czwartek, 26 września 2013
15. + 18 "Ale.. ja nigdy... "
Rozdział +18
Czytasz na własną odpowiedzialność.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siedziałam tak jeszcze parę minut,aż w końcu po schodach nie zszedł Justin, rozwiązał mnie a ja cały czas płakałam.Chwycił za rękę i zaprowadził do sypialni.Położył na łóżku i zaczął się we mnie wtulać,ja leżałam jak wryta nie wykonywałam żadnego ruchu.Bałam się.
-Proszę...nie rób tego...-mówiłam przez łzy.
-Myślisz że cię posłucham,ja zawsze dostaję to co chcę...
-Błagam cię...
Czułam w ustach słony smak łez.Chłopak rozpiął rozporek i zdjął spodnie , a następnie bluzkę.
-No mała,teraz ty pokaż swoje ciałko...
-Nie..Justin...nie chcę.
-Już !-warknął .
Nie chciałam mu zaprzeczać,bo może by mnie znowu uderzył...Ale tak szczerze to ja nie wiem czy to gwałt !? Nooo... on chce się zabawić a ja go kocham...Czy ja jestem mądra !? Kocham chłopaka który w tym momencie chce mnie zgwałcić...
-Jeszcze stanik...
Zdjęłam i szybko zakryłam piersi rękoma.
-Weź ręce,kazałem ci zdjąć koszule.
-Prze..przepraszam.
-Dobrze,następnym razem rób co ci każe,a teraz bierz go do buzi...-powiedział , chwycił za kolegę i przystawił mi do buzi.
-Ale.. ja nigdy...
-Nigdy nie ssałaś kutasa ?
-Nie...
-To pora to zmienić,już.
Mam ochotę wymiotować...Przełknęłam ślinę i otworzyłam usta. Juss "wszedł" w nie.Dławiłam się,robiłam to powoli,ale jemu się chyba nie podobało i chwycił mnie za głowę.Zaczął pieprzyć moje usta,czułam go w gardle,kaszlnęłam,i... ugryzłam go,przypadkowo...~<Co ja piszę ?! >
-Co to suko miało być!?
-Ale ja...
-Mam to w dupie miało mi być dobrze a teraz cierpię...
Kto tu ma gorzej ja czy on?Zaczęłam jeszcze bardziej płakać.
-Dobra, rozbieraj spodnie...
-Ale ja nie chcę....-powiedziałam i zwinęłam się w kłębek.
Justin poszedł do toalety a zaraz wrócił w bokserkach.Wypuściłam z siebie powietrze.
-Trzeba cię nauczyć robić loda...-zaczął.
-Ale ja mówiłam już.
-Dobra,próbujemy jeszcze raz ???
-Justin...
-Nie ma Justin,chodź zrobisz po swojemu...tylko potem przyśpiesz-zaśmiał się.
Do prawdy to nie było wcale śmieszne.Ciągnął bokserki do kolan.
-No jedziesz mała...
-Yhy....
Ponownie zaczęłam mu robić loda,starałam się...
-Lepiej już...-mruknął.
Boże... masakra jak Meg też to przeżywa to jej współczuje,bardziej niż mi... Bo Marcel... szkoda się nawet wypowiadać.Skończyłam.Chłopak spuścił mi się na twarz .Bleee.... pobiegłam do łazienki by to zmyć...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz