Wstałam. Jestem masakryczne wściekła na Justina, to totalny dupek! Wzięłam się za śniadanie , wykonałam poranna toaletę i udałam się do szkoły. Nie miałam nawet zamiaru patrzeć na tego debila, bosz... jeszcze z nim siedzę ! Nie wytrzymam normalnie...Weszłam do szkoły , na schodach siedział Marcel i Megan . Podeszłam do nich .
-Siemka-zaczęłam
-No elo.
-Hejka...co tak wczoraj pożegnałaś się i poszłaś ? -zapytała Megan
-A bo wiesz... czas mi się kończył.
-Taaa...na pewno -powiedział Marcel .
-No tak, a co tam u was ? -próbowałam uciekać od tematu.
-A dobrze, ale nie zmieniaj tematu...
-Noo..chodzi o Justina!-krzyknęłam.
-Mówiłem że to idiota.-powiedział chłopak Megan
-Tak miałeś rację...
Zadzwonił dzwonek i weszliśmy do klas, z niechęcią siadłam obok Justina . Nauczycielka powiedziała że będziemy robić pracę w parach. Modliłam się o to żeby nie brała parami z ławek,ale cóż... mam pecha.
-To co... musimy robić zadnie razem. - powiedział.
-...
Nie miałam zamiaru odpowiadać.
-Czyli co jesteś zła za wczoraj ?
-A kto by nie był idioto-odpowiedziałam .
-Sorry... byłem trochę wypity.-tłumaczył się.
Nie odpowiedziałam nic,tylko przewróciłam oczami.Po chwili podniosłam rękę do góry.
-Tak Vicki,co chciałaś ? -zapytała nauczycielka.
-Ja bym chciała mieć z kimś innym zadanie...
-Nie,masz mieć z Justinem.
Justin się głupio uśmiechnął.
-Ale z nim nie chce mieć.
-Ale ja cię tak wyznaczyłam i tak ma być.
-To ja nie robię.-powiedziałam i usiadłam na krzesło.
-Dobrze, to w takim razie masz 2 jedynki i uwagę negatywną.
-Ale... ja...
-To jak idziesz na taki układ?-zapytała.
-Nieee... to ja z nim zrobię to zadanie...jejuuuu-odpowiedziałam
Justin się cały czas uśmiechał.
-Czego się szczerzysz !?-zapytałam oschle.
-Haha,musisz ze mną robić to zadnie...
-Stul twarz.
Zadzwonił dzwonek.Poszłam na dół do biblioteki po tą książkę pt"Romantyczność".Super... książkę o miłości mam prezentować z kimś kto nienawidzi tego uczucia...Wypożyczyłam książkę i akurat zadzwonił dzwonek więc poszłam na lekcje.I tak w kółko;lekcja,przerwa,lekcja,przerwa aż do 16;30.Wracając do domu, zaczepił mnie Juss.
-Czego chcesz ?
-Yyy... no musimy się spotkać żeby umieć opowiedzieć o książce.
-No wiem, to jest najgorsze!-krzyknęłam.
-Ale że co ?-zapytał z ciekawską miną.
-A że to że muszę się z tobą spotkać.
-Jezuuu... przepraszałem już.
-Tak,już ci uwierzę że to szczere było...
-Uwierzysz...-powiedział po czym chciał się dobrać do moich ust,w tym samym czasie ja go odepchnęłam.
-Ej... mała co jest ?
-Tylko nie mała okej!Nie jestem twoją zabawką!
-Na razie nie...-burknął po nosem.
Nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Dobra,jutro u mnie o 17;00.-powiedział i odszedł.
Jestem do tego zmuszona żeby iść bo jak nie to... zresztą.Wróciłam do domu,zjadłam obiad miałam naleśniki...Zrobiłam zadanie i pomogłam mamie,umyłam się i poszłam spać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz