Jechaliśmy tak jeszcze z pół godziny,ja z Meg cały czas lamentowałyśmy że chcemy do mamusi...jak małe dzieci.Po chwili prowadzący samochód - Marsel,nie zauważył że na poboczu stoi policja... Która już po chwili machała że mamy się zatrzymać.Auto stanęło,Marcel uchylił szybę,ujrzeliśmy twarz policjanta,który kazał wszystkim po kolei wysiadać z auta.Chyba nas rozpoznał...
-Ty jesteś Marcel Lee i ty Justin Bieber! Do radiowozu.-powiedział i zawołał kolegą który wyciągnął kajdanki , dał chłopakom ręce do tyłu i zaczął ich zapinać.
Nie chciałam żeby poszli do pudła...Ja kochałam Justina chociaż to co mi zrobił zapamiętam do końca życia.Cham ale taki kochany.Po minie Megi zobaczyłam że nie pozwoli na to aby Marsel poszedł razem z Justinem do więzienia.Musiałam coś zrobić.MUSIAŁAM!Ręce zaczęły mi się trząść.
-Madelaine Wood i Victoria Young,dziewczyny już jest dobrze,nic wam nie zrobią...-powiedział jeden z policjantów.
-Ale my..my..-zaczęła Megan.
-Ja..to znaczy yyy... ja jestem z Justinem parą!-wyrwałam się na poczekaniu.
-Vicki,ty nie musisz ich kryć,już ci nic nie zrobią...
-Ale proszę pana tak jest.-powiedziałam i chwyciłam twarz Justina po czym go pocałowałam.
Juss stał jak wryty i się na mnie patrzył jakby ducha zobaczył,przecież nie było w tym nic złego.
-Czy ja bym się całowała z porywaczem lub gwałcicielem,no chyba nie...
-No dobra ,ale jak wyjaśnisz to że twoja mama powiedziała że znikłaś wtedy jak miałaś iść do Justina ?
-No bo ja...
-My się ukrywaliśmy!-wyrwał się Justin.
-Ale po co ?-zapytał zdziwiony facet.
-No bo u nas w szkole są..takie lale i one by się mściły na Vicki i one... mają takie nooo.. znajomości i w ogóle są takie głupie itd...-próbowała mnie ratować Meg, bosz i się udało kocham ja za to.
-Dobra a wy ? Megan i Marcel ? Jakim cudem tam się znaleźliście ???
-My... mieliśmy się spotkać w czwórkę i pogadać...
-Pogadać?
-Tak pogadać bo my z Marcelem też jesteśmy razem...
-Tak ?
-No tak, a gdybyśmy nie byli razem robiłabym tak?-powiedziała Meg po czym klepnęła Marsela w tyłek.
On się głupio zaśmiał.
-Dobra,dobra...powiedzmy że wam wierzę...jedziemy teraz do domów waszych.
Jaki ten policjant jest tępy i głupi...Wszędzie tak głośno że nas nie ma i nagle jesteśmy a on nam w wszystko wierzy.. Więc po dłuższej negocjacji chłopców rozkuto i powiedzieliśmy że jedziemy do domu,chociaż na chwilę,cieszyłam się bo zobaczę mamę,ale taki problem że Justin,nie miał gdzie iść bo nie ma rodziców a możliwe że by na komisariat zawieźli,ja się tam nie znam,ale stwierdziłam że choć to nie najlepszy pomysł Justin pojedzie ze mną.Tak więc, jeden z policjantów wsiadł z nami do auta i czekał aż każdy pójdzie do domu.Najpierw był dom Marsela. Wysiadł z samochodu i powiedział.
-Papa moja dziewczynko-i puścił Meg oczko,ona zrobiła się momentalnie czerwona.Haha.
Następnie dom Meg,pożegnała się i poszła,widziałam że otwiera jej ktoś drzwi i rzuca się na nią,tuląc ją mega mocno.Potem był mój domek,wysiadłam potem Justin .
-A ty kolego gdzie? To chyba nie twój dom ?
-Jeszcze nie..moja mama jest i Vicki na pewno...-powiedział i się zaśmiał.
Wyszliśmy , stanęłam w drzwiach...kurczę boję się reakcji mojej mamy na Juss'a ona myśli < i się nie myli > że Justin mnie porwał i zgwałcił.... Stęskniłam się za nią i nie przedłużając zadzwoniłam do drzwi...To co zobaczyłam speszyło mnie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz