poniedziałek, 16 września 2013

5."Wiesz co ? Umiesz komuś spieprzyć humor."

Wstałam już, poszłam zjeść i ogólnie to co się robi rano, ubieranie się i te sprawy...Dziś o 17;00 u Justina- spoko,nie wiem jak to przeżyję ale spoko...Zastanawia mnie to co on powiedział...W kółko miałam w głowie te słowa : "Nie jestem twoją zabawką"..."Na razie nie"
Kurcze nie ogarniam tego kolesia.Szłam do szkoły i po drodze spotkałam Megan.
-Siemanoooo-miałam dziś dobry humor.
-O hej,dobry masz humorek,zapominałaś już Justin i ty w jednej grupie-zaśmiała się.
-Wiesz co ? Umiesz komuś spieprzyć humor.
-Jestem w tym mistrzem-powiedziała i pokazała mi język.
-Muszę się spotkać z Justinem, dzisiaj...
-A o której i u kogo ? Raczej u ciebie co ?
-O 17 u niego...
-Lepiej przełóż... niech będzie u ciebie-powiedziała.
-Bo ? ? ?
-Nie wiadomo co on ci może zrobić.
-Nie przesadzaj...
Dobra to jej nie mówię o tej zabawce bo jeszcze coś powymyśla idiotycznego.A przedtem na tej imprezie to był wypity... a u mnie pod domem to...chciał udowodnić że...
-Vicki, pacz idzie !-powiedziała dość głośno Megan.
-Siemka Megan i.. siemka partnerko.-powiedział Juss i puścił mi oczko.
-Cześć-odpowiedziała mu.
-No hej-powiedziałam.
-Chodźcie do budy,bo zaraz dzwonek.-mówił Justin.
Poszliśmy,po to żeby się nie spóźnić no pierwsza matma,a nauczycielka jest naszą wychowawczynią nooo...Masakra.Wredna zołza.Chociaż była lepsza niż babka od WOS'a z którą mieliśmy 2 lekcję. Mówiliśmy na nią "zwłoki" nie wiem... była mega stara na oko dałabym jej z 90 na pewno, jeszcze tak chamsko cicho mówiła.Nie ma to jak monotonny dzień w szkole,zawsze tak samo...Lekcje trwały do 15;30
Tak że wróciłam do domu,zjadłam pyszny obiadek... Wzięłam się za naukę i nagle dostałam SMS'A.Numer nieznany.Treść:

        "Siemka,kochana...

Tsa... kto to mógł napisać Justin, dobra jedziemy dalej...

      (...) idziesz już ? Mieszkam na Erie Street 69.Czekam na ciebie"

Fajny ma numer domu...Dobra,przebrałam się i poszłam do Justina.Nie daleko mieszkał może jakieś 10 minut,ewentualnie 15.Stanęłam pod drzwiami i zadzwoniłam dzwonkiem.Otworzył Juss.

-O trafiłaś-zaśmiał się.
-A czemu miałbym nie trafić?
-Bo za bardzo nie macie orientacji w terenie...
-Nie wszystkie kobiety tak mają.
Wpuścił mnie,usiadłam w salonie i otworzyłam książkę.
-No to co zaczynamy ?-zapytałam
-No tak, a może chcesz coś do pica ?
-No okej...
-Cola może być ?
-Dobra,dobra,obojętne byle żeby było zimne i mokre.
Justin poszedł do kuchni, po jakiś 3 minutach wrócił...Położył cole, zaczęłam czytać.Na stole leżały jeszcze Lays'y. No super solone , po czym zachciało mi się pić, wypiłam z pół szklanki coli, po chwili zaczęła mnie boleć głowa.
-Justin,mogę się położyć...kręci mi się w głowie.-powiedziałam
-Nie ma problemu.-powiedział i się głupio uśmiechnął.
-Mam pytanie...
-No mów.
-Czy ty...-nie zdążyłam bo po chwili zemdlałam.Dalej już nie pamiętam....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz