Siedziałyśmy aż w końcu zapytałam Meg cicho.
-Kochasz go ???
Ona pokiwała głową że "tak".
-A ty??
-Też...
Po chwili podeszłyśmy do nich od tyłu i zapytaliśmy.
-Ej...co jest Justin ?
-Marcel? O co chodzi?
-Dziewczyny,my... -zaczął Juss.
-My przepraszamy,za to porwanie,próbę gwałtu,loda,za wasz starach...
Nie wiedziałam co powiedzieć,zresztą po minę Megan było widać to samo-totalne zdziwko.Justin obrócił się do mnie i przyłożył swoje czoło do mojego.
-Ja...przepraszam za...za pobicie...wybacz.-po jego policzku spłynęła łza którą zaraz otarłam.
Przytuliłam się do niego.
-Dobra... wytłumaczcie nam o co chodzi....-powiedziała Megi .
-Chodzi o to.. że my chcieliśmy dołączyć do gangu B.R.M.C...-powiedział Marsel.
-I... my musieliśmy was porwać i zgwałcić... ale nie chcemy.
-To czemu nie powiecie że nie chcecie już być w tym gangu ?
-Bo to nie takie proste...-burknął Marcel.
-Dlaczemu ?
-Bo podpisaliśmy pierdolony świstek!-krzyknął Justin.
-Ale...
-Tak Vicki,jak będziemy chcieli się wycofać to nasza czwórka zginie,kumasz ?
-Boże...-powiedziała Megan dłonią zakrywając usta.
-A co jak...-nie wierzę w to co teraz powiem.
-Co jak nas zgwałcicie tak...na niby nie, to co potem wy będziecie w gangu a my ?Co z nami ?
-Jak na niby ?
-No...że to będzie sex z nieznajomym.
-Aha...z wami ciężko powiedzieć,ale możliwe że będziecie z nami mieszkać i innymi chłopakami...
-Że co !? Nie...-zaczęła lamentować Meg.
-Co teraz robimy Stary ?
-Nie wiem,mają nadajniki w komórkach...
-Trzeba je wyłączyć i spierdalać z tond.
-No,ale zero kontaktu ze światem,laską też nie oddamy telefonu bo psy namierzą i pójdziemy siedzieć.
-Wiem właśnie,ale trzeba się pakować i wyjechać gdzieś.
Poszliśmy w czterech na górę i chłopcy się pakowali,my nie miałyśmy co pakować... Ale gdzie uciekniemy ? Wyjedziemy za miasto albo kraj i nie zobaczę się już nigdy z mamą i siostrą ? Nie... nawet się z nimi nie pożegnałam.Wystraszył mnie dźwięk telefonu Justina,to co zobaczyłam to nie mogło się dziać na prawdę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz