i posłałam jej buziaka.
Zabrałam drugie śniadanie i plecak.Poszłam do szkoły.Miałam w uszach fioletowe słuchawki.Kocham kolor fioletowy...Doszłam do szkoły,siadłam na schodach przed klasą i w dalszym ciągu odrywałam się od rzeczywistość poprzez muzykę. Do czasu...
-Cześć jestem Megan, sorry za wczoraj, że widziałaś tą awanturę,ale jestem chorobliwie zazdrosna.
-Cześć miło mi, ja nazywam się Vicki,nic się nie stało.
-To dobrze,widzę że siedzisz taka sama...Może wpadłabyś do mnie jutro ? Robię imprezę,będzie cała szkoła,wiesz oprócz lamusów.-zaśmiała się.
-Nooo.. ja ... nie wiem...
-No nie bądź sztywna ! Poznasz kogoś....-powiedziała po czym się głupio uśmiechnęła.
Nie miałam nic do stracenia, co bym robiła w domu ? No nic, siedziała i sprawdzała Facebook'a.
-No okej przyjdę.
-Dobra o 18 bądź u mnie pomożesz mi z jedzeniem...Pokarzę Ci gdzie mieszkam dziś po szkole.
-Okej...
Zadzwonił dzwonek i udaliśmy się do klasy.Dałam Justinowi liścik na którym pisało :
"Cześć,idziesz do Megan na imprezę ? ? ? ;D "
Odpisał że idzie,ucieszyłam się,po czym uśmiechnęłam się sama do siebie.Chłopak popatrzył się na mnie i zrobił minę w stylu : Nie rozumiem jej...
Cieszyłam się jak głupi do sera...Ale kurczę spodobał mi się..te oczy,włosy,uśmiech,nos..Wszystko był po prostu idealny...Muszę się coś o nim dowiedzieć,ale raczej nie od niego.Co mu powiem !? "Cześć, jak się masz,jak masz na drugie imię,gdzie mieszkasz,masz psa,opowiedz mi o sobie ? " Noooo na pewno tak nie zrobię!Zadzwonił dzwonek...Podeszłam do Megan by spytać się o Justina.
-Cześć.
-O hej,coś się stało ?
-Mam pytanie..Opowiesz mi coś o Justinie ?
-Justin...Justin ma na drugie imię Drew,mieszka nie daleko baru,tego z czerwonymi ścianami...nie pamiętam nazwy, nie ma rodziców jest sam ale.. to skończony dupek,nie warto się w nim zakochiwać a jak to zrobiłaś to masz przesrane.
-Ale...czemu ???-powiedziałam zmieszana.
-Ten kolo nienawidzi miłości.Jest strasznie oschły...To co widzi w dziewczynie to tylko to że można się z nią zabawić,nic więcej.
-Aha, dobra..-powiedziałam i odeszłam z smutną minią...
Kurczę coś wiem,ale ja nie chce go kochać ! Jeszcze z nim siedzę w ławce no super!A może nie lubi miłości bo został sam,może...Moje przemyślenia przerwał dzwonek.Na każdych kolejnych lekcjach byłam rozkojarzona,aż do 14;35.
-No to chodź-powiedziała Megan.
-Dobra.
Poszliśmy pod jej dom,już wiem gdzie mieszka..Fajnie.
-No to jutro o 18,czekam...-powiedziała i zamknęła drzwi.Wróciłam do domu, zjadłam obiad,nie mówiłam nic ani do mamy,ani do siostry...Byłam zamyślana...Poszłam do góry robić lekcje,pouczyłam się i ległam na łóżku,myślałam...Aż w końcu zasnęłam.
piątek, 13 września 2013
1."Jedna normalna koleżanka."
Dziś jest 3 dzień jak mieszkam tu-w Kanadzie, idę do szkoły,stresuję się że nie poznam nikogo albo się ode mnie odwrócą,nie będą chcieli się nawet poznać... Mam milion myśli w głowie.Poszłam na dół i zjadłam śniadanie,potem mama mnie zawiozła do szkoły,słyszałam tylko"Baw się dobrze"Ale jej nie odpowiedziałam,bo pobiegłam szukać kasy w której mamy lekcje.Podeszłam do nauczycielki.
-Gdzie..gdzie mamy lekcje ? -zapytałam,wstydziłam się.
-Sala 35.
-Dziękuje.
Udałam się do góry,po schodach .Stałam pod klasą po chwili podszedł do mnie chłopak.
-Cześć,jestem Marcel a ty ?
-Hej,Victoria.
-Jesteś tu nowa ?
-Tak..-powiedziałam a za ten czas jakaś dziewczyna podeszła do Marcela i zaczęła mu robić awanturę.
-Ja poszłam na chwile a ty już z inną !? Nie można cię na chwile zostawić !? Kupie ci smycz,a może jeszcze kaganiec
-Ale Megan,skarbie...-próbował się tłumaczyć.
-Nie ma Megan !
Była jakaś dziwna,taka jakby zołza ... Po chwili szarpnęła chłopka.
-Przepraszam za nią-powiedział i odszedł z nią na bok.
Jakaś inna dziewczyna też robiła awanturę chyba swojemu chłopakowi.Następna krzyczała bez powodu.Bosz.. jakaś normalna koleżanka. Proszę.Weszliśmy na lekcje, siedziałam w 4 ławce obok jakiegoś bruneta.Niepewnie zapytałam.
-Jak masz na imię ?
-Justin a co ?-powiedział i się na mnie popatrzył .Miał pięknie oczy takie brązowe...
-No bo ja...chciałam wiedzieć z kim siedzę w ławce.
-Spoko, a ty jak masz na imię ?
-Victoria.
-Aha.
Potem nie rozmawialiśmy, myślałam że odpowie np. Miło mi cię poznać albo ładne imię..Tak z gdzeczności ale NIE.Skończyłam lekcje o 15;20.Mama czekała już pod szkołą.Wsiadłam do auta.
-Cześć Vicki jak było w szkole ?-zapytała.
-Jedna normalna koleżanka.Czy to tak wiele ? -mówiłam sama do siebie.
-Dobra...czyli.. a nic nie mówię-powiedziała i ruszyła.
Dojechaliśmy do domu,ja zabrałam się za lekcje i weszłam na komputer.
-Vickiiii!!! Pomóż Olivii robić zadanie !-usłyszałam głos mamy z dołu.
-Dobra,już idę mamo !
Zeszłam i zabrałam się za to co mnie mama prosiła.Następnie zmęczona i wykończona po tym dziwnym dniu poszłam spać...
Bohaterowie i coś o blogu :D
Siemka,mam na imię Wiktoria, uwielbiam czytać różnego typu blogi ale najbardziej przypadają mi do gustu blogi kryminalne... Mam nadzieję że spodoba wam się mój pomysł na historię główniej bohaterki-Vicki.
Bohaterowie :
Victoria Young
Z jej perspektywy jest pisanie opowiadanie.Jest osobą wrażliwą,przejmującą się
krytyką.Wyjeżdża do Kanady razem z mamą i młodszą siostrą, idzie do szkoły, następnie
podejmuje błąd życia...
Madelaine Wood
Mówią na nią Megan,chodzi do tej samej szkoły co Victoria.Ma chłopaka imieniem
Marcel.Jest dziewczyną którą nie interesuje innych zdanie na jej temat,jest szalona.
Lubi imprezować.
Justin Bieber
Chłopak tak samo jak dziewczyny uczęszcza do tej samej szkoły.Nie lubi się zakochiwać,
uważa że miłość to głupie i niepotrzebne uczucie, ale lubi się bawić
innymi dziewczynami oraz kosztem pozostałych.
Marcel Lee
Jest pilnym i dobrym uczniem,chociaż lubi się dobrze bawić.Chłopak Megan.
Szanuje dziewczyny oraz uważa że Justin jest skończonym idiotą...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





